Paryskie pożary

Wielkim szokiem dla ludzi na całym świecie, ale przede wszystkim dla Francuzów była wczorajsza informacja o pożarze jednej z najbardziej rozpoznawalnych katedr Starego Kontynentu i symbolu Paryża: Notre-Dame. Na szczęście, opanowany o 4. ranem kataklizm nie spowodował zawalenia się budynku, ocalono także znaczną część cennych eksponatów z wnętrza katedry. Prezydent Francji Emmanuel Macron już zapowiedział odbudowę zabytku, co jak się spekuluje może potrwać nawet kilkadziesiąt lat. Znacznie mniej czasu na ugaszenie sportowego pożaru, wyprowadzenie paryskiego klubu z kolejnego zawstydzającego dołka ma trener Thomas Tuchel.

„Dołek” PSG to – w kontekście Ligi Mistrzów – mało precyzyjne powiedzenie. Występy paryżan w LM to sportowo-finansowa katastrofa klubu, w którym przez lata wpompowano już setki milionów katarskich petrodolarów. Po kolejnym, bolesnym zderzeniu na europejskich boiskach, tym razem z Manchesterem United, mieli oni bez większych problemów sięgnąć po ósme zwycięstwo w historii Ligue 1. Feta z tym związana miała odbyć się we Flandrii, na terenie Lille. Wszystko było już przygotowane: szampany chłodziły się w lodówkach, okolicznościowe koszulki walały się po szatni. I co? I wicelider tabeli wygrał z naszpikowaną gwiazdami (nadal, mimo kilku kontuzji, panie Tuchel) ekipą PSG. Wygrał niemało, bo aż 5:1, choć – i to jest kolejny argument obrońców paryżan – od 36. minuty goście grali w dziesiątkę po czerwonej kartce dla zdobywcy wyrównującej bramki, Juana Bernata. Rozumiemy – braki kadrowe, czerwona kartka tuż przed przerwą, ale stratę aż pięciu goli trudno wyjaśnić, tym bardziej że zdarzyło się to po raz pierwszy od 2000 roku. PSG po prostu przestało grać, a ich nieszczęście polegało również na tym, że trafili na zdeterminowane, możliwym udziałem w przyszłorocznej LM, Lille z fantastycznym Nicolasem Pepe (gol, dwie asysty) na czele. Paryżanie zabrali szampany z Lille do Nantes, gdzie być może jutro uda się wreszcie otworzyć je w glorii zwycięstwa (kursy w forBET: 1 – 4.50, X – 4.30, 2 – 1.72).

A wracając do klęski w Lille: co mieli na swoją obronę reprezentanci PSG? Standard: Tuchel zasłaniał się brakami kadrowymi, do tego podniósł temat arbitra Benoita Bastiena, który miał rzekomo nie pierwszy raz sędziować przeciwko paryżanom, a w spotkaniu z Lille nie tylko dał „czerwo” Bernatowi, ale i nie uznał gola Kyliana Mbappe. 20-latek wykazał się publicznie największą dojrzałością, mówiąc (cytat za „Daily Mail”):

„Na pewno będziemy mistrzami, ale nie mogą nam się przytrafiać takie wpadki. To nie jest normalne. Zabrakło nam osobowości. To jedna z naszych wad, nad którą musimy pracować. Zagraliśmy jak debiutanci. Musimy odzyskać koncentrację i przestać przegrywać w taki sposób”.

Mbappe trafił w sedno, choć oczywiście Tuchel zaznaczył, że takie postawienie sprawy jest „uproszczeniem”. Co jednak ma mówić kapitan okrętu? Idzie w zaparte. Tyle, że wykonawca jego poleceń może znać problem z innej perspektywy, może widzieć więcej, a taka bylejakość, czy jak określił to najlepszy strzelec Ligue 1, „brak osobowości” jest dość częsty w drużynach pełnych gwiazd, którym w danej chwili nie idzie. Wtedy jeden patrzy na drugiego, drugi na trzeciego, a trzeci szuka usprawiedliwienia na zewnątrz. Taki mechanizm najpewniej zadziałał też w przegranej konfrontacji z United. A propos Czerwonych Diabłów – Romelu Lukaku przed dzisiejszym meczem stwierdził wprost, że „Barcelona to drużyna na innym poziomie. To nie PSG. Mają większe doświadczenie”. I z tym także wypadałoby się zgodzić, prawda panie Tuchel?

Kursy forBET na wtorkowe mecze Ligi Mistrzów:

21.00 Barcelona vs. Manchester United: 1 – 1.41, X – 4.80, 2 – 8.20

21.00 Juventus vs. Ajax: 1 – 1.67, X – 4.00, 2 – 5.20