O tym, co zostało dyskretnie przemilczane

Całkiem niedawno na naszych łamach – w kontekście siatkarskiej reprezentacji Iranu słabo potraktowanej w Chicago – pisaliśmy, że nie zgadzamy się na mieszanie sportu z polityką. Nasza opinia w tym aspekcie się nie zmieniła. Ale, z drugiej strony, poczuliśmy także pewien niesmak, czytając poniedziałkowe wydanie „Przeglądu Sportowego”, w którym o kulisach swojej pracy opowiedział były zawodnik, a dziś agent piłkarski, Mariusz Piekarski. Chodzi o spore fragmenty dotyczące Rosji…

Wychowanek Jagiellonii Białystok w rozmowie z Łukaszem Olkowiczem i Piotrem Wołosikiem nie mógł się nachwalić rosyjskiego klimatu piłkarskiego. Jego poziomu („liga rosyjska wydaje się zbliżona do Ligue 1”), sposobu podchodzenia do interesów (negocjacje transferowe są „bardzo konkretne”, „rozmawia się szybko”), a nawet zwykłej gościnności ludzi („pozytywnie się zaskoczyłem mieszkańcami Rosji”), których na manowce wiodą cyniczni politycy („bardzo dużo złego robią politycy, tworzą niepotrzebne konflikty, uprzedzenia”). Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie brak w przytoczonej rozmowy także i drugiej strony medalu, poza delikatnym tylko muśnięciem drażliwego tematu tzn. „przez sankcje gospodarcze liga dostała po głowie, co odbiło się na kursie euro (…) więc brakuje spektakularnych transferów”. Szkoda tylko, że panowie redaktorzy choćby w nawiasie nie przypomnieli mniej zorientowanym czytelnikom za co te sankcje (aneksja Krymu) i od kiedy utrzymują się w mocy (od 2014 roku). Jeżeli rozmowa zeszła na sprawy pozapiłkarskie, to naszym zdaniem trzeba było to dopowiedzieć.

Sam Piekarski zresztą nie chciał powiedzieć wszystkiego. Gdy rozmowa na początku dotyczyła transferu Sebastiana Szymańskiego do Dinama Moskwa, agent piłkarski zaznaczył, że byłego Legionistę do wyjazdu za naszą wschodnią granicę skłoniła „wizja rozwoju klubu”  oraz pieniądze, które zdaniem menedżera „odgrywają najważniejszą rolę w futbolu”. Pełna zgoda. Tylko, czy w związku z tym nie wypadałoby zadać pytania, skąd te pieniądze pochodzą? Właścicielem i głównym sponsorem jednego z najstarszych klubów piłkarskich w Rosji jest ogromny bank VTB, który „nie po to zainwestował, żeby bawić się w piłkę i nie zapełniać gabloty trofeami”, rzekł Piekarski. No tak, pewnie, ale znowu żałujemy, że pan agent nie wspomina, że bank VTB (szefuje mu Andriej Kostin) jest ściśle powiązany z Władimirem Putinem i że został objęty sankcjami w związku z nadal trwającą wojną w Donbasie, sprokurowaną przez Rosję.

Problem jest zresztą szerszy i prawdopodobnie nie dotyczy jedynie Rosji. Pieniądze w piłce już dawno przekroczyły astronomiczne poziomy. Kasa jest w niej przeogromna. Nie dziwi więc, że za niektórymi z największych klubów stoją ludzie wprost powiązani z światem polityki, by przywołać choćby Manchester City, należący do brata prezydenta Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Chalify ibn Zajida Al Nahajjana. A przecież to tylko wierzchołek góry lodowej. Dość brudnej, tak jak brudna jest gra, w której stawką jest władza…

Co to oznacza dla nas, zwykłych obserwatorów świata piłki? Czy wobec tego mamy – odwołując się do tematu głównego naszego felietonu – bojkotować ligę rosyjską? Nie śledzić poczynań Szymańskiego i sześciu innych Polaków grających u naszych wschodnich sąsiadów? A co z Ligą Mistrzów, tak hojnie wspieraną przez Gazprom? Z Chelsea rosyjskiego oligarchy Romana Abramowicza? Odpowiedź brzmi: ewentualny bojkot niczego nie zmieni, nie zatrzymamy przecież tej potężnej machiny, a kibicować możemy komukolwiek. Ważne jednak, by – w kontekście przytoczonej rozmowy z Piekarskim – uświadamiać sobie pewne rzeczy. By, tu akurat apel do dziennikarzy, dawać pełniejszy obraz tematu. Zwłaszcza, gdy rozmówca sam wykracza poza sprawy czysto sportowe i trochę mydli oczy jednostronnym ujęciem zagadnienia.

Jacek Hafka

Wyniki ligi rosyjskiej obstawisz w forBET – oferta dostępna TUTAJ.