Dwa lata to w sporcie wieczność

Dwa lata – w sporcie wieczność, w boksie dwie galaktyki. Teoretycznie tylko 24 miesiące. W praktyce – czas, w którym wszystko może wywrócić się do góry nogami.

Gdybyśmy cofnęli się do początku lipca 2017 roku, to jaką byście wróżyli karierę Arturowi Szpilce? Chwilę wcześniej stoczył zacięty, choć przegrany bój z Deontayem Wilderem i był gorącym nazwiskiem wagi ciężkiej. 28-letni wtedy pięściarz mógł tak naprawdę wybrać sobie rywala na odbudowanie, mówiło się o wielu zawodnikach, z którymi przyjdzie mu wyjść między liny. Kolejne głośne pojedynki, kto wie, być może kolejne szanse mistrzowskie? Czemu nie – Szpilka pokazał, że nie pęka na robocie, lubią go kibice i wzbudza emocje. To wszystko powodowało, że był atrakcyjnym „towarem” na rynku.

Znowu – cofamy się o dwa lata. Kim jest Adam Kownackim? Chłopakiem z Łomży, który walczy w Stanach Zjednoczonych, ale którego pojedynków nikt w Polsce nie oglądał. Był trochę jak Izu Ugonoh, który gdzieś daleko od nas rozwijał swoją karierę i jedynie opiniami na jego temat mogliśmy wyobrażać sobie, jakim faktycznie jest pięściarzem i co potrafi. Do tego postura – nie, no tak nie wygląda poważny zawodnik. Profil na Facebooku? Nieco ponad dwa tysiące lajków – „ten Kownacki to jeden z wielu” – na pewno tak myśleła większość fanów, gdy dowiedziała się o jego walce ze Szpilką. Kto był faworytem w tamtym pojedynku? Bez wątpienia bokser z Wieliczki, który w jednym z wywiadów przed walką przyznał, że być może zrobił zbyt duży krok w tył i niepotrzebnie aż tak bardzo cofnął się w celu odbudowania po porażce z Wilderem.

Przyznać się - kto dwa lata temu wierzył w Adama Kownackiego?

Minęły dwa lata i kilkanaście dni. Kownacki od tamtego czasu wygrał cztery walki. Jest już dziś o krok od walki o mistrzostwo świata, wiele mówi się o tym, że w listopadzie być może skrzyżuje pięści z Wilderem, jeżeli Ortiz nie da rady zameldować się między linami. Zresztą – panowie porozmawiali sobie po walce w studiu telewizyjnym, Bronze Bomber drugą walkę z rzędu przyglądał się Polakowi spod ringu i wnikliwie analizował kolejne jego występy. Wielu kibiców nad Wisłą będzie zawiedzionych, gdy kolejny pojedynek Kownackiego będzie „normalny”, bez największej stawki. Ostatnia wygrana z Arreolą? Tu włączyło się typowe nasze zachowanie – zaczęliśmy narzekać. Marudzić, że nie przed czasem, na całym dystansie i inkasując sporo ciosów bijąc przy tym rekord tych, które samemu się wyprowadziło.

Dwa lata. Wtedy Szpilka był blisko najlepszych. Plasował się wśród tych, którzy dziś biją, bili lub zaraz będą rywalizować o tytuły. Kownackiego nie było na bokserskiej mapie świata. Krzątał się po mniejszych galach, nie wzbudzał zainteresowania fanów, lekceważyli go inni pięściarze. Dzisiaj Szpilka jest po drugiej stronie rzeki, brutalnie zweryfikował go pięściarz z zaplecza światowej czołówki. Niby zadeklarował, że tak się nie stanie, ale kto wie czy nie skończy zaraz sportowej kariery. Kownacki? Jak sam powiedział – jest na świeczniku, ma swoje pięć minut i wie, że walka o pas przyjdzie. Mimo kolejnego zwycięstwa, wyśrubowania rekordu do 20:0, walki wieczoru na otwartej antenie telewizyjnej w Stanach Zjednoczonych, cały czas bezpiecznie spaceruje po rozżarzonym ognisku, choć wie, że w tym momencie nie można popełnić już błędu. Każdy ruch trzeba zaplanować, każdy pojedynek może być tym, który wyniesie go na szczyt.

Jaka będzie sytuacja obu panów za dwa lata? Podejrzewam, że obie drogi mogą się jeszcze bardziej rozjechać…

Jakub Borowicz