Wprawka przed startem Bundesligi

Puchar Niemiec to bardzo dziwny twór, by nie powiedzieć: demokratyczny. W czym się owa demokracja przejawia? Choćby w tym, że nawet najbardziej utytułowany klub w historii tych rozgrywek datowanych od 1935 roku i główny faworyt w tym sezonie, w dodatku obrońca tytułu, a więc Bayern Monachium musi zacząć zabawę od samiuśkiego startu, od pierwszej rundy. Los chciał, że z Bawarczykami zagrają dziś (start o 20.45) gracze ze wschodnich Niemiec, Energie Cottbus.

Każdy inny wynik niż wysoka wygrana Roberta Lewandowskiego i spółki będzie odebrany jako wielka sensacja. Wątpliwości, kto jest zdecydowanym faworytem meczu nie ma nikt – począwszy od kibiców, na bukmacherach (kursy w forBET: 1 – 40.00, X – 13.00, 2 – 1.03) skończywszy. Nie ma się co dziwić, skoro zespołowi Energie bardzo daleko do nie tak znowu zamierzchłych czasów, gdy jego barw bronili Polacy m.in. Andrzej Kobylański, Radosław Kałużny czy Mariusz Kukiełka, a drużyna z Cottbus grała na pierwszym poziomie rozgrywek. Wiecie Państwo, w którym miejscu jest obecnie drużyna z Dolnych Łużyc? To poziom czwartej ligi, czyli Regionalliga-Nordost. Gdzie te czasy, gdy w świat poszła zaskakująca, dziwaczna, co najmniej niecodzienna „interwencja” bramkarza Energie, Tomislava Piplicy przeciwko Borussii Moenchengladbach:

Od tego momentu minął już szmat czasu, bo niecałe 20 lat, zespół Energie od tamtej pory zaliczył spory zjazd w dół klubowej hierarchii w Niemczech. U naszych zachodnich sąsiadów gdzieś od lat 70. na samym jej szczycie jest Bayern: 29-krotny mistrz i 19-krotny zdobywca krajowego pucharu. W poprzednim finale dwie bramki dla Bawarczyków zdobył Robert Lewandowski w wygranym 3:0 spotkaniu z RB Lipsk. Lider naszej kadry zapewne chciałby powtórzyć ten wyczyn, tym bardziej, że do zgarnięcia są większe niż dotąd pieniądze: triumfator ma wziąć 11 mln euro nagrody tylko od samego związku.

Bayern raczej nie będzie miał dziś litości dla małego klubiku ze wschodnich Niemiec. W pierwszej rundzie Pucharu, rozgrywanej od piątku, padły już zresztą wysokie wyniki np. Bayer wygrał z Aachen 4:1, Schalke rozprawiło się z Drochtersen 5:0, a Werder ograł Atlas Delmenhorst 6:1. Nie zdziwimy się w ogóle, gdy podobny wynik padnie dziś w Cottbus, choć raczej nie będzie to aż taki rezultat, jak w niedawnym „sparingu” Bayernu:

Czy wygrywanie 23:0 w sparingu ma jakikolwiek sens?

Bawarczycy zresztą i tak ciągle są na cenzurowanym. To cena za wielkość, jaka jest ich udziałem. Za łatkę – FC Hollywood – jaką im się przypięło. Gwiazdorski skład już od dawna wygląda poza Niemcy, ale jakoś nie jest w stanie zabłysnąć w Europie: od ostatniego zdobycia Ligi Mistrzów (2013) minęło już zbyt dużo czasu, jak na klub z tak wielkim potencjałem. Wielkim, ale nadal za małym. „Ten skład nie gwarantuje sukcesów. Kadra jest zbyt wąska, aby walczyć o triumf w Lidze Mistrzów” – powiedział niedawno były gracz Bayernu, Stefan Effenberg, a jego kolega Mario Basler dodał, że: „To co robi Bayern tego lata, to jest za mało na klub tej marki. Moim zdaniem popełniono błąd, gdy ogłoszono, że 80 milionów euro to maksymalna kwota, jaką mogą przeznaczyć na jednego piłkarza” (źr. sportowefakty.wp.pl). Sprawę dodatkowo skomplikowała poważna kontuzja Leroya Sane, która stanęła na przeszkodzie w przeprowadzce do Monachium. I choć szybko uruchomiono plan B pt. „Ivan Perisić”, to jednak aktywność Bayernu na rynku transferowym została kolejny raz skrytykowana. Na rozgrywki w Niemczech taka kadra powinna wystarczyć (choć porażka w Superpucharze może temu przeczyć), pytanie, czy podobnie będzie na innych boiskach – w ramach LM?

Zobacz pełną ofertę forBET na dzisiejsze mecze Pucharu Niemiec oraz nadchodzące spotkania Bundesligi.