Czerwona kartka Heynena, czyli śmiać nam się chce z konsekwencji

Znakomicie, bo od zwycięstwa 3:2 z Brazylią, Final Six Ligi Narodów rozpoczęli siatkarze reprezentancji Polski. Podopieczni Vitala Heynena pokonali legendarnych Canarinhos i są w bardzo dobrej sytuacji przed drugim spotkaniem w grupie B z Iranem.

Biało-czerwoni zmierzyli się w Chicago z Brazylią bez największych gwiazd, co jeszcze bardziej zasługuje na ogromne brawa. Gdybyśmy w pierwszym garniturze ograli ekipę z Kraju Kawy – okej, zdarzało się już tak kilkukrotnie, w tym przed rokiem w finale mistrzostw świata. Ale ograć Brazylijczyków wychodząc na parkiet rezerwowym składem? To na pewno nasz kolejny wielki sukces w tej dyscyplinie sportu.

W spotkaniu tym wydarzyło się jednak coś, co bardzo zwróciło naszą uwagę. Chodzi bowiem o postawę Vitala Heynana, selekcjonera naszej kadry. W trzeciej partii Belg wdał się w dyskusję z arbitrem, co trwało kilkadziesiąt sekund. Opiekun naszej kadry był kilkukrotnie proszony o skończenie rozmów i przejście do kontynuowania swoich obowiązków. Ten nic sobie nie robiąc z tych uwag dalej miał pretensje do arbitra, za co po chwili został upomniany żółtą kartką. Co robi się w takiej sytuacji? Trzeba jak najszybciej „ogarnąć się” i skupić się tylko na grze, przyglądaniu się kolejnym akcjom swojej ekipy. Heynen jednak miał tyle ochoty do wyjaśnień, że chwilę później otrzymał kartkę czerwoną – TU CAŁA SYTUACJA.

Mniej wtajemniczeni w siatkarskie detale teraz pewnie zamarli – jak to, czerwona? Spokojnie, oznacza to odjęcie jednego punktu drużynie, którą trener prowadzi. Trzecia pod względem surowości kara, to tylko odjęcie jednego punktu. W siatkówce więc:

Upomnienie słowne – nic nie znaczy, po prostu dyskusja z arbitrem – zero konsekwencji

Żółta kartka – nic nie znaczy, po prostu dyskusja (!). Co prawda widnieje w protokole, ale nikogo nie interesuje – zero konsekwencji

Czerwona kartka – odjęcie jednego punktu

Wykluczenie z gry – w przypadku trenera lub zawodnika – przyglądanie się do końca seta grze swojej ekipy w tzw. polu kar (!)

Dyskwalifikacja – opuszczenie gry do końca meczu

Rezerwy reprezentacji Polski okazały się lepsze od wielkiej Brazylii

Czyli tak naprawdę dwie pierwsze kary można sobie wsadzić w nos, przy czym sporo trzeba nawywijać, żeby załapać się na żółtą kartkę. Czerwona kartka – w piłce nożnej brzmi groźnie. W siatkówce – minus jeden punkt. Śmieszne, bo wygrywając dziesięcioma punktami można sobie robić, co się chce, a sędzia przyznaje co najwyżej kary jednopunktowe, które robią niewiele krzywdy. Wykluczenie – w teorii – mega poważna sprawa. Ale przy stanie 24:20 być może oznaczająca oglądanie końcówki seta ze specjalnego miejsca, czyli absencja na mniej niż jedną minutę.

No naprawdę, bardzo mądrze ktoś to wszystko poukładał i przemyślał…

Przywykliśmy do kar w futbolu, bo występują one tam częściej i są dla wszystkich jasne – upomnienie, żółta, czerwona. Dla największych łobuzów – czerwo – i reszta spotkania oglądana jest z szatni. W siatkówce natomiast wymyślono pięć kar, z czego z czterech śmieją się sami siatkarze, którzy dobrze wiedzą, że sędzia niewiele im może zrobić.

Spotkania Final Six Ligi Narodów można obstawiać na stronie forBET.