Piast, Piast i o Piaście

Gliwiczanie nie schodzą z czołówek polskich mediów sportowych. Dzień po tym, jak zapewnili sobie pierwszy w historii tytuł mistrzowski, opanowali całkowicie Galę Ekstraklasy, zgarniając sześć nagród indywidualnych z siedmiu możliwych. Po zapewne hucznym świętowaniu, szybko (eliminacje LM) Piast będzie musiał zejść na ziemię i wyznaczyć nowe cele. Co może czekać mistrzów Polski w nadchodzącym sezonie?

Najlepszy młodzieżowiec (Patryk Dziczek), bramkarz (Frantisek Plach), obrońca (Aleksandar Sedlar), pomocnik (Joel Valencia), wreszcie trener (Waldemar Fornalik) i MVP (znowu Valencia) – te wyróżnienia przypadły Piastowi podczas Gali. I trudno, żeby było inaczej po tak niespodziewanym i wielkim sukcesie. Tylko król strzelców Igor Angulo był w stanie przecisnąć się przez graczy z Gliwic do fotki indywidualnych laureatów sezonu 2018/19.

Tegoroczne rozgrywki ułożyły się w idealny sposób dla Niebiesko-Czerwonych. Piast z wyjątkowo skromnym budżetem na poziomie ok. 25 mln złotych (Legia to jakieś 170 mln…), piłkarzami raczej niechcianymi gdzie indziej, mało rozpoznawalnymi, był w stanie pogodzić wszystkich największych polskiej piłki. W sumie można nazwać rzecz po imieniu: zakpił z nich, w pełni wykorzystując ich pełne zaślepienia, pogardliwe spojrzenia i nadętą bufonadę, a wreszcie ich zadziwiające zblazowanie pod koniec. Legia, Lechia – to one miały między sobą rozstrzygnąć sprawę tytułu. To Lech Nawałki miał brylować. A tymczasem maleńki Piast w pełni zasłużenie został najlepszą ekipą w kraju, ku uciesze większości niezaangażowanych kibiców innych klubów. „Trochę mnie to męczy, kiedy mówi się, że mistrz jest dla potentatów. Każdy klub może się o to starać. Gdy Ruch w 1989 roku wygrał ligę, to też była niespodzianka” – przyznał w „PS” Fornalik, który wtedy był obrońcą Niebieskich.

Piasta z lubością przedstawia się jako polskie Leicester City. Trochę nas to śmieszy, bo o ile faktycznie obie ekipy niespodziewanie sięgały po „majstra”, o tyle skala tych zjawisk jest kompletne inna. Porównujmy rzeczy porównywalne – wyczyn Lisów był sprawą trudną do ogarnięcia ze względu na niebotyczny poziom Premier League, przy którym każde rozgrywki wydają się co najwyżej (a właściwie najniżej…) wyścigiem liliputów. A tymczasem nasza Ekstraklasa… nie no, prosimy… Natomiast jest coś, co może spotkać Piasta, a co było udziałem Leicester po wygraniu ligi – wykupienie zawodników, nasycenie tych obecnych i w konsekwencji środek tabeli w kolejnym sezonie. Nie życzymy tego Piastowi, ale i taki scenariusz trzeba wziąć pod uwagę. Powrót Tomasza Jodłowca do Legii jest pewny, utrzymanie takiego gracza jak Valencia w skromnych ryzach naszej ligi graniczy z cudem, a i w sprawie innych zawodników (np. Dziczka, Sedlara) pojawiają się zapytania z silniejszych klubów. Poza tym, nie wydaje się, żeby Piast – utrzymywany w dużej mierze przez miasto – zaczął nagle wydawać wielkie, jak na polskie warunki, pieniądze. Owszem, wzmocnienia będą niezbędne, lecz na pewno nie będzie ich można podczepić pod hasło: „spektakularne”. Gliwiczanie zapewne będą kontynuować dotychczasową politykę transferową, którą można zamknąć w stwierdzeniu: bierzemy niechcianych.

Mądrze prowadzony Piast będzie miał szansę zarobić nieco w rozgrywkach europejskich. I choć nie jesteśmy optymistami, co do osiągnięcia przez gliwiczan kolejnych poziomów wtajemniczenia w kręgi Ligi Mistrzów (brak rozstawienia = już pierwszy lipcowy rywal może być z wysokiej półki), to jednak gra w Europie dla tak skromnego klubu jest wartością samą w sobie. A gdyby jeszcze, na przekór, udało się wyeliminować choć jednego przeciwnika, sukces byłby znacznie okazalszy. Ok., ale zejdźmy na gliwicką ziemię przy ul. Stefana Okrzei.

Bo wyzwaniem, choć innego typu, dla klubu ze Śląska będzie także wzrost frekwencji na kameralnym, niemal 10-tysięcznym stadionie. To jednak trochę wstyd, żeby mecze mistrzów Polski oglądała tak niewielka widownia – przez większą część skończonego właśnie sezonu gliwicki obiekt nie był wypełniony nawet w połowie. A przecież Gliwice to nie jest mała mieścinka, miasto liczy przecież ponad 180 tys. mieszkańców, w dodatku leży w silnie zurbanizowanym regionie kraju. Więc jak: wszyscy na Piasta? Apel możliwy, choć na pewno nie trafi do kibiców Górnika Zabrze.

Podsumowując: Piast Waldemara Fornalika dokonał rzeczy, którą należy docenić. Którą będzie się pamiętało głównie z tej prostej przyczyny, że nic tak nie pobudza do komentarzy, nie poprawia nastroju, jak mało spodziewany fakt utarcia (zadartych) nosów bogatszych przez kogoś skromniejszego…