Przestańmy mieszać piłkę z polityką!

  • Redakcja

Choć zgadzamy się, że dla sporej części społeczeństwa piłka nożna to coś więcej niż tylko sport, reakcje wielu środowisk po wczorajszym meczu z Izraelem pokazują, jak tragiczny wpływ na futbol może mieć polityka. Wielu starało się zepsuć całą radość z wieczornego zwycięstwa odniesieniami do historii, szukaniem niepotrzebnych sensacji czy wskazywaniem na pewnego rodzaju nietakty w tytułach prasowych czy zachowaniach poszczególnych kibiców. Zaczynamy popadać w paranoję.

Prawdopodobnie najlepszy mecz biało-czerwonych w eliminacjach, trzecia najwyższa frekwencja w historii, jeżeli chodzi o Stadion Narodowy, a przede wszystkim niesamowite zwycięstwo, jakim było ogranie Izraelczyków 4:0. Na takie spotkanie wszyscy czekaliśmy. Mieliśmy wiele pretensji dotyczących jakości naszej gry, skuteczności pod bramką rywala czy zdolności do kontrolowania przebiegu spotkania. Na boisku wszystko jednak wyglądało wczoraj fenomenalnie, a nasi reprezentanci na urlopy udadzą się w bardzo dobrych humorach. Niestety, jak to u nas bywa, nie obyło się bez prób odnoszenia dość trudnej historii Polski oraz Izraela do boiskowych wydarzeń. Podkreślmy na początku naszych rozważań – fani zgromadzeni zeszłego wieczoru na Stadionie Narodowym zachowywali się wzorowo. Z szacunkiem i aplauzem przyjęli hymn narodowy naszych rywali i ani przez sekundę nie pokusili się o niepotrzebne prowokacje względem reprezentantów Izraela. To należy docenić i bardzo szkoda, że niektórzy postanowili pójść w zupełnie inną stronę i doszukiwać się problemów tam, gdzie ich po prostu nie było.

Zaczęło się od cieszynki Piątka… Może inaczej – od celebrowania radości przez naszego napastnika w zupełnie inny sposób niż robił to zazwyczaj. Bardzo mądre zachowanie z jego strony, bo nie ma co niepotrzebnie prowokować bardzo wyczulonych obserwatorów, niemniej zachowanie Jacka Laskowskiego po strzelonym golu pokazuje, że absolutnie nikt nie odnosiłby skrzyżowanych w pistolety palców do czegokolwiek innego, aniżeli popularnego Il Pistolero. Pecha miało natomiast TVP, które z miejsca zostało oskarżone, że ocenzurowało radość gracza Milanu i od razu po strzelonej przez niego bramce skierowało kamerę na trybuny Stadionu Narodowego. Do sprawy odniósł się sam dyrektor TVP Sport, Marek Szkolnikowski, który udowodnił, że jest to kompletna bzdura. Ale przez pewien moment jednostronny przekaz poszedł w obieg…

Kolejne kontrowersje dotyczyły koszulki założonej przez jednego z kibiców naszej reprezentacji, a konkretnie Samuela Pereirę z TVP Info. Na Twitterze natychmiast odezwali się krytycy odbierający numer z tyłu trykotu jako prowokację. Mówimy o liczbie „88”, która przez neonazistów jest używana jako kod reprezentujący slogan wychwalający Adolfa Hitlera. Pytanie natomiast – czy naprawdę człowiek z rocznika 1988 ma taki cel pojawiając się w koszulce reprezentacji Polski na meczu z Izraelem? Nam zdaje się, że chodzi tutaj jedynie o rok urodzenia, a dorabianie do tego kolejnych ideologii stanowi tylko i wyłącznie promocję dla pewnego rodzaju grup. W przepisach dotyczących pojawiania się na meczu nie było przecież mowy o zabronionych z tyłu numerach, więc wszelkie dorabianie pobocznych aspektów ogromnie szkodzi atmosferze piłkarskiego święta. Trybuny czy boisko piłkarskie nigdy nie powinno zostać skażone przez sytuację polityczną, a niestety tego rodzaju zabiegi widzieliśmy podczas komentarzy do minionej konfrontacji. Używanie określeń typu „pogrom” w stosunku do naszego zwycięstwa także wielu nie podobało się właśnie ze względów historycznych. Problem natomiast w tym, że tego rodzaju komentarze tylko i wyłącznie tą historię krzywdzą, bo sprawdzają ją do sprawy zwykłego pojedynku na boisku. Nie dajmy sobie wmówić, że takie sformułowanie o wysokim zwycięstwie kogokolwiek krzywdzi. Chyba, że kogoś, kto nie potrafi złapać odpowiedniego dystansu pomiędzy wydarzeniem sportowym a swoją historią – to już jednak jego problem…

I strasznie przykro, że mimo bardzo dobrej atmosfery na meczu oraz naprawdę niezłej dyspozycji biało-czerwonych na boisku, wciąż szukamy aspektów, na które musimy ponarzekać. Być może to także pewien rodzaj narodowej dyscypliny: ciężko znaleźć coś negatywnego przy tak wysokiej wygranej, bardzo trudno także przyczepić się do kibiców, którzy bardzo ciepło przyjęli Izraelczyków. Poszukajmy więc problemów głębiej i wpajajmy swoje ideologie. My takim zachowaniom mówimy stanowcze: nie. Najpopularniejszą dyscypliną w kraju ma prawo interesować się każdy, ale nie każdy powinien publicznie zabierać na jej temat głos. Pozwólmy choć na 90 minut odciąć się od wszelkich kwestii związanych z polityką czy historią i cieszmy się atmosferą piłkarskiego święta – to zdecydowanie lepsza lekcja dla najmłodszych, niż sztuczne wyszukiwanie wszelkich afer czy kontrowersji na płaszczyźnie politycznej i historycznej. Wyciąganie zaś wszelkich powiązań do trudnej historii w numerach na koszulkach, cieszynkach czy tytułach nagłówków prasowych sprawiamy, że jest ona bezczeszczona. A na to nie mamy prawa pozwolić…

Karol Czyżewski