„Kołderkowy Pinokio”, „Dżemik” – Borek z Wasilewskim dalej na wojennej ścieżce

  • Redakcja

Gdybyśmy mieli napisać pracę magisterską kończąc studia dziennikarskie i szukalibyśmy tematu, który moglibyśmy zrealizować małym nakładem sił, bez mozolnego szukania książek w bibliotece i wertowania zagranicznych artykułów kartka po kartce, to pewnie zajęlibyśmy się konfliktem Mateusza Borka i Andrzeja Wasilewskiego. Dwóch najprężniej działających polskich promotorów bokserskich za sobą nie przepada, a ich relacje coraz bardziej się zaogniają. Wszystko rozgrywa się przy wielotysięcznej publiczności, która przygląda się ich kłótniom na Twitterze.

Na początku mieliśmy z tego frajdę. Wzajemne podszczypywanie i mistrzowskie konterki, które umilały nam wieczory. Siadaliśmy przed komputerem, przynosiliśmy z lodówki colę, wyciągaliśmy z mikrofalówki popcorn, gasiliśmy światło i czekaliśmy na to, co się wydarzy. Działo się dużo, często i nie mieliśmy prawa czuć się zawiedzeni. Raz Borek atakował Wasilewskiego, innym razem to szef grupy promotorskiej Sferis KnockOut Promotions ciągnął za lejce i dyktował tempo biegu. Nie zawsze czuliśmy się spełnieni, często mieliśmy apetyt na więcej, ale koniec końców następnego dnia zawsze była dogrywka, po niej rzuty karne. Po nich rzecz jasna następował rewanż, który miał wyłonić lepszego w utarczki słowne. Werdykt – najczęściej niejednogłośnie na punkty dla jednego z zawodników.

Celowo trochę koloryzujemy, ale jedno jest prawdą – naprawdę były wojenki. Mniejsze lub większe awantury, w których spierano się o wszystko. Zwykle powiedzielibyśmy, że dwóch dorosłych facetów powinno to rozstrzygnąć między sobą – telefon, spotkanie face to face lub jak na podwórku – danie sobie po razie i również wszystko jest wyjaśnione. Wojenka trwała jednak na Twitterze. Kibice i zwykli użytkownicy tego portalu z jednej strony czuli się nieco zażenowani poziomem dyskusji, ale z drugiej coraz częściej dobrowolnie szukali po kontach obu promotorów, co jeden napisał do drugiego. Co odpisał atakowany i jak wygląda ta narracja.

W piłce nożnej jest mniej kłótni i awantur niż w boksie

Od jakiegoś czasu sytuacja wymyka się jednak spod kontroli. Wasilewski nie może oglądać wiadomości słanych przez Borka, gdyż ten go zablokował. Wiedząc to promotor Artura Szpilki włączył kolejny bieg. Dziennikarz Polsatu Sport został nazwany przez Wasyla „Podkołderkowym Pinokiem”. Borek rzecz jasna się o tym wszystkim dowiedział. Wasilewskiego nazwał „Dżemikiem”.

To był rzecz jasna najbardziej zabawny kontekst tej wojenki. Nie ukrywamy, że buzia nam się cieszyła, gdy przeczytaliśmy te wyzwiska, bo można było brzydziej, gorzej, bardziej obrażająco. Tymczasem to było nawet… słodkie. Pieszczotliwe i zabawne.

Na tym jednak uprzejmości się skończyły. Wasilewski zaczął zaczepiać Borka, który rzekomo pomaga dwóm polskim pięściarzom mając z tego profilty, a mówiąc wszystkim, że robi to bezinteresowanie. Piszemy „rzekomo”, bo nie wiemy jak jest, nie chcemy oceniać. Szef Sferis KnockOut Promotions uważa również, że dziennikarz Polsatu jest sfrustrowany tym, że od bardzo dawna nie dostał w pracy awansu.

Na odpowiedź Borka nie trzeba było długo czekać.

I tak na okrągło. Tak jak powiedzieliśmy – na początku to było dla nas coś nowego, potem mieliśmy z tego niezły ubaw. Następnie pojawił się przesyt publicznym praniem brudów, a dziś jesteśmy już pewni, że takie sytuacje nie powinny mieć miejsca. Borek vs Wasilewski? Wojna, niestety wojna. Obawiamy się, że nie wpływająca korzystnie na polski boks.

Pełna oferta kursowa forBET na galę MB Boxing Night (6 kwietnia, godzina 17:00), TUTAJ.