Pep uderza w VAR. „Wymaga naprawy, był na kawie”

Nie układa się relacja pomiędzy Pepem Guardiolą a systemem Video Assistant Refree. Mimo iż szkoleniowiec Manchesteru City z VAR-em miał do tej pory do czynienia stosunkowo rzadko, już zdążył otrzymać kilka powodów, by pogniewać się na niego śmiertelnie. Czy argumenty Hiszpana są trafione?

To co wydarzyło się w sobotnie popołudnie na Etihad Stadium to w istocie rzecz nieprawdopodobna. Drugi raz na przestrzeni paru zaledwie miesięcy na tym stadionie gospodarze w doliczonym czasie gry zdobywają gola na wagę triumfu w meczu przeciwko Tottenhamowi i… drugi raz VAR pozbawia ich decydującej bramki.

Nic oczywiście nie przebije emocjonalnego trzęsienia ziemi, jakie przeżył opiekun mistrza Anglii w kwietniu podczas rewanżowego meczu ćwierćfinału Champions League. Ostatnia akcja meczu, przejęcie piłki na 30 metrze, szybka kombinacja, po której Raheem Sterling zdobywa gola na 5-3 – bramka ta oznacza awans. Guardiola osiągnął poziom ekstazy zbliżony do tego z legendarnego meczu Barcelony z Chelsea na Stamford Brigde, w którym bezcenny remis zapewnił Blaugranie w samej końcówce Andres Iniesta. Jak pamiętamy, radość po trafieniu dla City była przedwczesna – po weryfikacji i anulowaniu gola zdruzgotany Pep padł na kolana.

W ostatnim meczu ligowym przeżyliśmy zatem deja vu – rywale ci sami, wynik ponownie stykowy, doliczony czas gry i trafienie dla Obywateli. Radość tylko odrobinę mniejsza niż w kwietniu, o czym świadczy fakt, że Guardioli wpadł w ramiona Sergio Aguero, którego jeszcze parę minut wcześniej Katalończyk beształ przy linii za niesubordynację. Radość, ponownie, okazała się być przedwczesna – asystę przy golu Gabriela Jesusa ręką zanotował bowiem Aymeric Laporte. To druga bramka Brazylijczyka niekorzystnie zweryfikowana przez VAR na przestrzeni ostatnich… dwóch kolejek.

W poprzednim spotkaniu przeciwko West Hamowi arbitrzy przed monitorami dopatrzyli się spalonego u asystującego przy golu Sterlinga. Ofsajd był, ale milimetrowy – można się zastanawiać, czy gdyby stopklatka została zrobiona ułamek sekundy wcześniej (ale dalej: „w momencie podania”, czyli odrywania się piłki od stopy podającego) rozpędzony Anglik nie znalazłby się nagle na legalnej pozycji. Co tu dużo mówić – tak właśnie by się stało. Oddajmy jednak sprawiedliwość: sędziowie-asystenci wykazali się nadzwyczajną skrupulatnością także na korzyść City. Rzut karny wykonywany przez Aguero został przecież obroniony przez Łukasza Fabiańskiego. Okazało się jednak, że Polak nie dopilnował obowiązku utrzymania co najmniej jednej stopy na linii – pomylił się o kilka centymetrów. Panowie z wozu jedenastkę kazali powtórzyć, a snajper z Argentyny tym razem trafił. Cóż, system VAR funkcjonuje w Europie od dawna, ale takiego aptekarstwa wcześniej chyba nie uświadczyliśmy. Co więcej, 4 dni później w finale Superpucharu Europy były klubowy kolega „Fabiana, a więc Adrian, obronił decydujący rzut karny stawiając obie stopy przed linią…

Również do tej sytuacji odniósł się Guardiola komentując stosowanie systemu VAR na antenie Sky Sports. – Stało się to w zeszłym tygodniu z Młotami i widzieliśmy to w środę przy okazji meczu Chelsea – bramkarza nie było na jego linii. Raz widzą rękę Llorente i nic, potem odgwizdują faul stwierdził były trener Barcelony i Bayernu, wskazując na niekonsekwencję przy okazji korzystania z asystenta video. Nawiązanie do osoby byłego już napastnika Tottenhamu miało oczywisty sens – we wspomnianym kwietniowym starciu w Manchesterze bramkę na 3-4 i jak się okazało – na wagę awansu – Spurs zdobyli po zagraniu ręką. Do złudzenia przypominającym sobotnią niedoszłą asystę Laporte’a przy golu Jesusa. Guardiola twierdził także, że jego drużynie należał się rzut karny za faul na Rodrim. – To niewiarygodne, że to nie było karnego w pierwszej połowie. Widzieli to, ale nic nie robią. VAR był na kawie – skwitował trener The Citizens.

W tej ostatniej kwestii kataloński szkoleniowiec jest w błędzie – decyzja o niedyktowaniu jedenastki była słuszna. Generalnie jednak Pep podnosi trafione argumenty, jego puenta pt. „VAR wymaga naprawy to coś, pod czym wielu kibiców w Anglii z całą pewnością się podpisze.

Kursy forBET na poniedziałkowy mecz Premier League: