Oskarżała Neymara o gwałt, teraz sama ma zarzuty

Modelka Najila Trindade, która pod koniec maja obwiniła Neymara o zgwałcenie, a także jej partner Estivens Alves, zostali oskarżeni o wprowadzanie w błąd organów ściągania, formułowanie oszczerczych oskarżeń, szantażowanie oraz udostępnienie mediom erotycznego nagrania z udziałem piłkarza. Sprawa wygląda na precedensową – nie przypominamy sobie podobnego przypadku od momentu sformowania się ruchu „Me Too”.

Do tej pory ofiary oskarżające osoby publiczne o nadużycia lub przestępstwa seksualne nie spotykały się bowiem z reperkusjami – te dotykały „oskarżonych”, odstawianych przez swoją społeczność na margines. Dopóki szczegóły poszczególnych spraw nie budziły wątpliwości – było to naturalne, nawet jeśli formalnie wypadałoby poczekać na wyrok sądu. Jak jednak można się było spodziewać, prędzej czy później musiały zacząć pojawiać się przypadki wyglądające – najdelikatniej rzecz ujmując – na grubymi nićmi szyte, a mówiąc wprost: na próbę wymuszenia potężnego odszkodowania. Przypadek Neymara od początku przez wielu zaliczany był do tej właśnie kategorii.

Do przestępstwa opisywanego przez Trindade miało dojść 15 maja w paryskim hotelu Sofitel przy Polach Elizejskich. Po spotkaniu z Neymarem brazylijska modelka wróciła do ojczyzny, zgłoszenia dokonała zaś 31 maja, gdyż wcześniej, jak stwierdziła w rozmowie z mediami, „była zbyt wstrząśnięta emocjonalnie”.

Kolejne tygodnie ujawniały jednak coraz większe luki w wersji zdarzeń prezentowanej przez modelkę. „Funkcjonariuszka policji poprosiła ją o podłączenie telefonu do komputera, aby mogła zobaczyć wideo [rzekomo pokazujące atak], ale ona [domniemana ofiara] nie chciała tego zrobić. Odmówiła również przekazania telefonu, a później powiedziała, że ​​został skradziony”- opisywała przebieg czynności śledczych sprawozdawczyni prokuratury w Sao Paulo Estefania Paulin.

Brazylijska policja zamknęła dochodzenie w sprawie zarzutów o gwałt pod koniec lipca, prowadząca śledztwo Juliana Lopes Bussacos stwierdziła na konferencji prasowej: „Nie widziałam wystarczających elementów do oskarżenia”. Stanowisko to podzieliła prokuratura w największym mieście Ameryki Południowej. „Zdecydowaliśmy się na zamknięcie sprawy, ponieważ nie ma wystarczających dowodów. Jeśli nowe dowody się pojawią, a my uznamy, że są one istotne i ważne, sprawa może zostać ponownie otwarta” – powiedziała podczas konferencji prasowej prokurator Flavia Merlini.

Fakt, że czynności policji i prokuratury były nadzorowane przez kobiety nie jest, zdaniem brazylijskich mediów, przypadkowy – miało to zapobiec oskarżeniom o niesprawiedliwe i dyskryminacyjne potraktowanie domniemanej ofiary.

Której to status uległ wczoraj drastycznej zmianie. We wtorkowym oświadczeniu policja w Sao Paulo ogłosiła, że ​​Trindade i Alves są oskarżeni o oszustwo proceduralne, formułowanie oszczerczych donosów i wymuszenie, ponadto, Alves został oskarżony o „ujawnienie reporterowi materiałów o treści erotycznej z N.”.

Neymar od początku zaprzeczał zarzutom. Przyznał wprawdzie, że miał stosunek z Najilą, ale zaznaczał, że odbyło się to za obopólną zgodą. Brazylijczyk poznał kobietę przez internet i sfinansował jej przylot do stolicy Francji. Po wybuchu afery piłkarz opublikował w sieci wiadomości i zdjęcia przesłane przez Trindade w aplikacji WhatsApp, tłumacząc, że „robi to po to, by udowodnić, że nie cię nie stało”.

To, w jakim kierunku potoczyła się sprawa, jest niewątpliwie w dużej mierze efektem popularności gwiazdora PSG w ojczyźnie i oburzenia jego wielomilionowej rzeszy fanów na zarzuty modelki. Kwestię oczyszczenia dobrego imienia Neymara można wręcz uznać za sprawę narodową – kiedy wersja zdarzeń Trindade stawała się coraz mniej prawdopodobna, powszechne stały się bowiem żądania ukarania jej za próbę zniszczenia jego reputacji, a potencjalnie także całej kariery.