„Walczyłem jak pi*da, wejście w pojedynek zajęło mi trochę czasu.”

„Walczyłem jak pi*da. Serio. Nie chcę mu niczego odejmować, jest twardy. Skrzyżował rękawice z najlepszymi na świecie i z nimi wygrywał. Wejście w pojedynek zajęło mi trochę czasu. Gdy wyszedłem do czwartej rundy, wiedziałem, że to skończę. Widziałem to po jego twarzy, po tym, jak się pocił i jak jego biodra się ruszały.”

Jak myślicie, czyje to słowa?

a) Marcina Najmana, który przegrał walkę w pierwszej minucie?

b) Artura Szpilki, który dostał bęcki od Derecka Chisory?

c) Krzysztof Zimnoch, który padł jak rażony piorunem po ciosie pięściarza z czwartej dziesiątki na świecie?

d) Stipe Miocicia, który znokautował Daniela Cormiera i został mistrzem UFC w kategorii ciężkiej?

Tak, wiemy, to mało realne, ale to słowa tego ostatniego. Tego, który jest na ustach całego świata interesującego się sportami walki. Chorwat powrócił na tron pokonując jednego z najlepszych zawodników globu bez podziału na kategorie wagowe. Zdaniem znawców mieszanych sportów walki jest tym, który zapisze się na długie lata w historii UFC. Tym, który najczęściej bronił tytułu mistrzowskiego i właśnie po raz drugi wszedł na szczyt.

Ten sam zawodnik, mimo spektakularnego sukcesu, pluje sobie w brodę, bo wie, że nie pokazał najlepszej swojej wersji. Miocic pokonał przez nokaut w czwartej rundzie Comiera, ale po trzech odsłonach przegrywał na kartach punktowych u wszystkich sędziów. Gdyby walka trwała trzy rundy, to na pewno Amerykanin zachowałby pas. Z racji tego jednak, że pojedynki mistrzowskie odbywają się na dystansie pięciu starć, Chorwat miał okazję do nadrobienia strat i odwróceniu losów rywalizacji. Ciosy na korpus pozwoliły zyskać przewagę Miocicia, aż ostatecznie przesądziły o jego triumfie.

Miocic po raz drugi w karierze został mistrzem UFC

Czasami łapiemy się za głowę, jak sportowcy podniecają się małym sukcesem, uwypuklają swoje zwycięstwa do granic możliwości i przechwalają się byle czym tracąc kontakt z ziemią przedwcześnie. Gardzimy takim zachowaniem, bo jesteśmy zdania, że tylko pełna pokora oraz zdrowy rozsądek są w stanie doprowadzić sportowca do prawdziwego i spektakularnego sukcesu. Miocic jednak, krytykując samego siebie po takiej walce, otwiera w naszej głowie nowe wyobrażenie osoby skromnej. Osoby, która osiągając największy w karierze sukcesy, jest na siebie zła i potrafi sama siebie skrytykować.

Czy zobaczymy trzecie starcie pomiędzy Miociciem a Cormierem? Być może tak, wtedy ostatecznie przekonalibyśmy się, który z zawodników jest lepszy. Jeżeli jeden z nich nie zawalczył dobrze i przegrał, a drugi wygrał, ale walczył jak pi*da, to grzechem byłoby nie sprawdzić, kto wyszedłby górą z tej konfrontacji, gdyby obaj zawodnicy wyszli do klatki w życiowej formie.

Stipe, odpoczywaj teraz w pełnym szczęściu, bo należy ci się jak mało komu. No i radzimy trochę bardziej przychylnym okiem na siebie spojrzeć, bo serio nie ma się czego wstydzić – tak nam się przynajmniej wydaje.