Chyba już bardziej nie da się podkręcić emocji…

Dzisiaj (start o godz. 18) odbędzie się pierwszy mecz finałowy w rodzimych rozgrywkach hokejowych. Po skrajnie wyczerpujących półfinałach, do najważniejszych starć awansowały dwie najbardziej utytułowane drużyny ostatnich sezonów: GKS Tychy oraz Comarch Cracovia Kraków. Dla pierwszych będzie to już 13 finał w historii, dla drugich 14. Bilans w najnowszej historii przemawia za krakowianami: w latach 2006-17 Cracovia wygrała wszystkie sześć finałów przeciwko GKS-owi. Czy to zestawienie na pewno uprawia do postawienia Pasów w roli jednoznacznych faworytów? 

Historia, która tak wyraźnie przemawia za Cracovią, nie powinna mieć większego znaczenia. Nie powinna, choć właściwie może mieć, szczególnie dla kibiców. Przez lata tyszanie nie byli w stanie zwyciężyć z graczami trenera Rudolfa Rohacka, co mogło wpędzić ich w pewien szczególny rodzaj kompleksów. Czeski szkoleniowiec, tak krytykowany w obecnym sezonie, pokazał, że jest w stanie zebrać drużynę w jedną świetnie działającą całość w trakcie najpoważniejszych sprawdzianów. Rohacek to także kolekcjoner tytułów – z Pasami wygrał siedem z dziesięciu finałów. W tym, jak napisano powyżej, aż sześć razy sięgnął po tytuł bijąc się z Tychami.

Obie drużyny stoczyły niezwykle wyrównane boje w półfinałach. Krakowianie po sześciomeczowej batalii zdołali pokonać lidera rozgrywek po rundzie zasadniczej, Tauron KH GKS Katowice. A wyniki tych konfrontacji – 3:2, 3:1, 3:2, 2:3, 3:5, 2:1 – same mówią o zaciętości tej rywalizacji. Cracovia mogła czuć się już pewna szybkiego awansu do finału, gdy tymczasem katowiczanie włączyli swoje turbodoładowanie. Ostatni pojedynek zakończył się w drugiej dogrywce po celnym uderzeniu młodego Pawła Zygmunta juniora:

Do historii polskiego hokeja, mimo wszystko, nie przejdzie kluczowy strzał 19-letniego syna znakomitego przed laty panczenisty. W dziejach naszej ligi na pewno zapisze się za to mecz nr 6 półfinału w Nowym Targu między TatrySki Podhalem a GKS Tychy. Spotkanie zaczęło się w środę 27 marca o godz. 20, a skończyło… w czwartek o 1 w nocy. Był to najdłuższy mecz w historii polskiego hokeja –  do wyłonienia zwycięzcy potrzeba było aż czterech dogrywek! Bo, jak wiadomo, w play-offach gra się do bólu. Dosłownie i w przenośni. Na dokładkę, bez przerwy w pięcioosobowych składach, co tylko utrudnia strzelenie złotej bramki wybitnie zmęczonym hokeistom. Najstarszy w PHL, 42-letni Jarosław Różański tak opisywał ten niecodzienny mecz: „Śmialiśmy się do siebie, że w pewnym momencie w czwartej dogrywce to już nawet przestaliśmy się pocić. Gra się już niewiele o tym myśląc. Jakby człowiek był w jakimś transie. Odczuliśmy tylko tyle, że w którymś momencie wpadła bramka i koniec. Nawet smutek nie był taki jak zwykle, a i radość tyszan też pewnie inaczej by wyglądała, gdyby mecz zakończył się w jakichś normalnych warunkach” – powiedział kapitan Szarotek (hokej.net).

Finalnie, Podhale nie zdołało już dojechać do Tychów. To znaczy: nowotarżanie wyszli na lodowisko do siódmego pojedynku, byli na nim obecni, ale fizycznie znajdowali się w takiej rozsypce, że aktualni mistrzowie Polski rozbili ich aż 7 do 1. To świadczy o wielkiej sile kondycyjnej, ale i mentalnej graczy GKS-u. Czy to wystarczy, by przełamać złą passę i wreszcie wygrać w finale ligi z Cracovią? Gra toczy się do czterech zwycięstw.

Kursy w forBET na pierwsze spotkanie GKS-u Tychy z Comarch Cracovią przedstawiają się następująco: 1 – 1.81, X – 4.40, 2 – 3.35. Z kolei nowotarżanie zmierzą się w meczu o brąz z Katowicami. Tutaj z kolei rywalizuje się do dwóch wygranych (kursy w forBET na spotkanie nr 1: Katowice 1.45, remis – 5.20, Nowy Targ 5.20).