„Paulista” w polskiej kadrze. Kto pamięta?

Dokładnie 11 lat temu Prezydent RP Lech Kaczyński wręczył polski paszport urodzonemu w Sao Paulo (stąd przydomek „Paulista”) Rogerowi Guerreiro. Jak do tego doszło, z jakimi spotkało się reakcjami i co Brazylijczyk robił po wyjeździe z Polski, a co robi teraz?

View this post on Instagram

Chciałbym podziękować wszystkim Polakom, którzy zawsze traktowali mnie bardzo dobrze, z wielkim szacunkiem i miłością, a to znaczy, że jestem bardzo dumny z tam osiem lat temu stały się polskim obywatelem i bronił biało-czerwoną czek zawsze z wielką determinacją, wolą i dając mój najlepszy na boisku. Dzięki za wszystko Polska Gostaria de agradecer a todos poloneses que sempre me trataram muito bem, com muito respeito e carinho e quero dizer que tenho muito orgulho de há 8 anos atras ter me tornado um cidadão polones e defendido a seleção branca e vermelha sempre com muita garra,vontade e dando meu melhor dentro de campo. Obrigado por tudo Polônia #Brazylijskakrewipolskieserce #brasileirodesangueepolonesdecoracao #thanksgod #polska #poland #legiawarszawa #8lat #leo #17abril2008

A post shared by Roger Guerreiro (@r.guerreiro10) on

Jak sam wspominał, grać w piłkę zaczął na ulicy w swoim mieście już w wieku sześciu lat. Po kilku następnych trafił do juniorskiej drużyny Sao Caetano, lecz nie dane mu było zadebiutować tam w pierwszej drużynie. To udało mu się dopiero w Corinthians, ale w tym zasłużony mw Brazylii klubie grał niewiele, został więc wypożyczony do Flamengo Rio de Janeiro, gdzie z kolei zdobył pierwszego gola w brazylijskich rozgrywkach i to w derbach na słynnej Maracanie przeciwko Fluminense. W 2005 roku wyjechał do Europy – trafił do drugoligowej wówczas Celty Vigo, z którą choć awansował do Primera Division, to jednak nie przekonał do siebie tamtejszych działaczy. Wrócił do Brazylii, jak się okazało, nie na długo.

Do Warszawy sprowadził do Mariusz Piekarski. Początkowo w ramach wypożyczenia z Juventude, ale z opcją transferu definitywnego. W 2006 roku Roger zagrał w 13 meczach, ale to wystarczyło, by przekonać do siebie włodarzy Legii, w końcu mistrza Polski. Czas w naszej Ekstraklasie był niewątpliwie punktem zwrotnym dla kariery, a nawet życia Brazylijczyka. I choć kolejny sezon nie był już tak udany dla Wojskowych (3 miejsce w lidze), to po objęciu sterów Legii przez Jana Urbana, Roger zaczął grać jako ofensywny pomocnik. I ten czas (sezon 2007/08) to był niewątpliwie szczyt jego możliwości. Z Legią zdobył wicemistrzostwo Polski oraz krajowy Puchar, a za występ w jego finale przyznano mu nagrodę dla najlepszego piłkarza. Wygranego Mercedesa sprzedał, a pieniądze przekazał szpitalowi dziecięcemu w Warszawie.

Mniej więcej w tym samym czasie reprezentacja Polski, prowadzona przez Leo Beenhakkera pilnie testowała kolejnych „playmakerów”. Bliski tej roli był Łukasz Garguła, ale jego rozwój storpedowały kolejne urazy. Holenderski selekcjoner wpadł więc na pomysł, że lekarstwem na bolączki kadry będzie wyróżniający się zawodnik Legii z Brazylii. Już w styczniu 2008 roku „Przegląd Sportowy” poinformował o trwających już kilka miesięcy staraniach o przyznanie Rogerowi naszego obywatelstwa. A to nie było proste, ze względu na wymóg co najmniej pięcioletniego zamieszkania na terenie Polski. W sprawę – tuż przed Euro 2008 – przyznania paszportu Brazylijczykowi w pełni zaangażował się prezydent Lech Kaczyński, który według niektórych relacji, potraktował ją wyjątkowo ambicjonalnie. Po uproszczeniu procedur, Roger 17 kwietnia 2008 roku, a więc na zaledwie trzy miesiące przed rozpoczęciem Euro, otrzymał z rąk Prezydenta polski paszport, co nie wszystkim przypadło do gustu. „W polskiej kadrze powinni grać Polacy, a nie na przykład Brazylijczycy. Dla takich zawodników motywacją do gry w polskiej kadrze jest przede wszystkim aspekt promocyjny. Polska staje się tranzytem i odskocznią do innych, zagranicznych klubów. Tak było z Olisadebe, tak było z Rogerem” – stwierdził w jednym z wywiadów Piekarski. Ostatecznie, w reprezentacji zadebiutował dziesięć dni przed imprezą, deklarując wcześniej miłość do naszej kuchni, a także podkreślając na każdym kroku, jak dobrze czuje się u nas i, że na Mistrzostwach Europy będzie znał i zaśpiewa Mazurka Dąbrowskiego.

Pierwsze w historii Euro, jak wiadomo, skończyło się sporym rozczarowaniem, choć na pewno nie takim, jak ostatni mundial w Rosji. Jedynymi zawodnikami, którzy nie zawiedli byli bramkarz Artur Boruc i właśnie Roger, który w spotkaniu przeciwko Austrii (pamiętne wyczyny sędziego Howarda Webba) strzelił – ze spalonego, co pokazały powtórki – pierwszą bramkę w barwach Biało-Czerwonych. Za kadencji kolejnego selekcjonera Franciszka Smudy, Roger zagrał już tylko w czterech spotkaniach z orłem na piersi.

Brazylijczyk miał nadzieję, że po udanym dla niego Euro 2008 sypnie propozycjami z silniejszych lig. Owszem, były jakieś, ale w sumie konkretnego, więc został w Legii, choć już nie prezentował się tak błyskotliwie, jak na początku przygody z warszawskim klubem. Mimo to, Wojskowi zaoferowali mu nowy, znacznie lepszy kontrakt. Negocjacje przedłużały się, aż w końcu pojawiła się oferta z AEK-u Ateny. Konkretna, warta 250 tys. euro, ale jak szybko się okazało – była pułapką, zwłaszcza finansową. Od samego początku Brazylijczyk z polskim paszportem miał spore problemy z wypłacalnością klubu, który do dziś winny mu jest około 1 mln euro. To nie ułatwiło adaptacji w nowym otoczeniu, a że przyszły jeszcze kłopoty z akceptacją kolejnych trenerów AEK-u i poważne problemy zdrowotne (mononukleoza), szybko okazało się, że Roger nie zagrzeje długo miejsca w greckiej drużynie. W sumie rozegrał w niej 57 spotkań, zdobył jednego gola i świętował wywalczenie Pucharu Grecji. W lipcu 2012 roku więc 25-krotny reprezentant Polski musiał wracać do kraju swojego urodzenia. Ale i tu nie miał szczęścia – jak sam obliczył właściwie przez pięć lat w mniejszych brazylijskich klubach grał praktycznie za darmo… Rozczarowany takim obrotem spraw, pod koniec 2017 r. postanowił zakończyć karierę.

Co robił po pożegnaniu z boiskiem? Żeby zarabiać na utrzymanie rodziny, przez kilka miesięcy był nawet kierowcą Ubera w Sao Paulo. Dzisiaj w swoim mieście prowadzi akademię piłkarską, w której jest szefem i głównym trenerem nie tylko dzieci i dorosłych. Ale, jak niespełna rok temu wspomniał w jednym z wywiadów, planuje sprowadzić się do Polski z całą rodziną. Chce także, by piłkarzem został jego 4-letni syn – „wszystkim powtarzam, że zagra w reprezentacji Polski z numerem 10 na plecach. Może pójdzie do akademii Legii. A potem drogą ojca. Jeśli tylko kiedykolwiek pojawi się szansa, to chciałbym, żeby mój syn grał w Polsce” – zaznaczył Roger. To dopiero byłaby historia!