Zarząd Legii próbował uratować twarz. Udało się tylko częściowo

Fala krytyki, niestety całkowicie zasłużenie, spadła z końcem ubiegłego sezonu na władze warszawskiej Legii za to, w jaki sposób klub pożegnał się z zasłużonymi dla niego piłkarzami. A precyzyjniej – jak tego nie zrobił. Arkadiusz Malarz, Michał Kucharczyk, Miroslav Radović, a także będący przy Łazienkowskiej krócej, ale mający kilka świetnych epizodów w koszulce „Wojskowych” Kasper Hamalainen, doczekali się jedynie komunikatów w mediach społecznościowych.

Niezależnie od tego, w jakiej byli wówczas formie oraz jakie nastroje panowały w stolicy po rozczarowującym finiszu rozgrywek – należało to uznać za blamaż. Mówimy przecież o kilku spośród najbardziej istotnych piłkarzy Legii ostatnich lat, okresu bądź co bądź fantastycznego dla założonego w 1916 roku klubu. Pięć tytułów Mistrza Polski, sześć Pucharów kraju, a do tego kilka udanych sezonów w Lidze Europy oraz oczywiście awans do upragnionej Ligi Mistrzów – to dorobek samego Kucharczyka, który koszulce Legii występował przez 10 lat. W tym okresie wielokrotnie był  kluczowym piłkarzem zespołu, miał gigantyczny udział w słynnych, choć zaprzepaszczonych triumfach nad Celtikiem, pełnił ważną funkcje w trakcie pamiętnych rywalizacji z Ajaxem (nawet jeśli fatalnie dziś wyglądał), w końcu – zdobył istotną bramkę w rewanżowym meczu z Dundalk, która zakończyła męczarnie Legii Besnika Hasiego i zapewniła drużynie fazę grupową Champions League.

Jeszcze więcej pozytywnych wspomnień będzie zapewne związanych z Miro Radoviciem, w końcu jego duet z Danijelem Ljuboją należy do jednego z najlepszych w historii Ekstraklasy. Do tego dwa gole w meczach z Realem Madryt i niewiele skromniejsza niż w przypadku Kucharczyka liczba trofeów – to wystarczy, by stwierdzić, że mamy do czynienia z żywą legendą Legii i nie neguje tego nawet epizod w drugiej lidze chińskiej, dla której „Rado” opuścił swego czasu Polskę. Cały wywód możemy przynajmniej w części powtórzyć w przypadku Malarza, który w niektórych sezonach w pojedynkę ratował Legionistom skórę, także w najważniejszych meczach. W końcu wspomniany Hama, pamiętany przy Ł3 z powodu kilku ważnych bramek.

Słowem – kawał pięknej historii, która w maju została zupełnie zlekceważona przez obecne władze klubu.

Teraz Dariusz Mioduski i pozostali wysoko postawieni zarządcy wicemistrza Polski postanowili naprawić swój błąd. Czy im się to udało? Być może, ale tylko częściowo. Wspomnianym piłkarzom przed meczem z Pogonią Szczecin inaugurującym rozgrywki ligowe urządzono małą ceremonie i umożliwiono pożegnanie się z kibicami. W przypadku Arkadiusza Malarza wyszło bardzo pięknie i wzruszająco.

Oprócz golkipera na murawie stadionu w Warszawie pojawił się także Hamalainen. Nie było natomiast Kucharczyka i Radovicia. Klub w oficjalnym komunikacie podał: Oczywiście zaproszenie do pożegnania z kibicami otrzymali również inni wybitni zawodnicy, którzy po ostatnim sezonie opuścili zespół (…).. Niestety z różnych przyczyn nie mogli przyjąć zaproszenia”.

Jakie to przyczyny? „Kuchy” jest w trakcie finalizacji swojego transferu do ligi rosyjskiej (więcej o tym pisaliśmy TUTAJ), prawdopodobnie więc niezależnie od chęci nie miał fizycznej możliwości zameldowania się w niedzielne popołudnie przy Łazienkowskiej. W przypadku Radovicia kluczowe mogły być emocje, jakimi Serb darzy obecnych włodarzy klubu. – Zawsze marzyłem, że jak już będę odchodził z Legii, to będzie jakieś fajne pożegnanie, pełny stadion, będę mógł wyjść z rodziną do kibiców, pomachać im. To najbardziej boli, że nie pozwolono mi godnie się pożegnać. Tak, mam żal o to pożegnanie i zawsze to we mnie zostanie – nie krył żalu były pomocnik „Wojskowych” w udzielonym niedawno wywiadzie. Jak widać, spóźnione zaproszenie od prezesa Mioduskiego uznał za „łaskę”, z której nie chce korzystać. Podobny tok myślenia mógł zresztą przyjąć Kucharczyk, który po rozstaniu z Legią pisał na swoim Instagramie: Przykro, że nie pozwolono mi pożegnać się w godny sposób z wyżej wymienionymi ludźmi, którym tak wiele zawdzięczam. Nikt nie jest zobowiązany, by kogokolwiek lubić, ale istnieje pewna rzecz, o której warto pamiętać: SZACUNEK.

Jak widać, pewnych rzeczy nie da się tak łatwo naprawić. Pozostaje cieszyć się, że chociaż Malarz przeżył chwile wzruszenia – a wielu kibiców wraz z nim.

Kursy forBET na wszystkie zbliżające się spotkania Ekstraklasy znajdziesz TUTAJ