Przestępstwa nie ma, ale…

  • Redakcja

Ma 36 lat, jego bogata i pełna trofeów kariera dobiega końca, a mimo to nadal wdaje się w co najmniej wątpliwe moralnie sytuacje. Pepe, bo o nim mowa, jest bohaterem kolejnego skandalu. Tym razem jednak nie chodzi o zwyczajną – w jego przypadku – boiskową bandyterkę.

Jego haniebne czyny w barwach Realu Madryt, czy kadry Portugalii budziły zawsze wielkie emocje. Doprawdy nie starczyłoby miejsca na wypisanie jedynie najbardziej gwałtownych reakcji ludzi futbolu oraz kibiców po tych wyjątkowo kontrowersyjnych akcjach. Możemy je tu tylko pokazać i to w mocno telegraficznym skrócie:

Już po opuszczeniu Madrytu, w którym spędził łącznie dekadę, obfitującą w wiele tytułów z Realem  (trzy mistrzostwa Hiszpanii) i zdobytych pucharów (m.in. trzy wygrane w LM, dwa krajowe Puchary), Pepe trafił do Besiktasu. Tam także nie uniknął boiskowych skandali, a najbardziej spektakularną akcją, która miała swój niebezpieczny ciąg dalszy była ta z półfinału Pucharu Turcji przeciwko odwiecznemu rywalowi: Fenerbahce. Portugalczyk nie wytrzymał wysokiego ciśnienia i w 30. minucie wyleciał z boiska po bezpardonowym ataku na rywala. M.in. to rozsierdziło kibiców Żółtych Kanarków, którzy zaczęli rzucać na murawę najróżniejszymi przedmiotami – ranny został m.in. trener Besiktasu Senol Gunes. Z faulu Pepe wywiązała się niezła rozróba…

Mówimy tu o przewinieniach Portugalczyka, ale jest on także znany z innych niesmacznych zachowań – wymuszeń fauli, często w najbardziej kuriozalny sposób. Swego czasu angielski „Guardian” proponował nawet, by jego imieniem nazwać przepis dotyczący kar za symulowanie. P.S. chyba wiemy kogo mógł podpatrywać Neymar…

W co teraz wpakował się Portugalczyk? Ano – zdaniem portugalskich mediów – poszedł do swojego dobrego kumpla Fabio Coentrao z walizką pełną pieniędzy. 600 tys. euro miało trafić do zawodnika Rio Ave, jeśli jego zespół pokonałby w najbliższej niedzielnej kolejce Benfikę Lizbona. Porto Pepe walczy bowiem z Orłami o mistrzostwo Portugalii, na dwie rundy przed końcem sezonu lizbończycy mają przewagę dwóch punktów. Kasa dla Coentrao miałaby zmotywować, niewalczącą już o nic, ekipę Rio Ave do maksymalnego wysiłku przeciwko Benfice. Takie informacje mamy. A pochodzą one, co należy zaznaczyć, z anonimowego donosu, który trafił  do portugalskiej prokuratury.

Sprawa, jeśli okaże się prawdą a nie tzw. fake newsem, jest odrażająca. Nawet jeśli jako taka nie jest przestępstwem. Ot, „zwykła” pomoc, przysługa za pieniądze. Mamy tu jednak kilka wątpliwości. Po pierwsze, nie wydaje nam się, żeby Pepe działał w pojedynkę: został wysłany jako typowy emisariusz do swojego dobrego znajomego z Realu i kadry. Po drugie, kasa nie należała się zapewne tylko Coentrao, a całej drużynie, w końcu trudno przypuszczać, żeby jeden, w dodatku mocno już leciwy, piłkarz miał samodzielnie pozbawić Benfikę złudzeń co do wywalczenia mistrzostwa. Po trzecie zaś – i to jest wyłącznie nasza opinia – czujemy, że pieniądze miały przede wszystkim wymusić na Rio Ave to, by ci nie wzięli ich od Benfiki za odpuszczenie spotkania… Ale, co chcemy z całą mocą podkreślić, to tylko nasze domysły – może nieco paranoiczne, może zbytnio oparte o polskie doświadczenia, ale nie tak znowu nieprawdopodobne.

Przede wszystkim więc portugalskie instytucje muszą poważnie podejść do sprawy i dogłębnie ją zbadać. Kto, kiedy, gdzie. W końcu rzecz dotyczy bardzo poważnych zarzutów w grze o mistrzostwo kraju. A Pepe? Cóż, nawet jeśli zostanie oczyszczony z wszelkich zarzutów, jego niewinność zostanie potwierdzona, to i tak sądzimy, że wśród wielu obserwatorów będzie uchodził za jednego z najbardziej niemoralnych graczy z piłkarskiego świecznika. Wystarczająco nabroił.

Jacek Hafka