Szejkowe Rewolucje: Manchester City

Rekordowy pod względem zdobytych punktów sezon Premier League, wspaniała drużyna grająca niezwykle ofensywny futbol oraz jeden z najlepszych menedżerów na świecie. Tak wygląda Manchester City po 11 latach rządów szejków, którzy w planach mają sięgnięcie po jeszcze więcej, a konkretnie Ligę Mistrzów. Nie od razu było jednak tak kolorowo – jak wyglądał pierwszy sezon Obywateli pod wodzą Khaldoona Al Mubaraka? 

9 miejsce, 4 runda Pucharu Anglii oraz 5 runda Pucharu Ligi Angielskiej – tak wyglądały główne osiągnięcia Manchesteru City rok przed zapanowaniem zupełnie nowej ekipy. Dziwne były to czasy na City of Manchester Stadium. Menedżerem klubu był Sven Goran – Eriksson, który swoją popularność nadal zawdzięczał prowadzeniu kadry Synów Albionu, a do tego klubu dokonywał dość dziwnych transferów pokroju Valerija Bojinova czy Rolando Bianchiego. Niemniej niewątpliwym odkryciem tamtej kampanii ligowej został Joe Hart: 21 – letni wówczas golkiper zanotował aż 32 występy dla swojego zespołu we wszystkich rozgrywkach. Najlepszym strzelcem zespołu został natomiast Brazylijczyk, Elano, który mógł pochwalić się zdobyciem 10 bramek w całym sezonie (8 z nich w Premier League). Mimo dość marnie wyglądającego sezonu, Obywatele mogli znaleźć jeden pozytyw. Zajęcie 9. lokaty w ligowym zestawieniu dawało Manchesterowi City możliwość udziału w 1. rundzie eliminacji Pucharu UEFA.

Cała rzeczywistość w niebieskiej części Manchesteru uległa kompletnej zmianie 1 września 2008 roku – to właśnie wtedy ogłoszono, że aktualny właściciel Thaksin Shinawatra oddaje klub w ręce Khaldoona Al Mubaraka. Kwota transakcji miała opiewać na 200 milionów funtów, a w powietrzu czuć było prawdziwą rewolucję, która miała stać się udziałem Manchesteru City. Pierwsze zmiany zaszły jednak przed rządami Katarczyków – Erikssona na stanowisku menedżera The Citizens zastąpił bowiem Mark Hughes, który miał za zadanie zbudować potęgę zdolną bezpośrednio rywalizować z klubami TOP 4. Mimo oficjalnego przejęcia klubu od września, rękę potentatów przy transferach widać było już wcześniej. Wystarczy wspomnieć, że między 21 sierpnia a 1 września szeregi ekipy Premier League zasilili: Vincent Kompany, Shaun Wright – Philips, Pablo Zabaleta, a przede wszystkim Robinho, który za kwotę 32,5 mln funtów stał się najdroższym zawodnikiem sprowadzonym na Wyspy Brytyjskie w historii. Zimą także nie marnowano czasu i wzmocniono zespół doświadczonymi ligowcami (Waynem Bridgem, Shay’em Givenem oraz Craig’em Bellamym), a także Nigelem de Jongiem. Tak przygotowany zespół miał namieszać w stawce z efektem natychmiastowym.

Jak było w rzeczywistości? Trzeba przyznać, że pierwszy sezon niespecjalnie mógł napawać nadzieją na kolejne lata. Nie dość, że nie udało się poprawić wyników względem zeszłego sezonu, to jeszcze Manchester City zanotował o wiele gorsze wyniki niż rok wcześniej. 10 miejsce w lidze, 3. runda Pucharu Anglii oraz 2. Pucharu Ligi Angielskiej. Honor nieco ratował występ w Pucharze UEFA, gdzie udało się dojść do 1/4 finału (by ulec Hamburgerowi SV). Wszyscy wiedzieli jednak, że zrobienie faktycznej różnicy w lidze pokroju Premier League wymaga jeszcze większych nakładów czasu, a przede wszystkim pieniędzy. Spore nadzieje wiązano z osobą Robinho, który z 15 trafieniami na koncie został najlepszym strzelcem swojego klubu w sezonie 2008/09. Wiemy natomiast, że były reprezentant Brazylii nie do końca pokazał potencjał, jakiego wszyscy od niego oczekiwali – przyszły sezon zdeterminował dla niego uraz, który zakończył się styczniowym wypożyczeniem do Santosu. Manchester City jednak dopiero się rozkręcał, a kwoty transferowe przeznaczane na kolejnych zawodników zaczęły robić coraz większe wrażenie na bezpośrednich rywalach. A jak z trofeami? Na pierwszy sukces Joe Hart i spółka musieli jeszcze trochę poczekać…

Karol Czyżewski