Coraz mniej Wimbledonu w Wimbledonie?

Wimbledon to nie tylko turniej z największą tradycją wśród imprez wielkoszlemowych. Są to najstarsze tenisowe zawody, dlatego nic dziwnego, że dla każdego pasjonata dwa tygodnie, podczas których są rozgrywane, są świętem. Konieczność gry w białych strojach, brak meczów w pierwszą niedzielę, a przede wszystkim korty trawiaste. Jeśli zapytamy, z czym kojarzy Wam się Wimbledon, to dziewięć z dziesięciu osób odpowie: trawa.

A z czym kojarzy się trawa, oczywiście pytając o kwestie tenisowe? Nam z najszybszą nawierzchnią tenisową, wieloma akcjami pod siatką oraz faworyzowaniem dobrze serwujących – bo w końcu oni na tych kortach zawsze czuli się najlepiej. „Czuli” – czas przeszły wcale nie został użyty przypadkowo.

Z roku na rok mówi się o tym, że korty trawiaste są spowalniane. Takie głosy dochodziły do nas również w tym roku – pierwszy poważny argument, aby tak uważać pojawił się w Antalyi, gdzie po tytuł sięgnął Lorenzo Sonego. Największego sukcesu w karierze oczywiście nikt mu nie zabierze, ale rezultat ten nie jest zasługą jego dobrego przystosowania do kortów trawiastych. Po prostu turecka nawierzchnia bardziej przypominała korty ziemne, a Sonego prezentował styl pasujący na któryś z włoskich kortów.

Antalya, to jedno, ale na Wimbledonie wcale nie jest lepiej. Pierwszym, który poruszył temat szybkości kortów na obiekcie All England Tennis and Croquet Club, był Denis Kudla. Oddajmy głos Amerykaninowi: – Wszyscy myślą, że to najlepsza nawierzchnia dla dobrze serwujących i grających pod siatką. Jest zupełnie odwrotnie. Tymi, którzy będą wygrywać na trawie, są dobrze returnujący i broniący zawodnicy. Wimbledon to zdecydowanie najwolniejszy szlem. Te korty są tak wolne, że to jest szalone.

Denis Kudła o szybkości kortów na Wimbledonie:- Wszyscy myślą, że to najlepsza nawierzchnia dla dobrze serwujących i…

Opublikowany przez Serwis na zewnątrz – tenisowy blog Michała Pochopień Wtorek, 2 lipca 2019

Tak. Kudla stwierdził, że szybsze są korty na Roland Garros, niż na Wimbledonie. I co więcej – nie jest to pomyłka. Już w przeszłości mogliśmy się spotkać z podobną oceną, która dla wielu wydaje się być wręcz surrealistyczna. W przypadku reprezentanta Stanów Zjednoczonych nie można mówić o wypowiedzi pod wpływem emocji. Powyższe słowa powiedział tuż po wygraniu meczu pierwszej rundy.

Aby nie opierać się na opinii jednego gracza, o zdanie zapytaliśmy Kamila Majchrzaka, który w głównej drabince Wimbledonu miał okazję rozegrać jedno spotkanie. Piotrkowianin przychyla się do słów starszego zawodnika. – Generalnie muszę się zgodzić z Denisem. Najszybciej było w Ilkley (Majchrzak grał tam w turnieju rangi ATP Challenger – przyp. red.). W Roehampton było wolniej niż tam, ale nadal dosyć szybko. Porównując Wimbledom z miejscem, gdzie rozgrywano eliminacje, to tutaj korty są naprawdę, naprawdę wolne – powiedział reprezentant Polski.

Jeśli słowa Kudli i Majchrzaka nie są dla Was przekonywujące, to dajcie nam jeszcze jedną szansę. Podobne zdanie, jak ta dwójka, ma tenisista ze ścisłej czołówki – Milos Raonic. – Od pierwszych lat, kiedy tutaj gram, zauważyłem zdecydowanie spowolnienie kortów. I nie sądzę, aby było tutaj szybciej, niż na jakimś innym szlemie. Jestem pewien, że taki zabieg jest zamierzony. Wystarczy zobaczyć, jak zmienił się tenis na trawie. I nie chodzi tutaj o kwestie tenisowe. Powodem jest trawa, która pozwala na taki, a nie inny styl – ocenił Kanadyjczyk na łamach tennis.com.

Trudno się z nim nie zgodzić – gdzie te wojny na asy sprzed lat? Mecze, w których bardzo często jedno przełamanie decydowało o losach końcowego wyniku? Przed tegoroczną edycją wprowadzono zasadę, że przy wyniku 12:12 w piątym secie rozegrany zostanie decydujący tie-break. Za nami połowa meczów czwartej rundy i do takiej sytuacji jeszcze nie doszło. Co więcej – na palcach jednej ręki można policzyć zawodników, którzy swój tenis opierają głównie na potężnym serwisie, a nadal zostali w grze na Wimbledonie.

Będąc względem Was uczciwymi – to nie jest tak, że pojawiają się wyłącznie głosy tych, którzy uważają, że na Wimbledonie jest wolniej. W obronie osób zarządzającymi kortami stanął Roger Federer. Szwajcar po prostu nie zgadza się z popularną opinią. – Nie uważam, aby tak było. Rozmawiałem z Timem Henmanem, który powiedział, że ciągle te same osoby przygotowują korty i jest taka sama trawa. Myślę, że z nią jest, jak z winem. Co roku nie jest taka sama, bowiem wiele zależy od pogody. Może dlatego jest trochę wolniejsza w tym roku, ale nie jest to gigantyczna różnica.

Federer niby się nie zgadza, ale jednak przyznaje, że mimo wszystko wolniej jest. Reasumując: mamy nadzieję, że za kilka lat nie będziemy musieli mylić Wimbledonu z Roland Garros, bo zanosi się na to, że bitwy na wyniszczenie i długie wymiany z głębi kortu, stają się coraz bardziej nieuniknione podczas wimbledońskiej rywalizacji.

Zobacz ofertę forBET na mecze Wimbledonu 2019.