Największe zaskoczenie sezonu

Tego naprawdę nikt się nie spodziewał. Także na naszych łamach przewidywaliśmy gładkie zwycięstwo w pierwszej rundzie play-off Arki Gdynia nad Legią Warszawa. I po meczach nad morzem i wyniku 2-0 w serii dla gospodarzy taki scenariusz był bardzo możliwy. A tymczasem mamy kolejny dowód, że w tej fazie rozgrywek naprawdę wszystko jest możliwe. Nawet to, że lider po rundzie zasadniczej przegra z zespołem, który jako ostatni doczłapał się do play-offów.

Już  w pierwszym meczu coś było nie tak. No, bo jak to: wygrana gdynian tylko czterema punktami?! Ale ok., to była taka tam „rozgrzewka”, a do tego Filip Matczak dał z siebie bardzo dużo, a na pewno 24 punkty. Różnica w drugim spotkaniu była już znaczna (109:87 na korzyść Arki), toteż fani naszego basketu z już mniejszą uwagą śledzili rywalizację tej serii. A to błąd, i to całkiem dużego kalibru. Legia w trzecim spotkaniu nawiązała kontakt z najlepszą drużyną sezonu zasadniczego i poważnym kandydatem do złotego medalu. Mało tego – po czwartym sprawiła, że dobre humory przedstawicieli i kibiców Arki po prostu uleciały. Remis po 2 w serii do trzech zwycięstw. Zaczęła się nerwówka. Co przyniesie?

W zespole Legii właściwie nie widać braku dwóch podstawowych graczy, w tym absolutnego lidera, Omara Prewitta, który w spotkaniu z Polpharmą jeszcze na koniec części zasadniczej doznał wstrząśnienia mózgu. Po tej akcji w pierwszym meczu PO…

…wiele wskazuje, że kolejny ważny gracz w rotacji trenera Tane Spaseva – Mo Soluade – przedwcześnie zakończył sezon. Brytyjczyk ma bowiem dość poważne problemy z poruszaniem się, o grze w koszykówkę więc jak na razie może zapomnieć. Ale o wielkiej chęci zwyciężania bynajmniej nie zapomnieli jego koledzy z drużyny. Koncertowo zaś, oprócz wspomnianego wyżej Matczaka, gra dwójka innych Polaków: Jakub Karolak (nie wyszedł mu tylko pierwszy mecz, jego punkty w trzech kolejnych: 32, 26, 31) oraz Sebastian Kowalczyk, który umiejętnie prowadzi grę Legionistów, a przy tym naprawdę dzielnie i skutecznie radzi sobie z MVP sezonu zasadniczego, Jamesem Florence’em, co nie jest łatwym zadaniem.

Staram się jak mogę, ale ważne, żeby drużyna wygrywała. Jedziemy teraz do Gdyni, aby wygrać mecz i awansować do kolejnej fazy. Przy dwóch zwycięstwach pokazaliśmy, że możemy w końcówkach meczów zagrać spokojniej, narzucić swoje tempo. Poza tym, zostawiliśmy serce a parkiecie, bardzo nakręca nas agresywna obrona” – stwierdził po meczu nr 4 rzucający Legii, Mariusz Konopatzki. I trudno się z nim nie zgodzić. Legia naprawdę wierzy w zwycięstwo, w Trójmieście zameldowała się już w piątek. Po co? By jak najlepiej przygotować się do kluczowego meczu, które rozpocznie się o dość nietypowej porze, bo już o 12.40.

Gdynianie jednak doskonale wiedzą, że miejsca na spadek koncentracji w tej serii już po prostu nie ma. Oczywiście, jeśli nadal chcą pozostać w grze o medale i w półfinale Energa Basket Ligi spotkać się z Anwilem Włocławek. Do tego potrzeba zwłaszcza większego wsparcia od Polaków, grającym raczej na „drugim planie”, czyli np. Marcela Ponitki, czy Dariusza Wyki. Kibice Arki życzyliby sobie także, aby Florence, ale i Josh Bostic zachowali w spornych sytuacjach więcej zimnej krwi, w końcu od tego obaj są liderami zespołu Przemysława Frasunkiewicza. Czy Legia, na fali wielkiego entuzjazmu, pozbawi faworyzowaną Arkę marzeń, rojeń o którymś z medali? Ich awans do czołowej czwórki ligi byłby naprawdę wielką sensacją – na podobny sukces koszykarze Wojskowych czekają od 1974 roku.

Kursy w forBET na ten mecz przedstawiają się następująco: Arka – 1.09, X – 24.00, Legia 7.20