Piast z nadziejami na przejście BATE

Gliwiczanie zagrali więcej niż poprawnie. Zagrali dość pewnie, zwłaszcza w pierwszej połowie wyglądali na tle utytułowanego rywala znacznie korzystniej. W drugiej zaś w grę mistrzów Polski wkradała się nerwowość, skutkująca aż trzema żółtymi kartkami i stratą gola. W ostatniej akcji meczu zaś groźny strzał ze rzutu wolnego obronił Frantisek Plach. Było gorąco, ale skończyło się dobrze. 

Od początkowych fragmentów meczu Piast sprawiał wrażenie lepszej drużyny, bardziej poukładanej i szybszej. Podopieczni Waldemara Fornalika nie przestraszyli się doświadczonej ekipy mistrzów Białorusi. BATE było wycofane, nie forsowało tempa, nie szukało gry. Niepewnym punktem Białorusinów był zwłaszcza rezerwowy bramkarz Anton Cziczkan, a że już w 10. minucie z boiska musiał zejść kontuzjowany środkowy obrońca Yegor Filipenko, BATE mogło poczuć się mało komfortowo. Owszem, nasi zawodnicy także niekiedy zachowywali się nieco zbyt nonszalancko w defensywie, ale na szczęście obyło się bez poważnych konsekwencji.

W pierwszej części spotkania w Borysowie gospodarze nie oszczędzali Jorge Felixa. W naszej opinii Dmitrij Baga powinien zostać wyrzucony z boiska – dostał żółtą kartkę za ewidentne nadepnięcie zawodnika Piasta, przy czym ten sam manewr wykonał później na Felixie, ale sędzia nawet nie gwizdnął faulu. W 33. minucie gry BATE mogło objąć prowadzenie, ale ostatecznie nie wykorzystało błędu Martina Konczkowskiego, zaś chwilę później o mały włos, a golem samobójczym „popisałby się” gracz mistrzów Białorusi, Slobodan Simović. Trzy minuty później Joel Valencia precyzyjnie zagrał do Felixa, ale strzał Hiszpana obronił Cziczkan – odbita piłka jednak znalazła Piotra Parzyszka, który nie miał problemów ze skierowaniem jej do bramki. 1:0 dla Piasta!

Początkowe fragmenty drugiej połowy pojedynku na Białorusi wyglądały jak cała pierwsza: BATE bez pomysłu, Piast mądrze atakował, grając dość wysoko. Niestety tez szybko zarobił trzy (Kirkeskov, Dziczek, Czerwiński) żółte kartki po ewidentnie spóźnionych interwencjach w obronie. Troszkę zagotowały się szeregi defensywne ekipy Fornalika, brakowało zimnych interwencji, a bliski drugiego kartonika był Dziczek, więc – ku swojej wściekłości – szybko zszedł z boiska.

BATE tymczasem zaczęło łapać swój rytm gry. W 64. minucie asekuracyjno-nerwowa gra Piasta została skarcona. Indywidualną akcją w kontrataku po prawej stronie popisał się Igor Stasiewicz, który podał do Stanislava Draguna, a ten precyzyjnym strzałem od słupka doprowadził do remisu. Mistrzowie Polski powoli dochodzili do siebie, niecałe 10 minut później groźnie z dystansu próbował Valencia, ale został zablokowany. Następnie celnie próbował Kirkeskov, ale fenomenalnie podbitą po drodze futbolówkę wybronił Cziczkan.

W samej końcówce pierwszego meczu z BATE na boisku zameldował się jeszcze Dani Aquino, który zmienił Parzyszka. Hiszpański nowy nabytek nie miał jednak zbyt wiele czasu na pokazanie swoich umiejętności. Obie ekipy prowadziły już grę prostszymi środkami, gdy w 89. minucie drugą żółtą i w konsekwencji czerwoną kartkę ujrzał strzelec gola dla Białorusinów, Dragun. Za co? Za podeptanie Patryka Sokołowskiego. Piast jednak nie wykorzystał osłabienia BATE, ale i tak wywiózł z bardzo trudnego terenu korzystny wynik. Rewanż za tydzień 17 lipca.