Szalenie ambitny Główka – „Mam do siebie żal.”

Jeden z najlepszych pięściarzy w historii naszego kraju, prywatnie skromny człowiek, który nigdy się nie wywyższa. Krzysztof Głowacki to ten typ człowieka, który dziękuje trzy razy za otrzymany prezent i przeprasza w nieskończoność, gdy spóźni się na umówione spotkanie pięć minut. To facet, który postępuje w ten sposób, by móc z czystym sumieniem spojrzeć sobie w lustrze prosto w oczy.

Pamiętacie walkę Głowackiego z Bridisem, prawda? Słynny faul i uderzenie łokciem Łotysza spowodowało, że Polak padł na deski, a chwilę później w bardzo dziwnych i niezrozumiałych dla nas okolicznościach został znokautowany przez faworyta gospodarzy. Od tamtej walki minęło już bardzo dużo czasu i w teorii można by było o tym wszystkim zapomnieć. Głowacki zapomnieć jednak nie może i cały czas czuje się źle z tym, że przegrał wtedy z Bridisem. Cały czas czuje żal do samego siebie, że nie był w stanie uniknąć przewinienia swojego rywala.

W wywiadzie dla portalu ringpolska.pl Główka znowu emocjonalnie mówi o tej walce, znowu wspomina o tym, że ma do siebie żal, jest mu głupio i przykro. Niedawno oglądaliśmy rozmowę z nim, w której Głowacki przepraszał kibiców, że ich zawiódł. Dziennikarz prosił, aby pięściarz z Wałcza przestał wygadywać głupoty i przestał przepraszać, Główka swoje. Dziennikarz ponowił prośbę, były mistrz świata znowu kajał się i było mu wyraźnie źle z tym, że zawiódł swoich fanów. Rozmowa była bardzo emocjonalna i kompletnie rozgrzeszyła Polaka. Biało-czerwoni kibice mieli natomiast prawo jeszcze bardziej znienawidzić reprezentanta Łotwy.

I tak się zastanawiamy…

Wszyscy widzieli ten pojedynek i to, co się podczas niego wydarzyło. Każdy doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że Briedis zachował się nie w porządku, sfaulował, a sędzia popełnił błąd i nikt nie ma do Główki żadnych pretensji – po tej walce ma stuprocentowe poparcie wszystkich fanów w naszym kraju i kibice znad Wisły niejako łącząc się w bólu z bokserem z Wałcza darzą go jeszcze większą sympatią, niż miało to miejsce jakiś czas temu. On natomiast cały czas nie czuje się w porządku z samym sobą, swoim zachowaniem i tym, że przegrał. Tym, że zawiódł oczekiwania ludzi, którzy na niego liczyli, włączyli telewizor na jego pojedynek czy oglądali walkę z wysokości trybun w Rydze.

Głowacki nie musi tego robić. Może sobie odpuścić takie wywody, bo jest rozgrzeszony. On jednak cały czas pamięta o swojej porażce z Usykiem, za którą od trzech lat chce się Ukraińcowi zrewanżować, tak samo boli go porażka z Briedisem, która nie powinna mieć miejsca. Klepanie po plecach, „nic się nie stało” i „nie przejmuj się” niczego nie zmieniają – Głowacki przegrał i nie jest mistrzem świata. To, po co poleciał do Rygi, nie wyszło i tylko to jest dla niego istotne – cała reszta przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie.

Sportowcy po porażkach starają się tłumaczyć. Sportowcy po błędach sędziów i faulach rywali mają pretekst, żeby mówić o tym w nieskończoność „wybielając” swoje słabości. Głowacki został oszukany, a mimo wszystko nie szuka usprawiedliwień, tylko cały czas przeżywa to, co się wydarzyło. Przeprasza fanów i czuje żal do siebie, że dał się w taki sposób pokonać.