Nigdy nie mów nigdy

Fani tenisa na pewno mają w pamięci styczniową konferencję Andy’ego Murraya, który podczas wielkoszlemowego Australian Open zapowiedział, że to może być jego ostatni turniej w karierze. Polały się łzy, wręcz cały tenisowy świat zapłakał. Niezwykle wzruszającym momentem był koniec meczu z Roberto Bautistą-Agutem, kiedy wszyscy na trybunach wstali i chcieli jak najlepiej pożegnać byłego lidera rankingu ATP. Wówczas wydawało się, że społeczność się z tym pogodziła, a Murray rozpoczyna nowe życie. Miłość do tenisa okazała się jednak silniejsza.

Jakaż musiała być radość tych, którzy w głębi serca wierzyli, że Andy Murray jednak wróci na kort. Tak się stało już w czerwcu, kiedy to Szkot wpierw powrócił do zmagań w grze podwójnej. Było to prawdziwe wejście smoka, bowiem w parze z Feliciano Lopezem okazał się najlepszy w zawodach rangi ATP 500 w Queens. Później Murray spuścił z tonu – zarówno w Eastbourne, jak i na Wimbledonie, czy Rogers Cup, jego wyniki nie pojawiły się na pierwszych stronach gazet – ale i tak było o nim głośno. Szczególnie w ostatnich dniach, kiedy ogłosił, że przyjął dziką kartę do turnieju ATP Masters 1000 w Cincinnati i rozegra pierwszy singlowy mecz od wspomnianego Australian Open!

Chociaż wybuch euforii po tej informacji był ogromny, to jednak należało szybko wylać na głowę kubeł zimnej wody. W końcu popularny „Muzza” jeszcze kilka miesięcy temu, kiedy przecież nawet nie myślał o powrocie do gry, przyznał, iż nawet, jeśli to będzie miało miejsce, to zdaje sobie sprawę, że będzie mu bardzo trudno wrócić na najwyższy poziom. Dodał nawet, że nawet niezła gra na poziomie ATP Challenger byłaby dla niego zadowalająca.

Ferowanie wyroków po jednym meczu jest na pewno niewskazane, ale starcie z Richardem Gasquetem nie przyniosło wielu pozytywów. Chociaż Francuz nie zaprezentował się najlepiej, to jednak na dobrą sprawę ani przez moment nie stracił kontroli nad tym, co działo się na korcie. Murray kilka razy rozbudził amerykańską publiczność za sprawą świetnych zagrań, ale to było za mało, aby pokusić się o coś więcej, niż wygranie spektakularnych punktów. Reprezentant „Trójkolorowych” pewnie triumfował w dwóch setach i zameldował się w drugiej fazie turnieju w Cincinnati.

Sir Andy wrócił! ✅

Opublikowany przez Serwis na zewnątrz – tenisowy blog Michała Pochopień Poniedziałek, 12 sierpnia 2019

Co natomiast czeka teraz Murraya? Były lider rankingu ATP na pewno nie zagra w singlu na US Open, co ogłosił natychmiast po meczu. Wprawdzie pojawi się w Nowym Jorku i wystąpi w grach mieszanych, to jednak na kolejny jego start w grze pojedynczej będziemy musieli jeszcze zaczekać. Jeśli wszystko pójdzie dobrze i nie wydarzy się nic niespodziewanego, to kolejny występ będzie miał miejsce w Zhuhai, gdzie dostał dziką kartę do imprezy ATP.

Murray miał zakończyć tenisową przygodę, a jednak wrócił. Teraz nic nie wskazuje, aby miał wrócić na wysoki poziom, prawda? Nigdy nie mów nigdy.

We wtorek zmagania w turnieju ATP Masters 1000 w Cincinnati rozpocznie Hubert Hurkacz. Obecnie 40. zawodnik świata w pierwszej rundzie zmierzy się z Roberto Bautistą-Agutem. Bogatą ofertę na to spotkanie znajdziecie w forBET.