Twitterku, mój ty przyjacielu – pomóż w walce z Jonesem!

Dwoi się i troi, kombinuje jak koń pod górkę, żeby zaznaczyć swoję obecność i zostać zauważonym przez Jon Jonesa. Jan Błachowicz drąży skałę, żeby nie pozostać pominiętym przez władze UFC i jeszcze w tym roku dostać najważniejszą walkę w swoim życiu. Stawka? Pas mistrzowski UFC w kategorii półciężkiej.

„Na pewno się da, ale jest to dużo cięższe, trwa to dużo dłużej, no i niestety trzeba się dostosować do systemu, do tego, jak ten świat się rozwija, w którym kierunku idzie albo się zostanie gdzieś w tyle. Działalność w mediach społecznościowych jest jednym z elementów wykonywanego zawodu.”

W taki sposób na temat pracy w mediach społecznościowych wypowiadał się Błachowicz w rozmowie z Andrzejem Janiszem w programie 1 Polskiego Radia. Błachowicz doskonale wie, co jest w modzie i co przynosi wymierne korzyści. Co trzeba robić i jak należy postępować, aby kibice chętnie o nim dyskutowali i aby dostawać szanse, które mogą przyspieszyć jego drogę na szczyt. Najlepszy na ten moment polski zawodnik mieszanych sportów walki przez całą swoją karierę stronił od prowokacji i wywierania presji na swoich rywalach, których nie wywoływał do klatki uważając, że jest to jego karierze absolutnie niepotrzebne. Dziś płynie z nurtem rzeki podgryzając co jakiś czas Jonesa na swoich profilach w mediach społecznościowych.

Obecne trendy powodują, że Błachowicz musi coraz śmielej rozpychać się łokciami w towarzystwie najlepszych na świecie. Wojenki na Twitterze spowodowały, że wiele głośnych pojedynków się odbyło, mimo że pierwotnie nie dawano wielkich szans na ich zorganizowanie. Z polskiego podwórka można wymienić chociażby Artura Szpilkę, który z Bryantem Jenningsem czy Deontayem Wilderem zmierzył się właśnie dlatego, że był aktywny w mediach społecznościowych i rzucał wyzwania oponentom, z którymi wtedy miał zamiar się skonfrontować. Gdyby nie zachowanie Szpili, niemalże na pewno pozostałby pominięty przy tego typu rozdaniach.

Polscy fani i dziennikarze bardzo kibicują Błachowiczowi w mediach społecznościowych regularnie postulując, aby Dana White, sternik UFC, poważnie rozpatrzył kandydaturę Polaka w walce o pas w kategorii półciężkiej. Cieszyński Książę broni się merytorycznie i sportowo, jest w ostatnim czasie wyraźnie na fali, pięć z sześciu jego walk pod banderą amerykańskiej organizacji tylko pokazują, że to naturalny pretendent do pojedynku mistrzowskiego. Wszyscy jednak doskonale zdają sobie sprawę z tego, że nie tylko umiejętności sportowe mają wpływ na to, kto z kim i kiedy wychodzi do klatki…

Nadzieją Błachowicza jest to, że Jones jeszcze w tym roku chce stoczyć swój kolejny pojedynek, nie bardzo są dla niego w obecnej hierarchii UFC rywale oraz to, że Daniel Cormier przegrał ze Stipe Miociciem. UFC planowało trzecie starcie dwóch amerykańskich zawodników, ale porażka DC spodowowała, że na pewno nie będzie chciał on wrócić od razu do klatki, na pewno również nie myśli teraz o tym, aby skrzyżować pięści z Jonesem. Idea, o której mówiło się od bardzo dawna, musiała spłonąć na panewce po tym, co wydarzyło się podczas gali UFC 241. Niektóre źródła informują nawet, że Cormier może po tej walce zakończyć karierę. Sam ex champions przyznał podczas konferencji prasowej, że na podjęcie decyzji o swojej przyszłości kibice muszą jeszcze trochę poczekać.

Cormier może pomóc Błachowiczowi, tak samo jak pomóc może mu jego ofensywa na Twitterze i zaczepki Jonesa. To jak, title shot jeszcze w 2019 roku? Czekamy!