Było kilka okazji, ale i fura szczęścia

Biało-Czerwoni po żywym, szybkim meczu zremisowali w Warszawie z Austrią 0 do 0. W przeciągu całego spotkania trzeba przyznać, że to goście byli bliżsi strzelenia zwycięskiej bramki.

Pierwsza połowa na PGE Narodowym rozpoczęła się od huraganowych ataków gości. Austriacy niemal rzucili się na Biało-Czerwonych, od początku nadając ton wydarzeniom na boisku, choć i Polacy próbowali otworzyć się i wyjść z groźną kontrą, ale rywale szybko zagęszczali pole. Już w 10. minucie groźnie z główki uderzył Marko Arnautović, lecz piłka uderzyła w słupek. Ufff, choć tylko na chwilę. Czasami bowiem goście zakładali naszym iście hokejowy zamek, Polacy nie byli w stanie zastopować ich wielkiej mobilności i przeciwstawić się agresji. Próbował Robert Lewandowski (zablokowany strzał po indywidualnej akcji), mało skutecznie starał się Piotr Zieliński. Austriacy w dalszym ciągu byli groźni, ale na szczęście już z mniejszą werwą wracali pod własne pole karne. Przed naszymi otworzyła się szansa na zdobycie premierowej bramki – mniej więcej w 30. minucie Lewandowski z główki uderzył nad bramką po genialnym zagraniu Kamila Grosickiego z lewej strony, chwilę później zaś bramkarz Cican Stanković obronił uderzenie Kamila Glika po dośrodkowaniu z rzutu rożnego.

Pod koniec pierwszych 45 minut Austriacy znowu zaczęli przeważać, ale na szczęście bez konsekwencji. W 34. minucie groźnie z wolnego strzelił Valentino Lazaro i to w zasadzie wszystko. Zdaniem wielu obserwatorów, wyjścia na drugą część meczu nie powinien doświadczać Marcel Sabitzer (na zdjęciu poniżej), który po żółtej kartce w 33. minucie mocno pracował na drugą. Sędzia Viktor Kassai jednak oszczędził Austriaka.

Po przerwie niemal od razu żółtą kartką za atak od tyłu na nogi Grzegorza Krychowiaka zobaczył Konrad Laimer, co było sygnałem, że goście będą kontynuować dość ostrą grę. I niestety byli o krok od otwarcia wyniku – niepilnowany Lazaro wypatrzył Arnautovicia, ale na posterunku był Łukasz Fabiański. W 51. minucie prawą stronę popędził Tomasz Kędziora, wrzucił do Dawida Kownackiego, ten próbował jeszcze uruchomić „Lewego”, lecz niestety Stefan Posch wiedział, co jest grane i przeciął podanie. Kownacki nie rozgrywał dobrego spotkania – jeszcze w 1. części najczęściej niedokładnie podawał, piłka mu odskakiwała, ewidentnie był spięty. W 58. minucie zmienił go Kuba Błaszczykowski.

Austriacy nadal niebezpiecznie poczynali sobie na polskiej połowie, co ułatwiały nasze straty przy wyprowadzaniu piłki. W 62. minucie bliski pokonania Fabiańskiego był, strzelający z dystansu, Laimer, ale próba okazała się nieskuteczna. Chwilę później szarżował Lewandowski, lecz futbolówka minęła słupek austriackiej bramki. Grosicki jednak i tak był przy tej okazji na pozycji spalonej… Na spalonym nie był za to Arnautović, który po prostopadłym podaniu wyszedł sam na sam z Fabiańskim – polski golkiper znowu był górą! Coraz bardziej w powietrzu czuć było gola dla Austrii, ale na szczęście w kolejnych fragmentach tempo spotkania nieco „siadło”.

W 70. minucie za to zaskoczył Brzęczek – za zmęczonego „Grosika” selekcjoner posłał do boju, debiutującego w seniorskiej kadrze, Sebastiana Szymańskiego, który ostatecznie niczego wielkiego nie pokazał. Cztery minuty później problemy miał Błaszczykowski, co niestety zmusiło trenera Biało-Czerwonych do ostatniej zmiany: kontuzjowanego Kubę zmienił Mateusz Klich, uraz okazał się zbyt poważny.

W ostatniej części spotkania na PGE Narodowym gra rozgrywała się głównie w środkowym sektorze boiska, choć kilka oddanych piłek Austriakom spotkało się z gwizdami widowni. W 83. minucie sporego błędu defensywy gości nie wykorzystał Lewandowski, co także wpłynęło na nerwy po naszej stronie. Polacy jeszcze próbowali (np. strzał Krystiana Bielika, kolejna szarża Lewandowskiego), ale bezbramkowy remis na tablicy pozostał bez zmian.

W drugim ważnym spotkaniu w „polskiej” grupie Słowenia po dramatycznej końcówce wygrała z Izraelem 3-2 i wyprzedziła Austrię w tabeli. Polacy z 13 „oczkami” przewodzą stawce w grupie G eliminacji do Euro 2020.