Nie, to nie clickbait. Marcin N. naprawdę przegrał walkę z manekinem (WIDEO)

Teraz to już kompletnie zwariowaliśmy. Kilkukrotnie przejechaliśmy się po Marcinie N., który myśli, że jest sportowcem, choć my dobrze wszyscy wiemy, że sportowcem nie jest. Mieliśmy niemałą satysfakcję z mielenia gościa, który żyje w swoim własnym świecie i który jest przeświadczony o tym, że naprawdę reprezentuje poziom godny uwagi. Dziś doszliśmy jednak do wniosku, że to nie była najlepsza droga i chyba trzeba zmienić front. Nie ma sensu poświęcać swojej uwagi na gościa, który… trolluje nas na każdym kroku.

Wiecie, łacha można z kogoś drzeć bez opamiętania, ale gdy dowiadujesz się, że ten ktoś sam ma z siebie bekę i robi to celowo, to przestaje sprawiać frajdę. Nikt przecież nie śmieje się z kabareciarza, że jest głupkowaty – jakby to dziwnie nie zabrzmiało, to taka jest jego rola. Taki jest w tym jego cel – on ma zabawiać ludzi i powodować uśmiech na ich twarzach. Ma zrobić wszystko, aby zapracowany od poniedziałku do piątku Kowalski usiadł wygodnie przed telewizorem, odpalił piwo i przyznał, że wyluzował się oglądając coś, co było wesołe i pomogło mu się odprężyć.

Tak jak napisaliśmy – do wczoraj po Marcinie N. cisnęliśmy. Dziś jednak musimy na to spojrzeć z drugiej strony. To Marcin N. ma prawo cisnąć po nas. On to wszystko bowiem robił świadomie – chciał nas odprężyć. My natomiast myśleliśmy, że to tak na poważnie…

Przegrane pojedynki z kim się da, kontuzje, które łapał na każdym kroku – no przecież my moglibyśmy o tym książkę napisać i nie mamy pewności, czy nie miałaby ona więcej niż jednego tomu. Tymczasem to wszystko – wpadki z Saletą, z Burneiką, z Bigisem, poddanie się na Narodowym i manto od Trybsona to była ustawki. To był celowy zabieg, który miał na celu nas rozweselić i poprawić nam humor.

Zabijcie nas – nie mam pojęcia, czy to jest wideo aktualne – możliwe, że nie, choć nigdy wcześniej na nie nie napotkaliśmy, a czytając wszystkie komentarze (683!) nie zdarzyło się, aby ktoś napisał „Eeee, stare, co ty wrzucasz?!”. Jeżeli to jednak faktycznie prawda, jeżeli to nie ma czterech lat i wydarzyło się w legendarnym częstochowskim gymie, to… Marcin N. przegrał pojedynek z manekinem.

Serio, z manekinem. Bite ciosy z pełnym skrętem, z impetem, bez hamulców. No trudno – wkładając tyle energii w taki ground and pound nawet Danielowi Cormierowi poszedłby biceps, bo pierwsza diagnoza naszym okiem jest właśnie taka – coś między bicepsem a barkiem poszło na dobre. Pewnie długo trwała będzie rehabilitacja i powrót do pełnej sprawności nie będzie należał do łatwych, ale nie ma się czemu dziwić – takie kopyto zrywa wszystko. Całe szczęście, że nic nie stało się manekinowi.

Całkiem przypadkiem okazało się, że te wszystkie kompromitacje Marcina N. były żartem…

Doskonale zdajecie sobie sprawę z tego, że takiego filmiku nie trzeba było wrzucić do sieci. Można było go pominąć. Można było odpuścić i powiedzieć: „Dobra, daj spokój, tylko niepotrzebnie będzie beka.” Do wczoraj tak byśmy właśnie do tego podeszli – gość robi wszystko, żeby wpadek było jak najmniej, ale te się go trzymają i niefortunnie pojawiają się nowe, które publika ochoczo komentuje (w tym my!). Wrzucenie jednak tego w internet to wystawienie samego siebie na odstrzał. To właśnie spowodowało, że wiemy już na pewno, że Marcin N. to troll, który siedzi sobie teraz wygodnie przed kompem, czyta pociski, które zmierzają w jego kierunku i z pełną satysfakcją mówi: „I co, frajerki, znowu mi się udało!”

Trochę szkoda, że tak to się stało, bo w innym wypadku moglibyśmy jeszcze kilka raz wrzucić na grilla naszego bohatera. W takiej jednak sytuacji nie pozostaje nam nic, jak czekanie na wyrok w naszej sprawie. My serio myśleliśmy, że on przez cały czas tak na serio…

Walkę Szpilka vs Chisora można obstawić na stronie forBET.

Wygrana Szpilki: 3.50

Wygrana Chisory: 1.31