Sportowo ograbić Rosjan na ich terenie

Już dziś pierwszy dzień drugiego w historii turnieju pod nazwą Speedway of Nations. Tym razem najlepsze światowe duety (właściwie: tercety) zmierzą się w finale imprezy w dalekim Togliatti. Czy rosyjska ziemia będzie szczęśliwa dla naszych reprezentantów?

Tytuł tego felietonu brzmi groźnie. Świadomie też nawiązaliśmy do mało chwalebnej przeszłości w skomplikowanych, nierzadko bolesnych relacjach polsko-rosyjskich. Nie chcemy jednak budzić jakichś resentymentów. Chcemy jedynie, by nasi żużlowcy na torze w Togliatti „ograbili” dziś gospodarzy ze złota Speedway of Nations, które ci zdobyli przed rokiem u nas, we Wrocławiu w pierwszej edycji nowego tworu spod znaku FIM i BSI.

Szanse na to, oczywiście, mamy, choć do faworytów imprezy bez dwóch zdań należą Rosjanie (kurs w forBET: 2.30). Dlaczego? Bo potrafili wygrać rok temu w stolicy Dolnego Śląska. Bo para Artiom Łaguta-Emil Sajfutdinow radzi sobie w tym sezonie świetnie (to odpowiednio 7. i 8. jeźdźcy naszej Ekstraligi). Wreszcie, co wydaje się najistotniejsze: doskonale znają specyficzny tor w Togliatti, którego łuki właściwie w ogóle nie są nachylone. Wyprzedzanie po zewnętrznej będzie tam piekielnie trudne, a i – co za tym idzie – zachodzi obawa, że same zawody będą śmiertelnie nudne. Oby nie. I szkoda byłoby, w końcu zarówno Łaguta, jak i przede wszystkim Sajfutdinow potrafią pojechać dosłownie po bandzie.

Kto z naszej strony ma ich zneutralizować? To para Maciej Janowski-Bartosz Zmarzlik (i junior Maksym Drabik). Zmarzlik nie uczestniczył w poprzedniej edycji SoN, trener Marek Cieślak uznał wówczas, że lepiej postawić na Patryka Dudka. Wybór, zwłaszcza pierwszego dnia ubiegłorocznych zawodów, nie okazał się zbyt dobry, bo wychowanek Falubazu zdobył zaledwie 3 punkty. Zmarzlik, a więc 4. w tej chwili zawodnik cyklu Grand Prix, wydaje się pewniejszym żużlowcem od 2. w tej samej klasyfikacji Dudka, choć co też trzeba przyznać – kapitan Stali Gorzów nie dominuje w lidze w taki sposób, jak w kilku poprzednich sezonach. Ale co tam statystyki, co tam polska liga. Liczy się tylko to, co przed nami – zawody na fajnym obiekcie w okręgu samarskim.

Zdaniem bukmacherów z forBET, poza Polakami (kurs: 2.50), największe szanse na złoto SoN mają Duńczycy (kurs: 7.00) z fenomenalnym Leonem Madsenem na czele. Sam reprezentant forBET Włókniarza to jednak za mało, kluczowa więc będzie postawa Nielsa K. Iversena, który zdecydowanie częściej zawodzi niż jeździ na miarę swoich umiejętności. Naszym celem jest podium. Nie będziemy jednak rozczarowani, gdy nie uda nam się zwyciężyć. Jesteśmy teraz w zupełnie innej sytuacji. Ostatnio nie idzie nam najlepiej, więc zdobycie medalu będzie pierwszym krokiem w przód. Możemy zająć każdą pozycję, ale przede wszystkim zależy nam na podium” – powiedział Iversen portalowi speedwaygp.com. Dziwne nastawienie, prawda? Może to wyraz realnego oglądu sytuacji, może próba zdjęcia ze swoich barków presji, ale takie zdania czyta się lekko nie dowierzając. Bo skoro tak mówi ten, który ma zdobywać punkty, to może lepiej byłoby dać szansę komuś innemu…?

Kogo stać na bycie czarnym koniem dwudniowego finału SoN w Togliatti? Najbliżej tego wydają się Australijczycy z pewnym Jasonem Doylem oraz chimerycznym Maxem Fricke. Ciekawe też, jak wypadną Szwedzi, u których Antonio Lindbaecka zastąpił najlepszy zawodnik Nice 1. Ligi, Peter Ljung. Pozostałe drużyny, czyli Wielka Brytania bez Taia Woffindena oraz Niemcy, będą raczej odgrywać rolę statystów.

I oby „statystami”, a nie postaciami głównymi zawodów były osoby funkcyjne, a więc sędzia (i co kluczowe były zawodnik) Aleksander Latosiński oraz dyrektor zawodów z ramienia BSI, Phill Morris, którego występy czyt. kuriozalne decyzje znają wszyscy śledzący zawody Grand Prix.

Jacek Hafka

Zawody Speedway of Nations 2019 możesz obstawić u bukmachera forBET – sprawdź ofertę.