Au revoir, Tony!

Nadal trwający sezon w NBA obfitował w pożegnania naprawdę wielkich postaci. Z koszykarskiego parkietu „na amen” postanowili zejść m.in. Chris Bosh, Dirk Nowitzki oraz Dwyane Wade. Właśnie przyszła pora na kolejną gwiazdę basketu – zza oceanem, ale i na Starym Kontynencie: Tony Parker powiedział „pas”.

Taaak, niewątpliwie skończyła się pewna era. Francuz zapisał piękną kartę w historii koszykówki. Dość powiedzieć, że przez 18 lat kariery w NBA zdobył 4 mistrzowskie pierścienie, a wszystkie, rzecz jasna, w San Antonio Spurs, dla której to ekipy zdobywał punkty nieprzerwanie w latach 2001-17. Trio, jakie wówczas tworzył z Timem Duncanem oraz Manu Ginobilim to był jeden ze wspanialszych tercetów w najnowszych dziejach NBA. Parker sześciokrotnie brał udział w All-Star Game, ale też błyszczał w barwach Trójkolorowych – był np. MVP Eurobasketu, dwa razy zdobywał nagrodę dla najlepszego strzelca Mistrzostw Europy, doprowadził też swoją (młodzieżową, ale i seniorską) kadrę do złotego medalu ME. Coś niesamowitego.

Przez lata rozgrywający Spurs był mózgiem ekipy Gregga Popovicha. Odpowiadał za kreowanie akcji, a że był koszykarzem wyjątkowo inteligentnym, mieliśmy prawdziwą przyjemność z oglądania jego fantastycznej gry. Owszem, wydatnie pomagali mu jego równie znakomici partnerzy ze złotej drużyny San Antonio. Niemniej, Parker niewątpliwe miał to „coś”. I spokój też miał. Mała próbka:

Francuz był swego czasu gwiazdą również poza parkietem. Wszystko przez małżeństwo z amerykańską aktorką i modelką Evą Longorią. Związek ten jednak rozpadł się po pięciu latach w 2011 roku. Parker od 2016 r. ma drugą żonę, którą jest francuska dziennikarka Axelle Francine. Para doczekała się potomka, pięcioletniego synka Josha. Młody pójdzie w ślady sławnego ojca?

Wróćmy jeszcze do taty. Ostatnie trzy lata nie były już tak efektywne dla Parkera, jak dotąd, co było m.in. związane z zakończeniem kariery przez Duncana, z którym rozumiał się niemal bez słów. Kiedy jego rola w ukochanym Spurs zaczęła się zmniejszać, Parker podjął trudną, ale konieczną decyzję o odejściu z teksańskiego klubu. Wybór padł na Charlotte Hornets, ekipę kierowaną przez samego Michaela Jordana. Wszyscy, którzy mnie znają, wiedzą, że Michael był moim idolem od dziecka. Był moim ulubionym zawodnikiem i wzorem do naśladowania. On sprawił, że chciałem zostać koszykarzem. Za jego sprawą, Chicago i Dream Teamu koszykówka w Europie stała się popularna. Dla mnie – zamknięcie mojej koszykarskiej kariery graniem dla Michaela jest niesamowite” – zaznaczył.

W zespole Szerszeni nie był podstawowym rozgrywającym, ale i tak potrafił zaznaczać swoją obecność. W wieku 37 lat, jako drugi najstarszy zawodnik w historii (po Magicu Johnsonie) zdobył w meczu co najmniej 20 punktów i zaliczył 10 asyst – tak było podczas starcia z Miami Heat, które Parker skończył z 24 punktami i 11 asystami. Francuz nie uchronił jednak swojego nowego zespołu przed wczesnym zakończeniem sezonu. Hornets ostatecznie nie awansowali do fazy play-off, co musiało być dla niego szokiem – nigdy wcześniej Parkerowi taka sytuacja się nie przydarzyła. I z pewnością ona także wpłynęła na decyzję o końcu kariery, tak jak zresztą problemy ze zdrowiem oraz niepewna przyszłość lidera Szerszeni, Kemby Walkera. Parker ostatecznie zszedł z koszykarskiego boiska. W glorii i otoczony szacunkiem środowiska. Dzięki za wszystko, Tony!

Mecze koszykówki – EBL i NBA – obstawisz w forBET. Sprawdź ofertę bukmachera.