Bez Ferrari, bez wojenek na Twitterze – Janek zasłużył na walkę o pas!

„Nie jestem twitterowym wojownikiem klawiatury, nie mam miliona fanów na Instagramie. Nie jeżdżę też sportową bryką z łańcuchem na szyi… ale JESTEM jednym z TOPOWYCH zawodników w mojej dywizji. Uczciwie i ciężko zapracowałem na tittle shota. Gwarantuję show godne UFC #JonnyBones – tu i TERAZ!”

To wpis, który na swoim profilu na Twitterze opublikował Jan Błachowicz. Najlepszy polski zawodnik UFC wrócił z dwutygodniowych wakacji i zaczął działać. Zaczął robić to, z czego słyną najbardziej popularni zawodnicy sportów walki na całym świecie, czyli z publicznego zapraszania swojego przeciwnika do walki. W tym przypadku chodzi o mistrzowskie starcie w kategorii półciężkiej z Jon Jonesem, który podczas gali UFC 244 ma po raz kolejny bronić mistrzowskiego tytułu.

Zamysł Błachowicza jest doskonale znany wszystkim kibicom sportów walki – w taki sam sposób, zaczepiając na Twitterze, Artur Szpilka doszedł kilka lat temu do pojedynku z Bryantem Jenningsem. Słowa skierowane pod adresem Bonesa są zdecydowanie inne – nie prowokacje, wyzywanie i ubliżanie. Z kulturą, grzecznie, dosadnie, zmuszając do refleksji. Błachowicz nie jest kozakiem przed komputerem, który szuka afery tam, gdzie jej nie ma. Nie jest również tym, który będzie emanował swoje bogactwo i status społeczny, co samo w sobie budzi zainteresowanie kibiców. Jest normalnym facetem, który z sześciu ostatnich pojedynków wygrał pięć, ostatnio znokautował byłego mistrza UFC i teraz ma chrapkę, aby wejść na szczyt i zdobyć tytuł mistrzowski.

Błachowicz gwarantuje show i nie są to tylko puste słowa – spośród sześciu jego ostatnich pojedynków, aż cztery zakończyły się przed czasem. W żadnym z nich nie było nudy, każdy gwarantował dramaturgię, jak chociażby zacięty bój stoczony na pełnym dystansie w Anglii z Brytyjczykiem, Jimi’m Manuwą. Poddanie Nikity Krylova w Rosji? Nie ma problemu. Znokautowanie Amerykanina Luke’a Rockholda w Las Vegas? Polak potrzebował na to niespełna dwóch rund.

Polscy kibice wiedzą, że o atrakcyjności danego zawodnika MMA świadczą też jego kibice, których wsparcie musi być widoczne dla organizatorów. Na polskich stronach internetowych oraz w social mediach można ostatnio natknąć się na plakat wykonany przez Adam Kołacińskiego nawiązujący do walki Błachowicza z Jonesem. Odpowiednie hasztagi mają zostawić ślad w sieci i dać do myślenia organizatorom UFC, że warto jest w tym pojedynku postawić na Polaka, który pod szyldem amerykańskiej organizacji stoczył już 12 pojedynków.

Temat ostatnich dni w naszym kochanym MMA, czyli Jan Błachowicz walczy o marzenia 😌 Uda się doprowadzić do walki z @…

Opublikowany przez Maciej Michał Poniedziałek, 29 lipca 2019

Błachowicz jest bardzo blisko walki o pas nawet bez ogromnego zainteresowania swoją osobą. Nie ma co ukrywać – popularnością niektórzy zawodnicy biją go na głowę. Sam Polak jednak od bardzo dawna zdaje sobie sprawę z tego, jak dzisiejszy świat jest skonstruowany i co poza sportem decyduje o tym, kto dostaje szansę walki o najważniejsze trofea.

– Teraz jest taka moda, by przyciągnąć uwagę dziennikarzy przez sztuczny konflikt i pozorowana aferę. Bardzo szybko jednak wyjdzie na jaw, że to było ustawiane i taki był tego zamiar, by blask fleszy skierować w swoim kierunku. (…) Gdy ktoś uderzyłby mnie lub popchnął na ważeniu, to ja mógłbym zareagować gwałtownie – nigdy nie wiadomo, co człowiek zrobi w takiej sytuacji. Ale ja nigdy nie będę tym, który zacznie prowokować tego typu sytuacje. To nie jest w zgodzie z tym, jaki jestem. (…) Niestety trzeba się dostosować do tego świata i znaleźć pomysł na siebie. Najważniejsze jest to, by spełniać się sportowo. Cała ta otoczka jednak i pomysł na siebie w połączeniu z osiągnięciami są w stanie otworzyć drzwi do jeszcze większej popularności, jeszcze większych wyzwań, a – co za tym idzie – i pieniędzy -powiedział w jednym z wywiadów Błachowicz.

Czy wpisy Błachowicza przyniosą efekt i czy aktywność polskich kibiców pomoże Polakowi dobić się do walki z Jonesem? Trudno powiedzieć. Jeżeli spojrzymy na sportowy aspekt tej sprawy, to w ciągu kilku najbliższych tygodni powinniśmy oczekiwać pozytywnych dla nas wieści. O resztę się nie martwmy, Janek wie, co ma robić.

Jakub Borowicz