Co to za Yaya?

3 mistrzostwa Anglii, 2 tytuły czempiona Hiszpanii plus triumf w Lidze Mistrzów. Tymi trofeami w swojej kolekcji może pochwalić się Yaya Toure. 36-letni już dziś piłkarz postanowił ponownie zaistnieć w społecznej świadomości – po pół roku przerwy byłego reprezentanta WKS zobaczymy na poziomie drugiej ligi chińskiej. Pomocnik został ogłoszony nowym zawodnikiem Qingdao Hunghai.

Przebieg kariery byłego zawodnika Manchesteru City może nieco dziwić – gdy po ośmiu latach spędzonych na Etihad Stadium gracz ogłosił, że odchodzi z angielskiego potentata, jego usługami zainteresowane były inne zespoły angielskiej elity. Toure zdecydował jednak, że po dość długim okresie trzymania wszystkich w niepewności dołączy w szeregi Olympiakosu: wszak zdarzyło mu się reprezentować barwy greckiego klubu w sezonie 2005/06. Przebieg jego ponownej przygody w Pireusie? Do zapomnienia. Zaledwie pięć meczów we wszystkich rozgrywkach zaowocowało rozwiązaniem kontraktu za porozumieniem stron w grudniu zeszłego roku. Od tego czasu były zawodnik FC Barcelony pozostawał bez pracodawcy.

Co wiemy o nowym klubie Iworyjczyka? Raczej niewiele. Powstały w 2013 roku zespół w pierwszym sezonie swojego funkcjonowania uzyskał promocję na drugi poziom rozgrywkowy w Chinach, gdzie występuję do dziś. W 2016 roku udało mu się nawet zająć trzecie miejsce we wspomnianych zmaganiach, co natomiast nie wystarczyło do awansu na poziom słynnej Superligi. Osoba Yaya Toure ma zdecydowanie pomóc w tworzeniu nowej historii dla młodej ekipy. W taką kolej rzeczy wierzy sam zawodnik, który w taki oto sposób wypowiadał się na temat nowego kroku w swojej karierze:

„Od początku mojej przygody z piłką, zawsze kochałem nowe wyzwania i zdecydowałem się takowe podjąć. Chcę razem z Qingdao Huanghai tworzyć historię. To bardzo ekscytujący, młody klub z mnóstwem potencjału, a my dzielimy tę samą filozofię – czyli granie pięknego futbolu. Wielki zaszczyt stanowi możliwość pomocy we wzroście i sukcesie temu klubowi” – powiedział Yaya Toure po transferze

Punkt patrzenia zależy od punktu siedzenia – jeszcze w 2017 roku Toure zapewniał, że za Chiny nie pójdzie do Chin, gdyż ten kierunek kojarzy mu się tylko i wyłącznie z pieniędzmi, a nie radością z grania w piłkę. Jak widać jednak życie dość mocno zweryfikowało jego dalsze poczynania – media spekulowały nawet o tym, że były reprezentant WKS właściwie zakończył karierę, jedynie tego jeszcze nie ogłosił. I chyba w takiej kategorii należy rozpatrywać tego rodzaju przenosiny – wypowiedzi o szukaniu nowego wyzwania czy budowaniu historii możemy włożyć raczej między bajki. Na pewno znajdziemy tutaj kilka pozytywów – fani talentu pomocnika będą mogli śledzić jego poczynania na chińskich boiskach, a do tego sympatycy wirtualnych zmagań boiskowych zyskają możliwość wypróbowania jego zdolności w jednej z najpopularniejszych symulacji piłkarskich na świecie. Mimo wszystko trudno nie odnieść wrażenia, że to wszystko potoczyło się zupełnie nie po myśli 36-latka.

Jeszcze dwa lata temu chciany przez Everton, Burnley czy Wolverhampton, dziś zmuszony do występów na zapleczu chińskiej elity. Kariera Yaya Toure bardzo mocno wyhamowała i mimo zaawansowanego wieku tak ogromny sportowy regres może naprawdę dziwić. Jasnym jest, że ostatni sezon w barwach The Citizens nie był zbyt spektakularny w jego wykonaniu. Rozegranie 17 meczów we wszystkich rozgrywkach to wynik grubo poniżej oczekiwań. Niemniej dalsze losy reprezentanta WKS zupełnie nie pasują do wcześniejszego przebiegu jego kariery. Mamy z tej okazji dwie teorie. Jedna bardzo prosta – Yaya Toure nie wiedział, kiedy zejść ze sceny niepokonany i teraz mozolnie szuka próby sztucznego przedłużenia przygody z piłką. Być może jednak cała sprawa jest bardziej skomplikowana – Yaya Toure systematycznie stara się zniżyć do poziomu Ekstraklasy, aby wreszcie zasłużyć na transfer do polskiej ligi. Wisła Płock, Lechia Gdańsk czy Legia Warszawa już powinny zacierać ręce: wierzymy bowiem, że nawet po zmarnowanym czasie w drugiej lidze chińskiej byłby on jedną z najbardziej wyróżniających się postaci na naszych boiskach…

Karol Czyżewski