Co za gość!

Stało się to, o czym od jakiegoś czasu mówiono i to, o co starano się od jakichś dwóch lat. Twarde Pierniki poinformowały oficjalnie, że ich nowym zagranicznym nabytkiem został rozgrywający Chris Wright. Historia 29-latka jest niesamowita i daleko wykracza poza sprawy sportowe.

Cierpliwość włodarzy toruńskiego klubu faktycznie może się opłacić. Wright to gracz, na którego czekano długie miesiące, a który powinien zadbać o właściwą jakość w grze wicemistrzów kraju. Amerykanin ma za sobą pięć udanych sezonów we Włoszech, a tamtejsza liga, która w przyszłym roku będzie obchodzić 100. rocznicę istnienia – według Frana Fraschilli z ESPN – to jedna z najsilniejszych na Starym Kontynencie. Wright przez swój czas w Italii wyrobił w niej sobie więcej niż solidną markę. Grał w niezłych drużynach, a poprzednie rozgrywki w barwach klubu z Triestu skończył z dobrymi statystykami: średnio zdobywał 12,5 pkt w meczu i miał niecałe 5 asyst, czym przyczynił się do 7. miejsca jego Pallacanestro w Serie A, sam zresztą był jednym z najlepszych podających w lidze.

Ten absolwent uniwersytetu Georgetown w Europie zadebiutował w 2011 roku w barwach tureckiego Eskisehir Basket, ale liczył na angaż w lidze NBA. Starał się poprzez ligi letnie, kontrakt bez gwarancji występów (New Orleans), ale jakoś nie wychodziło. W 2012 roku zaś poznał diagnozę lekarską, która wielu, zwłaszcza w jego wieku (miał wówczas 22 lata), zwaliłaby z nóg – okazało się, że koszykarz cierpi na stwardnienie rozsiane. To bardzo poważna choroba autoimmunologiczna, w której układ odpornościowy organizmu atakuje własne komórki nerwowe. Przebieg choroby i rokowania zależą od bardzo wielu czynników, ale Wright jednak nie zamierzał się poddawać.

Pierwsza diagnoza była dla mnie szokiem, zupełnie się tego nie spodziewałem. Jednak poddanie się było ostatnią rzeczą, jaką chciałem zrobić. Wiedziałem, że wtedy wszystkie negatywne myśli zepchną mnie na samo dno. Nie miałem zamiaru użalać się nad sobą, szukać wymówek, bo wierzyłem, że to dzieje się z jakiegoś powodu” – powiedział w jednym z wywiadów (cytat za: pomorska.pl).

Koszykarz podjął rękawice. Dzięki charakterowi, który nie pozwalał mu odpuszczać dokonał tego, czego przed nim nie zrobił nikt inny – jako pierwszy w historii chory na SM podpisał krótkoterminową umowę z klubem NBA, Dallas Mavericks. I choć jego trzy występy miały charakter mocno symboliczny, to jednak Wright pokazał wszystkim cierpiącym na podobne dolegliwości, że można z tym żyć, a hasło „nigdy się nie poddawaj” nie jest jedynie wytartym banałem.

Nowy rozgrywający Polskiego Cukru, po wspomnianym epizodziku w NBA, kontynuował karierę w Puerto Rico, później m.in. we francuskim ASVEL, aż w styczniu 2015 roku trafił na Półwysep Apeniński, gdzie (z przerwą na ligę izraelską) grał przez ostatnie lata. I to grał, o czym wspomnieliśmy wyżej, z bardzo dobrym skutkiem.

Wright już udowodnił, że ma mocny charakter. I, mimo niewątpliwych trudności związanych z chorobą, także silny organizm. Jest wzorem dla ludzi z jego problemami. Teraz ma także szansę być wzorem sportowym, zwłaszcza dla młodych koszykarzy z toruńskiego klubu, który tym transferem potwierdził wysokie aspiracje przed nowym sezonem w Energa Basket Lidze.