Brak Sobina = brak medalu dla Anwilu?

Niestety, kolejne badania w Toruniu wykazały, iż więzadło poboczne Josipa Sobina jest naderwane w większym wymiarze, niż pokazały to badania w Warszawie wykonane niemalże natychmiast po meczu” – możemy przeczytać w komunikacie na oficjalnej stronie Anwilu Włocławek. Brak tak znaczącego koszykarza, jak Chorwat w kluczowej części sezonu może oznaczać koniec marzeń włocławian o strefie medalowej. Nie mówiąc już o obronie tytułu mistrzów Polski.

Zdrowotny dramat chorwackiego centra rozegrał się w drugiej połowie meczu w Lublinie, gdy pod koszem na jego nogę bez złośliwości, w walce nadepnął Rafał Szymański. 29-latek wiedział już, że to coś poważnego, ale początkowe badania sugerowały, że przerwa w graniu potrwa maksymalnie trzy tygodnie. Dziś wiadomo już, że będzie dwa razy dłuższa, co może oznaczać koniec sezonu dla niego i ekipy Igora Milicicia.

Sobin trafił do Włocławka w 2016 roku z mocnej hiszpańskiej ligi, z ekipy Fuenlabrady. Statystyk może nie miał powalających (średnio 6,6 pkt oraz 3,3 zbiórki na mecz), ale na pewno był ważnym uzupełnieniem swojej drużyny. Wychowanek KK Split pełnię swoich możliwości oraz największe atuty (grę tyłem do kosza) pokazał właśnie we Włocławku. I choć trudno zaliczyć Sobina w poczet zawodników efektownych, to bez wątpienia zawsze był ważnym ogniwem w zespole Milicicia, ceniącego jego inteligencję oraz nieustępliwość w defensywie. I choć pierwszy sezon z Chorwatem w składzie skończył się dla Anwilu– zwycięzcy sezonu zasadniczego – klapą, czyli odpadnięciem już w pierwszej rundzie play-off, o tyle w drugim Sobin był jednych z autorów mistrzostwa Polski graczy z Włocławka. Pierwszego po 15 latach przerwy.

Nic dziwnego zatem, że postanowiono kontynuować współpracę z chorwackim środkowym także w obecnych rozgrywkach Energa Basket Ligi. Trzeba jednak przyznać, że nie są one dla Anwilu jakoś szczególnie udane. Może przez pochłaniające mnóstwo energii występy w Lidze Mistrzów? W każdym razie, statystyki Sobina są w tym roku najgorsze od chwili przyjazdu do Włocławka. Gorsza skuteczność, mniej zbiórek, więcej niż dotąd fauli i strat – wszystko to mogło świadczyć o poważnym zmęczeniu często eksploatowanego Chorwata. W dodatku jego akcje z rozgrywającym Kamilem Łączyńskim także nie stanowiły aż tak dużej tajemnicy dla rywali. Rywali, którzy w swoich składach mają znacznie silniej zbudowanych centrów niż mierzący 203 cm wzrostu, raczej patykowaty Sobin. Gra w EBL stała się dla niego znacznie większym wyzwaniem, a mecz z AZS-em Koszalin, w którym podstawowy środkowy Anwilu nie zdobył choćby punktu i miał gigantyczne problemy z wielkim jak dąb Michaelem Fraserem najdobitniej to pokazały.

Włocławianie właściwie sami skomplikowali swoją sytuację, której skutkiem jest już pewne wpadnięcie w play-offach na mocną ekipę wicemistrzów Polski z Arged BM Slam Stali Ostrów. Dzisiejszy mecz (kursy w forBET: 1 – 1.78, X – 14.00, 2 – 2.14) z ostrowianami odpowie na pytanie, która z ekip będzie miała przewagę parkietu w pierwszej rundzie play-off. Odpowie także na szereg innych, dotyczących radzenia sobie Anwilu na deskach bez Sobina. Kogo mamy tam w rotacji pod koszem? Dwóch weteranów: 36-letniego Szymona Szewczyka i dwa lata starszego Michała Ignerskiego oraz ciągle niepewnego w grze po kontuzji Aleksandra Czyża. To oczywiście uznane marki w świecie koszykówki, ale wydaje się, że ich czas, poza 29-letnim Czyżem, zmierza ku końcowi. W odwodzie jest jeszcze Rosjanin Walerij Lichodiej, co może być niezwykle istotne, choć obecna przewaga Stali, która ma swoich szeregach najlepszego zbierającego ligi Shawna Kinga, wydaje się jasna. Kluczowe będzie zatem zbieranie nie tylko piłek, ale i fauli – jeśli Anwil popełni tu więcej błędów, wówczas ostrowianie są w stanie wyeliminować ich z dalszej rozgrywki, co dla jednych będzie sporym rozczarowaniem, dla drugich zaś sportową zemstą za ubiegłoroczny finał EBL.

Pełną ofertę forBET na mecze EBL i NBA znajdziesz TUTAJ.