Do trzech razy sztuka?

„Nic dwa razy się nie zdarza” – pisała niegdyś Wisława Szymborska. Wyjątek od takiego stanu rzeczy postanowił jednak zaprezentować Jose Mourinho. Portugalski szkoleniowiec wszak dwukrotnie w swojej karierze zostawał menedżerem Chelsea. Angielskie media spekulują, że były trener Porto ma rozważać prowadzenie ekipy The Blues po raz trzeci. Czy taki ruch byłby dobrym pomysłem na kontynuowanie przygody z piłką przez 56 – latka? 

Jose Mourinho postanowił ostatnio nieco zmienić swoją profesję i zająć się wygodną rolą eksperta. „The Special One” stworzył jeden z najciekawszych duetów w historii telewizji sportowej. Portugalczyka oglądaliśmy bowiem w parze z Arsenem Wengerem – byli menedżerzy z Premier League zajmowali się opiniami podczas studia dotyczącego minionego finału Ligi Mistrzów, a więc starcia Tottenham – Liverpool. Wszyscy wiedzą jednak doskonale, że emerytura to ostatnie, o czym aktualnie myśli Jose Mourinho. Byłego trenera Chelsea łączono z Juventusem, Bayernem czy Realem Madryt, lecz aktualnie najbliżej ma być mu do powrotu na Wyspy Brytyjskie. Oprócz rzeczonego Chelsea, w grę wchodzi także Newcastle, które na progu zmiany właścicielskiej stoi przed prawdziwą rewolucją. W jej przeprowadzeniu miałby pomóc właśnie doskonale znany przez wszystkich Portugalczyk. Czy jednak warto zaryzykować i wybrać zupełnie inny kierunek kosztem sprawdzonego wcześniej miejsca pracy?

Po zaledwie sezonie pracy ze Stamford Bridge żegna się Maurizio Sarri. Były szkoleniowiec Napoli ma już wkrótce zostać ogłoszony nowym trenerem Juventusu. Taki stan rzeczy rozpoczął prawdziwą giełdę nazwisk – Nuno Esperito Santo, Massimiliano Allegri czy Javi Gracia to tylko niektórzy szkoleniowcy, którzy mieliby od przyszłego sezonu poprowadzić ekipę 6 – krotnego mistrza Anglii. Teraz to zostało powiększone właśnie o osobę Jose Mourinho. Doskonale pamiętamy, że po przyjściu z FC Porto, Portugalczyk był głównym architektem nowego rozdziału w zachodnim Londynie. To właśnie pod jego wodzą Chelsea sięgnęła po dwa tytuły mistrzowskie z rzędu (2004/05 + 2005/06) kończąc passę 50 lat bez zajęcia pierwszego miejsca w lidze. Po trzech latach zespół dopadło jednak wypalenie, co poskutkowało zwolnieniem Jose Mourinho. Mimo wszystko nie zdecydowano się na spalenie wszystkich mostów, a 56 – latka ponownie oglądaliśmy na Stamford Bridge od początku sezonu 2013/14.

Efekt Jose Mourinho był natychmiastowy. Dla wielu bardziej niż mistrzostwo z sezonu 2014/15 ważniejsza była wygrana w bezpośrednim meczu Liverpool vs. Chelsea. To właśnie dzięki zwycięstwu 2:0 na Anfield (legendarne potknięcie Stevena Gerrarda) szanse na tytuł mistrzowski The Reds zostały zaprzepaszczone. Jak ogromne znaczenie miał ten triumf dla samego Portugalczyka – widać przy celebracji gola na 2:0. To właśnie wtedy Jose Mourinho pokazał: „nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa” i już w kolejnym sezonie sięgnął po pierwsze miejsce w Premier League z ekipą The Blues. Potem natomiast zdarzył się cykl, który jest bardzo charakterystyczny dla Mourinho. Wypalanie zespołu, konflikt z poszczególnymi graczami, a w efekcie tego – zwolnienie. Już drugie w historii jego pracy na Stamford Bridge.

Niedawna przygoda u sterów Manchesteru United uznawana przez większość za kompletny niewypał niespecjalnie rzutuje na notowaniach Portugalczyka. Wciąż wiele klubów uznaje Jose Mourinho za odpowiedniego fachowca do poprowadzenia ich drużyny. Sam trener od grudnia zeszłego roku nabrał zapewne także wiele dystansu, a przede wszystkim zaczął mu doskwierać ogromny głód pracy menedżerskiej. W połowie kwietnia były sternik FC Porto zapewniał, że jego nowym miejscem pracy na pewno nie będzie Premier League. Wówczas jednak sytuacja z Maurizio Sarrim wyglądała nieco inaczej, a także niejasna była przyszłość Edena Hazarda. Dzisiaj zdaniem wielu Chelsea znajduje się w ogromnym kryzysie, co dla 56 – letniego szkoleniowca mogłoby być pewnego rodzaju wyzwaniem. Wielokrotnie przecież to on miał być źródłem wszystkich problemów: czemu zatem nie zdecydować się na pokazanie, że potrafi on także działać w drugą stronę i naprawiać trudną sytuację? Szczególnie w obliczu zakazu transferowego – oznacza to, że Jose Mourinho musiałby bazować w zachodnim Londynie na obecnych graczach. A chyba nie ma większego sposobu na udowodnienie czegoś fanom The Blues i pokazanie, że mimo wszystko to on wyprowadzi ich ulubieńców na prostą. Bo kto, jak nie „The Special One”?

Karol Czyżewski