Wilder? Joshua? Fury wybiera kolejną puszkę soku pomidorowego

Miała być szlagierowa jesień w światowej wadze ciężkiej, a wiele wskazuje na to, że po raz kolejny możemy obejść się smakiem. Wiemy już, że Tyson Fury oficjalnie 14 września w Las Vegas zmierzy się z Otto Walinem w swoim kolejnym pojedynku, dzięki czemu upewniliśmy się, że w najbliższym starciu na pewno nie skrzyżuje pięści z Deontayem Wilderem. Ten prawdopodobnie w listopadzie wyjdzie między liny wraz z Luisem Ortizem.

Miał być hit i wielki rewanż i być może do niego dojdzie, ale na pewno nie teraz. O Wallinie jako kolejnym przeciwniku Fury’ego mówiło się od bardzo dawna, jednak dopóki nie było oficjalnego potwierdzenia tej walki, to wszyscy mieli nadzieję, że to tylko żart. 28-letni Szwed ma w swoim dorobku 20 stoczonych pojedynków, z czego wszystkie wygrał, aż 13 z nich przed czasem. Tylko raz jednak walczył poza Europą, swoje pojedynki toczył w ojczyźnie, w Danii, Bułgarii oraz w Niemczech. Na jego rozkładzie trudno szukać wartościowych skalpów, więc nawet patrząc na jego imponujący rekord, który jest bardzo zbliżony do tego, którym może pochwalić się Adam Kownacki, niewiele o nim wiemy. Na pewno nie będziemy go stawiać na równi z tym, który w swojej karierze zdążył już utrzeć nosa Władimirowi Kliczko i Wilderowi.

Z tego co informują amerykańskie i brytyjskie media, Fury ma już zaplanowaną kolejną walkę, która ma się odbyć w grudniu na terenie USA. Tam jednak również nie będzie emocji dla kibiców, również nie będzie starcia z Wilderem. Jeżeli już dojdzie do powtórnej konfrontacji dwóch kolosów, to prawdopodobnie wiosną, której obaj nie mają jeszcze obsadzonej. Warunek jest jednak prosty – żaden z nich do tego czasu nie może przegrać. Patrząc na ostatniego rywala Fury’ego i tego, z którym przyjdzie mu się zmierzyć za chwilę – takiego ryzyka praktycznie nie ma.

Na ten pojedynek musimy jeszcze poczekać...

Jaki sens mają walki Fury’ego z kimś takim, jak Wallin? Na pewno Brytyjczyk ma zobowiązania względem telewizji, która z chęcią pokaże kolejną jego walkę. Lukratywny kontrakt z ESPN opiewa na 100 milinów dolarów za pięć stoczonych walk. Mało? No nie, Fury zdaje sobie sprawę z tego, że jest w stanie szybko dorobić się nie tylko pokazując się na amerykańskim rynku, ale również obijając ludzi, którzy nigdy nawet nie zameldują się w światowej czołówce. Jego ostatni rywale, wyłączając oczywiście Wildera, to Sefer Seferi (23-1), Francesco Pianeta (35-4-1) i Tom Schwarz (24-0), którzy mieli wyhodowane rekordy i na papierze wyglądali dla laików na poważnych pięściarzy. Potem jednak przychodziła weryfikacja, która obnażała każdy ich, nawet najmniejszy błąd. Fury w ringu bawił się z nimi w kotka i myszkę, a walkę mógł skończyć w każdym jej momencie.

Najważniejsze pytanie: czy i kiedy dojdzie do ponownej walki Fury’ego z Wilderem? Jeżeli już w najbliższym czasie, to wiele mówi się o wiośnie 2020 roku. Do tego czasu Brytyjczyk nie powinien stawiać przed sobą sportowych wyzwań, a po prostu konsekwetnie wypełniać kontrakt z telewizją, przy czym Król Cyganów na pewno się nie napoci. Wilder napotka na Ortiza lub… Kownackiego, tak przynajmniej mówi się w mediach związanych z boksem. Polak biorąc walkę z Bronze Bomberem mógłby w tych planach obu panów porządnie namieszać, wygrywając z Amerykaninem i zdobywając pas mistrza świata wywróciłby bokserski świat do góry nogami. Wtedy nie byłby zadowolony ani Wilder, ani Fury, który zdaje sobie sprawę z tego, że cały świat czeka na jego walkę z posiadaczem pasa WBC.

Fury równo za miesiąc wyjdzie do ringu na szybką i łatwą robotę, w trakcie której może nie otrzymać ani jednego ciosu. A że płacą za to 20 milionów dolarów…

Jakub Borowicz