Nie milkną echa poniedziałkowej konfrontacji Polaków z Austrią na PGE Narodowym. Nasi reprezentanci po, co tu dużo pisać, przeciętnym meczu w swoim wykonaniu, zdołali zremisować z Austriakami 0:0. Zdołali, bo bliżsi szczęścia byli goście, którzy czasami naszych wręcz przytłaczali – szybkością, agresją, pomysłem na grę. Tego, jak się wydaje, nie widział prezes PZPN.

A może nie chciał widzieć? Zbigniew Boniek przed kamerami TVP Sport powiedział: „Jestem zadowolony z tego meczu. Austria to średniej klasy europejska drużyna, której wielu reprezentantów gra w niemieckiej Bundeslidze. To było widać: znakomicie panowali nad piłką. Lepsze sytuacje w tym spotkaniu stworzyliśmy jednak my”, po czym dodał, że: „Jesienią czekają nas dwa trudne mecze. Jeżeli uda nam się je wygrać, awans na mistrzostwa Europy będzie na wyciągnięcie ręki”.

Oczywiście, miał prawo być zadowolony. Miał, choć gdyby zdobył się na choć trochę więcej obiektywizmu, przyznałby wprost, że ta „średniej klasy europejska drużyna” była znacznie lepsza i groźniejsza od Polaków. Że to ona tak naprawdę rozdawała karty. Prezes niby coś tam bąknął, że „znakomicie panowali nad piłką”, w domyśle: nasi w ten sposób grać nie potrafili, uganiali się za nią przez większość czasu. Tak, w domyśle…

Z czego prezes może być zadowolony? Tak naprawdę przecież Robert Lewandowski i spółka stworzyli dwie groźnie sytuacje, jeszcze w pierwszej połowie. Główka „Lewego” była niedokładna (choć zawodnik tej klasy powinien skuteczniej wykończyć tak świetną zagrywkę od Grosickiego), główkę Kamila Glika sięgnął bramkarz Austrii, Cican Stanković. I już, i to wszystko. Czy te dwie sytuacje uprawniają do stwierdzenia, że to my byliśmy bliżej strzelenia bramki? Tak, jeśli ma się tak wiele życzliwości dla selekcjonera Jerzego Brzęczka. A słupek i inne sytuacje Arnautovicia? A próby Konrada Laimera? Boniek nie chce przyznać, że w poczynaniach jego zawodników nie widać żadnej głębszej myśli, zrębów czegoś, co można by podczepić pod hasło „taktyka”. Ofensywa naszych skupia się przede wszystkim na Lewandowskim i posyłaniu długiej piłki na niego, rajdach Grosickiego (który ewidentnie nie znajduje wspólnego języka z Bereszyńskim), podaniach po wyłuskaniu piłki przez Grzegorza Krychowiaka. I już. A potem „jakoś to będzie”, albo „próbuj”.

Słowa prezesa PZPN odnośnie wczorajszego meczu nie powinny jednak specjalnie nas dziwić. Boniek wielokrotnie już wcześniej bronił swojego wyboru, by kadrę objął trener bez większego doświadczenia, za to z „ogromną wiedzą na temat piłki”. Może i Brzęczek taką wiedzę posiada, niemniej zwyczajnie nie potrafi jej przekazać swoim piłkarzom, czego dowiódł w często przytaczanym już wywiadzie po meczu na Słowenii, Krystian Bielik.

Naszym szczęściem i podstawowym atutem jest to, że w eliminacjach do Euro 2020 trafiliśmy do przeciętnej grupy, w której żadna z drużyn nie prezentuje światowego poziomu. I pewnie jakoś tam z tego powodu doczłapiemy do turnieju, faktycznie – wygrane (to obowiązek!) w październikowych meczach: na Łotwie i u siebie z Macedonią Północną znacznie przybliżą nas do Euro. Ale co dalej? I, wybiegając w przyszłość, czy przypadkiem znowu nie czeka nas kolejne, reprezentacyjne rozczarowanie?

Jacek Hafka

Wtorkowe spotkania eliminacyjne są w ofercie bukmachera forBET – sprawdź!