Ciaś wykorzystał szanse i ulubione (?) warunki

Paweł Ciaś jest pierwszym reprezentantem Polski, który wywalczył przepustkę do drugiej rundy turnieju rangi ATP Challenger Tour w Szczecinie. 25-latka nie byłoby jednak w stawce Pekao Szczecin Open, gdyby nie triumf w lipcowych Mistrzostwach Polski odbywających się w Gliwicach. Co ciekawe – zarówno kilka tygodni temu w śląskim mieście, tak i w poniedziałek w Szczecinie – Ciaś wiktorię osiągnął przy padającym deszczu. Może to jest sposób?

Paweł Ciaś ze względu na problemy związane z finansowaniem zawodowych startów począwszy od rozpoczęcia tego sezonu postanowił zawiesić karierę. Wprawdzie w tym roku zanotował kilka startów, to jednak tylko jeden z nich – zresztą zupełnie nieudany – rozegrał poza granicami kraju, we Francji. Zdarzały się również występy, w których radził sobie lepiej. Tak było w Gliwicach, gdzie bez straty seta sięgnął po mistrzostwo Polski. Jedynym profitem, jaki przyniósł ten triumf, nie było tylko zainkasowanie niezłej kwoty pieniężnej. Poza tym Ciaś wygrał również dziką kartę do głównej drabinki turnieju rangi ATP Challenger Tour – Pekao Szczecin Open. I zrobił z niej pożytek.

Niegdyś 395. zawodnik rankingu ATP w pierwszej rundzie szczecińskiej imprezy mierzył się z tenisistą polskiego pochodzenia, urodzonym w Bytomiu, Peterem Torebko. Mimo, że to Niemiec był faworytem tego starcia, Ciaś od samego początku pokazał, że może mu napsuć krwi. Chociaż przy opadach deszczu trudno było grać ofensywny tenis, to jednak biało-czerwony się nie zniechęcał i konsekwentnie starał się być bardziej agresywny, niż jego rywal. To przyniosło nieoczekiwany dla wielu efekt – trzysetową wygraną polskiego zawodnika.

Chociaż dla wielu awans do drugiej rundy turnieju rangi ATP Challenger Tour to nie jest wybitne osiągnięcie, to jednak Ciaś dopiero po raz trzeci zaznał tego smaku. Tym bardziej należą mu się uznania, bo dokonał tego po wygraniu z zawodnikiem notowanym o ponad 1200 pozycji wyżej. Teraz jednak czeka go jeszcze trudniejsze zadanie, a poprzeczka zostanie zawieszona dużo wyżej! 25-letni gracz we wtorkowym meczu wieczoru powalczy z Alessandro Giannessim – kiedyś 84. rakietą globu, triumfatorem trzech imprez pod egidą ATP Challenger Tour, w tym Pekao Szczecin Open, gdzie najlepszy okazał się w 2016 roku.

Ciaś we wtorek powalczy nie tylko o miejsce w trzeciej rundzie, co byłoby dla niego największym sukcesem, ale również o swoją karierę. Polak na pomeczowej konferencji przyznał, że regularnie nie startuje w turniejach z powodu problemów finansowych. I zdaje sobie sprawę z tego, że tylko jakieś spektakularne wygrane mogą mu dać siłę na podjęcie jeszcze jednej próby.

W pierwszym dniu szczecińskich zmagań rozegrano jeszcze dwa mecze z udziałem naszych rodaków – w wewnątrz polskich pojedynkach lepsi okazali się Kacper Żuk i Piotr Galus. Ten pierwszy w starciu z Janem Zielińskim wrócił z dalekiej podróży, bowiem przegrywał 0-1 w setach oraz 0:3 w drugiej partii – mimo to, po prawie trzech godzinach zażartej walki, przerwał serię sześciu porażek z rzędu. Natomiast Galus pokonał faworyzowanego Macieja Smołę i po raz pierwszy w karierze zagra w głównej drabince tak prestiżowej imprezy. Dla 18-latka będzie do niezwykle cenne doświadczenie, bowiem korty przy alei Wojska Polskiego, to jego drugi dom – trenuje tam od ponad siedmiu lat.

fot. Pekao Szczecin Open