God Save The Kuchy King…

„Nic nie może przecież wiecznie trwać”: zdają się śpiewać wszyscy, którzy z uwagą śledzili poczynania Michała Kucharczyka w zespole warszawskiej Legii. Po 9 latach spędzonych w drużynie aktualnego wicemistrza Polski jego przygoda z Wojskowymi dobiega powoli końca. Czy będziemy tęsknić? Pewnie – w końcu to jeden z żywych pomników naszej Ekstraklasy…

Nigdy nie był raczej piłkarzem wybitnym. W komentarzach na temat jego gry rzadko znajdziemy określenia: „bajeczna technika”, „fenomenalne uderzenie” czy „w tym meczu nie wykonał ani jednego niecelnego podania”. Mimo wszystko Michał Kucharczyk wszelkie braki w umiejętnościach potrafił nadrobić ogromnym zawzięciem i poświęceniem: kibice Legii Warszawa wręcz uwielbiali „Kuchego”, bo ten niezależnie od aktualnej dyspozycji zawsze zostawiał na murawie sto procent. Ważniejsze momenty w karierze? Top of the top na zawsze bez wątpienia pozostanie bramka strzelona Dundalk na Łazienkowskiej, która w końcowym rozrachunku dała klubowi Ligę Mistrzów i napisała w Warszawie piękną historię, za którą tęsknią obecnie niemal wszyscy. „Kuchy King” ma także za sobą 9 występów w barwach reprezentacji Polski, a nawet bramkę 18 stycznia 2014 roku w meczu towarzyskim przeciwko Norwegii. Niemniej trudno stwierdzić, aby 28 – latek kiedykolwiek był znaczącą postacią dla naszej drużyny narodowej.

Wizja jego ewentualnego odejścia z Legii Warszawa nieco kłóci się z wypowiedzią Aleksandara Vukovica, który nie dość, że chciał w swoim zespole prawdziwych legionistów, to jeszcze życzył sobie, aby ci: „zapier******”. Czy można zatem znaleźć lepszy przykład takiej osoby niż właśnie wspomniany „Kuchy King”? Michał Kucharczyk był niczym tykająca bomba – potrafiący zepsuć najprostszą akcję, by następnie zdobyć arcyważnego gola w kontekście dalszej rywalizacji Legii w Polsce bądź europejskich pucharach. Trudno natomiast nie rozumieć decyzji o wojażu zagranicznym Kucharczyka – 28 lat to prawdopodobnie najlepszy moment na zwiedzenie innej ligi, a także zarobienie zdecydowanie większych pieniędzy. Najpoważniej zainteresowanym klubem wydaje się być Kayserispor, gdzie znajdziemy dość znanych zawodników jak Asamoah Gyan czy Cristian Sapunaru. Zespół zajmuje obecnie 11. miejsce w tureckiej Superlidze.

I choć w tym przypadku słyszymy głosy zadowolenia, a także smutku z powodu kolejnego rozdziału w karierze 9 – krotnego reprezentanta Polski: mimo wszystko szkoda. Nie chcemy być przesadnie złośliwi i porównywać tutaj „Kuchego” do Cristiano Ronaldo, podobnie też nie mamy pełnego przekonania, że w przypadku jego odejścia Legia sięgnie po kogoś, kto należycie wypełni powstałą po nim lukę. Spory obraz całej sytuacji pokazuje także fakt, że gdyby nieco dłużej na swoim stanowisku pozostał były dyrektor sportowy warszawiaków, Ivan Kepcija, Michał Kucharczyk podpisałby nową umowę. To są właśnie te detale…

Widać wyraźnie – w Legii Warszawa nastaje właśnie nowe rozdanie i próba budowy świeżej strategii. Czy przyniesie to pożądany skutek? Patrząc na fakt, jak ogromnie został zmarnowany osiągnięty w ciągu paru ostatnich lat potencjał oraz jak niestabilnym w swoich wizjach jest prezes Dariusz Mioduski, sukcesu raczej nie wróżymy. Wystarczy spojrzeć na przykład Jakuba Rzeźniczaka, który także został lekką ręką odesłany do Karabachu Agdam, a warszawski klub z czasem poważnie odczuł jego absencję. Podobnie zresztą jak brak Michała Pazdana. Widać w stolicy ogromne niezdecydowanie – z jednej strony staramy się postawić na warszawską tożsamość, z drugiej zaś dość łatwo odrzucamy jednego z największych walczaków w zespole, mogących zrobić sporo dobrego na boisku. Nie chcemy być zrozumiani źle – kwestia przydatności Michała Kucharczyka może być oceniana różnie, niemniej wypuszczanie skrzydłowego na zasadzie wolnego transferu jest jednak pewnym przejawem nie do końca jasnej polityki Legii Warszawa.

A czego możemy życzyć samemu „Kuchemu Kingowi? Żeby było o nim głośno. Dla niego jest to bez wątpienia pewnego rodzaju awans sportowy, bo zdecydowanie lepiej grać za większe pieniądze w średniaku tureckiej ligi niż udawać, że walczy się z wicemistrzem kraju o europejskie puchary. Możemy mieć skrajne opinie na temat umiejętności Michała Kucharczyka i tego, czy faktycznie w przyszłym sezonie pomógłby legionistom odzyskać mistrzostwo Polski. Zgodzimy się natomiast w jednym: wraz z odejściem „Kuchego Kinga” nasza Ekstraklasa straci pewien pierwiastek wyjątkowości, dzięki któremu (mimo ogromnego zażenowania jej poziomem) chętnie śledziliśmy jej zmagania…

Karol Czyżewski