Szwajcarska precyzja. Federer i Wawrinka zagrają w Bazylei – i nawet już wiadomo kiedy!

Helweci są znani z tego, że do każdej dziedziny życia – aspektów ważnych i tych mniej ważniejszych – podchodzą bardzo poważnie. Właśnie z tego wzięły się zwroty „szwajcarska precyzja” i „jak w szwajcarskim zegarku”. Oni już tak po prostu mają. Organizatorzy turnieju rangi ATP 500 rozgrywanego na kortach halowych w Bazylei to wyłącznie potwierdzili.

Turniej w Bazylei to impreza, której popularność – powiedzmy sobie szczerze – opiera się na obecności Rogera Federera. Nie ważne ilu zawodników z pierwszej dziesiątki rankingu ATP zdecyduje się na ten start. Nieistotne czy w tym gronie będzie Rafael Nadal. Najważniejsze, czy popularny „Maestro” wystąpi w rodzinnym mieście. W ostatnich dwóch latach tak właśnie było. Federer dwukrotnie odniósł triumf, a przysłowiowy puchar otrzymali także organizatorzy Swiss Indoors Basel. Hala św. Jakuba, która może pomieścić około dziewięć tysięcy osób, na meczach najlepszego szwajcarskiego tenisisty była wypełniona po brzegi. Włodarze turnieju zdają sobie sprawę z tego, jak wiele zawdzięczają Federerowi. Zapowiedziano nawet, że obiekt po renowacji będzie nosił nazwę „Roger Federer Arena”.

Tyle słowem wstępu. O ile Federer bez gry w Bazylei zapewne może się obejść (choć pewnie nie narzeka na gażę za występ), tak na dobrą sprawę nie ma tego turnieju bez niego. I to dosłownie – w XX. wieku w hali św. Jakuba w ramach zawodów ATP grano 19 razy, z czego 16-krotnie swoją obecnością zaszczycił Federer. Wróćmy – słowo obecność tutaj nie do końca pasuje, bowiem on po prostu dominował na własnym podwórku. Jak inaczej zobrazować to, że zdobył dziewięć tytułów i dodatkowo zagrał w pięciu finałach?

Mimo, że zmagania w Bazylei odbędą się dopiero w październiku (w dniach 19-27), to jednak bilety można kupować już teraz – sprzedaż ruszyła 3 kwietnia. Co więcej – już teraz wiadomo nie tylko, w jaki dzień pierwszy mecz rozegrają Roger Federer oraz Stan Wawrinka, ale także o której to będzie miało miejsce. Prawie pół roku przed rozpoczęciem rywalizacji – to jest właśnie ta szwajcarska precyzja!

Minimum 300 złotych trzeba zapłacić, aby zobaczyć poniedziałkowe zmagania w Bazylei, w tym mecz pierwszej rundy Federera. Natomiast najdroższe bilety to koszt rzędu prawie 900 złotych! Nie wiadomo, jak długo będzie można nabywać wejściówki, bowiem na ten moment są one wyprzedane od piątku do niedzieli, czyli od fazy ćwierćfinałowej. Trudno się temu dziwić – obecność Federera na tym etapie bierze się za pewnik.

W ostatnich czasach bardzo często można słyszeć o podupadających turniejach, które najzwyczajniej w świecie mają problem z dopięciem budżetu. W Bazylei nie muszą się o to martwić. Dopóki Federer rywalizuje na zawodowych kortach, to Swiss Indoors będzie miało się bardzo dobrze.

Michał Pochopień