Rakiety już czekają na GSW, niesamowity buzzer beater Lillarda (WIDEO)

Na Wschodzie już sporo wiadomo, na Zachodzie wszyscy nadal mówią o absolutnie wyjątkowym rzucie Damiana Lillarda, który skończył sezon Oklahomie. Uwielbiamy takie historie, TAKIE trafienia:

Kompletny szok, ogromna rezygnacja i momentalne zejście do szatni zruzgotanych graczy OKC jest drugą ważną reakcją po tym niecodziennym wydarzeniu. Pierwszą jest, rzecz jasna, wybuch szału radości hali w Portland z bohaterem wieczoru (nie tylko tego zresztą) pośrodku. Bezczelny wręcz wyczyn Lillarda spowodował szereg, oddających mu szacunek, komentarzy. Tym cenniejszych, że pochodzących z klawiatur kolegów-przeciwników z boiska.

Buzzer beater i w ogóle niesamowite zdobycze punktowe Lillarda (np. 50 oczek w decydującym starciu) dały Trail Blazers awans do półfinału Konferencji Zachodniej. Koszykarze z Oregonu czekają na zwycięzcę w konfrontacji Spurs vs. Nuggets (kursy w forBET na szósty mecz serii: SAS  – 1.72, X – 12.00, 2 – 2.31) – niezależnie na kogo trafią i tak już swoje zrobili. Oczywiście, gdyby ich przeciwnikiem byliby gracze z San Antonio, wówczas mieliby nieco łatwiejsze zadanie. Ale czy tak w istocie będzie? Denver ze swoim bohaterem Jamalem Murrayem przełamało Spurs w piątym, być może decydującym spotkaniu, wygrywając różnicą 18 punktów.

W półfinale Konferencji czeka już także Houston. „Rakiety” w sumie bez większych przeszkód 4-1 pokonały Utah, które w trzecim spotkaniu nie wykorzystały nawet sporej niedyspozycji Jamesa Hardena. Ten nie trafił ani jednego ze swoich pierwszych 15 (!) rzutów, co ostatecznie nie przeszkodziło mu w zapisaniu przy swoim nazwisku 22 punktów. Kibice już ostrzą sobie zęby na rywalizację Brodacza z magami z Golden State. Wojownicy jednak mają niespodziewane problemy z Clippersami, którym za świetną drużynową grę i zaciekłość w obronie należy się medal. LAC ma oczywiście także swoje gwiazdy (Lou Williams, Patrick Beverley), ale w przypadku meczu nr 5 liczył się przede wszystkim zespół, potrafiący zatrzymać Kevina Duranta czy Stepha Curry’ego i to na ich parkiecie. Kolejny mecz w Los Angeles, więc jest szansa, że były zespół Marcina Gortata przedłuży jeszcze swoje szanse. Z drugiej zaś strony, aż nie chce się wierzyć, żeby mistrzowie NBA pokpili sprawę i dopuścili do remisu po 3 w serii.

A co słychać na Wschodzie? W porównaniu z Zachodem  – wieje nudą. Ostatecznie tylko dwa spotkania nie zakończyły się zwycięstwami faworytów. Milwaukee w czterech meczach uwinęło się z Pistons, także w ekspresowym tempie 4-0 w półfinale Konferencji zameldował się Boston. I właśnie te dwie drużyny powalczą ze sobą o awans do finału. Bukmacherzy z forBET większe szanse na zwycięstwo w serii dają Bucks (kurs 1.39 przy 3.45 Celtics), co nie może dziwić, w końcu Giannis i reszta uznawani są za faworytów do zwycięstwa nawet w finale finałów. Ale spokojnie, do tego jeszcze bardzo daleka droga. Choćby dlatego, że w drugim zachodnim półfinale 76ers powalczą z Toronto Raptors – obie ekipy straciły solidarnie po jednym meczu w pierwszej rundzie play-off. W sezonie zasadniczym trzy z czterech spotkań wygrała ekipa z Kanady, która rozpocznie rywalizację z filadelfijczykami na swoim parkiecie. Play-offy jednak mają swoje, wyłączne prawa, które mieszczą w sobie najbardziej nieprawdopodobne wyniki (patrz Clippers), czy wydarzenia (Lillard).

Pełna oferta forBET na mecze NBA: TUTAJ.