Jaki klub, taki Mariusz Jop…

Nie da się ukryć, że pozycja środkowego obrońcy jest jedną z najtrudniejszych na boisku. Jeden błąd może bowiem wypaczyć wynik spotkania i okryć takiego zawodnika ogromnym wstydem. Wiedzą coś o tym Mariusz Jop, a także Mateusz Wieteska – oglądając niebywale kuriozalne trafienie stopera wicelidera trudno nie przypomnieć sobie doskonale pamiętanego zagrania 27 – krotnego reprezentanta Polski. Oba przypadki są do siebie bardzo podobne, a w końcowym rozrachunku może się okazać, że także trafienie Wieteski może bezpośrednio zadecydować o losach mistrzowskiego tytułu. 

Niesamowite comebacki działy się w Ekstraklasie, zanim na salony przeniosła je tegoroczna edycja piłkarskiej Ligi Mistrzów. Trudno nie pamiętać przebiegu końcówki sezonu 2009/10 naszej elity. O jej rozstrzygnięciu zdecydowały dwa, równolegle rozgrywające się starcia, a dokładniej dosłownie ostatnie ich fragmenty. W Chorzowie Lech Poznań bił głową w mur doskonale wiedząc, że w razie wygranej Białej Gwiazdy oraz niezdolności zwyciężenia na obiekcie Ruchu, marzenia o mistrzostwie pozostaną niezrealizowane. W Krakowie zdawali sobie sprawę, że mecz derbowy będzie niezwykle ciężki, lecz do 93. minuty aktualny układ wyników sprawiał, że wszystko zależeć będzie bezpośrednio od zespołu Wisły. Wtedy wydarzył się jednak prawdziwy dramat, który zbiegł się z niesamowicie sensacyjnym prowadzeniem Lecha w Chorzowie, zapewnionym przez Sergieja Kriwca.

Jak doskonale pamiętamy, w tamtym sezonie Biała Gwiazda nie zdołała sięgnąć po mistrzowski tytuł, a w ostatniej kolejce nie dała rady odnieść wygranej nad kompletnie rozbitą Odrą Wodzisław Śląski. Jeden punkt przewagi Kolejorza dawał minimalne podstawy do wiary, że Zagłębie Lubin dokona cudu i w jakikolwiek sposób zagrozi aktualnemu liderowi tabeli. Tak się jednak nie stało i wówczas niespecjalnie nikt mówił o jakimkolwiek podkładaniu. Na antybohatera klubu wskazano Mariusza Jopa, u którego wspomnienie tej sytuacji do dzisiaj musi wywoływać prawdziwe dreszcze powodować nieprzespane noce. Mimo wszystko, co nie zabije, to wzmocni, a byłego gracza FK Moskwa oglądamy obecnie u boku Macieja Stolarczyka, w roli asystenta trenera pierwszej drużyny…

Co oprócz swoistej dramaturgii jeszcze połączyło obydwa gole? Niewątpliwie… uroda. Trzeba przyznać, że zarówno Mariusz Jop, jak i Mateusz Wieteska wykończyli akcję niczym rasowi napastnicy, niemniej chyba zapomnieli, że znajdują się we własnym polu karnym. Gdybyśmy jednak mieli wybrać spośród obydwu trafień i wskazać to ładniejsze: chyba przechylimy się w stronę Wieteski. Takiego wślizgu nie powstydziłby się ani Robert Lewandowski, ani Krzysztof Piątek. Jak precyzyjne było to uderzenie doskonale pokazuje ogromne zaskoczenie Radosława Majeckiego. Tutaj nie pomógłby nawet sam Manuel Neuer czy Jan Oblak…

Wieteska jest zaś w zdecydowanie bardziej korzystnej sytuacji, aniżeli Mariusz Jop. Osoba obrońcy Legii nie będzie bowiem bezpośrednio kojarzona z tym, jakże słabym, w wykonaniu mistrza Polski sezonem. Sympatycy Wojskowych już zdążyli przyzwyczaić się do bardzo słabych występów swojej ekipy, a punktem zapalnym był o mecz 6 punktów zakończony wygraną Piasta Gliwice. Fani śledzący wczorajszy pojedynek w Szczecinie wiedzą doskonale, że gdyby kontratak w jednym z ostatnich fragmentów meczu lepiej rozprowadził Hateley, już dzisiaj żylibyśmy w rzeczywistości nowego mistrza Polski. A tak na koronację będziemy musieli poczekać do ostatniej kolejki tego sezonu.

Przy wszystkich wezwaniach o sportową postawę w ostatniej kolejce i zachęcaniu do walki, najlepiej dokonać refleksji we własnym obozie. Wczorajsze samobójcze trafienie Wieteski było precyzyjnym obrazem bieżącej kampanii ligowej w wykonaniu Legii Warszawa i zamiast zajmować się bezpośrednimi rywalami drużyny, warto skupić się na sobie. A tutaj widzimy prawdziwy obraz nędzy i rozpaczy, a wręcz „Jędzy” i rozpaczy. I bardzo słabym będzie bronienie, w jakikolwiek sposób tezy, że oto Lech Poznań odda mecz Piastowi tylko i wyłącznie z powodu chęci podłożenia się. Tabela wyraźnie nie kłamie, nie kłamią także rezultaty bezpośrednich spotkań, a prawdziwym dopełnieniem katastrofy jest właśnie samobójcze trafienie Mateusza Wieteski. Choć nie zadecydowało ono bezpośrednio o utracie mistrzostwa Polski, kto wie – być może w końcowym rozrachunku to on zostanie kozłem ofiarnym i winnym przegranego sezonu. Tak, jak przed 9 laty wspomniany Mariusz Jop. Chyba, że to forma przyszykowania Mateusza Wieteski do roli przyszłego asystenta w zespole Legii Warszawa. Wtedy podziwiamy za nowatorskie metody przygotowania do pracy trenera, ale dalej coś nam w stolicy nie gra…

Oferta forBET na ostatnią kolejkę ekstraklasy znajduje się TUTAJ.

Karol Czyżewski