Klimczak prawie jak Watzke. Prawie robi jednak znowu WIELKĄ różnicę…

  • Redakcja

Są ludzie bardziej i mniej ambitni. Ci bardziej wyznaczają sobie duże cele, marzą o sukcesach największego kalibru. Ci mniej zadowalają się byle czym, patrzą kawałek przed siebie, zasypiają spokojnie pełni szczęścia, że jutro nie czeka ich mordercza walka o realizowanie kolejnego marzenia. 

Borussia ma za sobą udany sezon. Co prawda ekipa Łukasza Piszczka nie zdobyła mistrzostwa Niemiec, ale do ostatniej kolejki walczyła jak równy z równym z Bayernem Monachium, co patrząc na potencjał obu drużyn należy uznać za sukces. Fanom z Signal Iduna Park imponowali Dortmundczycy, którzy zrobili wszystko, by odebrać Bawarczykom tytuł po siedmiu latach dominacji w lidze naszych zachodnich sąsiadów.

Hans-Joachim Watzke, czyli prezes Borussii, kupił do klubu po ostatnim meczu poprzedniej kampanii trzech nowych piłkarzy. Szeregi Bawarczyków zasilili już Thorgan Hazard, Julian Brandt i Nico Schulz. Watzke zdążył też już dziś wyznać wszystkim kibicom Borussii, jaki cel będzie miała jego ekipa w najbliższym sezonie.

„Podejdziemy do nowego sezonu z jasnym celem mistrzostwa Niemiec. Uznaliśmy, że jesteśmy winni to kibicom. Uważamy, że to nasz obowiązek.”

Banalne, prawda? A mimo wszystko poparte odpowiednimi ruchami (transferami) chwilę po udanym, ale nie w pełni sezonie, wystarczy, aby liczna społeczność sympatyzująca Borussii optymistycznie patrzyła w przyszłość. By pobudzić apetyt przed tym, co dopiero ma się wydarzyć. By ludzie kibicujący BVB cały czas interesowali się życiem klubu i nawzajem zarażali się entuzjazmem.

Podejście Watzke i Klimczaka do przyszłego sezonu jest zgoła inne

Nie przytaczamy oczywiście wypowiedzi Watzke przypadkiem. Od razu nawiązujemy do tego, co Karol Klimczak powiedział ostatnio w programie Stan Futbolu. Sternik Lecha Poznań przyznał, że jego drużyna w przyszłym sezonie gra o nic, nie ma żadnego celu i w zasadzie to nie chce oszukiwać swoich kibiców obiecując coś, co może nie mieć miejsca w rzeczywistości. Zamiast rzucać słow na wiatr Klimczak woli powiedzieć zdawkowe „zobaczymy”, by nikt za rok mu nie wypominał, że Lech zajął trzecie, a nie pierwsze miejsce na koniec sezonu.

No tak, przecież to w pełni zrozumiałe.

Zachowując wszelkie proporcje (które są ogromne) to szanse na wywalczene mistrzostwa przez Borussię i Lecha w swoich ligach są podobne. Nie są faworytami, mają mocniejszego od siebie przynajmniej na papierze rywala, ale regularnie punktując są w stanie dokonać małej niespodzianki i zgarnąć pełną pulę. Na pewno są stawiani w roli faworyta do medalu. Jak inne jest jednak podejście obu ludzi zarządzających klubami i jak różny jest odbiór wypowiadanych słów, to aż nie mieści nam się w głowie. Jeden prezes mówi jasno: zrobimy wszystko, żeby wygrać, to nasz obowiązek! Drugi równie przekonany wychodzi z założenia, że brak celu to najlepsze podejście do kibica i magnes, który przyciągnie go na stadion!

Niby to tylko gadanie, ale… i tak wolelibyśmy, żeby naszym prezesem był Watzke.