Jak wydać 100 milionów i spaść z hukiem

Po sobotniej, łatwej do przewidzenia porażce z Manchesterem City, zespół Fulham ma już 16 punktów straty do bezpiecznego miejsca w tabeli. Zapewne nawet komplet zwycięstw w ostatnich sześciu meczach tego sezonu nie uratuje już klubu z zachodniego Londynu przed spadkiem. Patrząc trzeźwo, o wiele większa niż na utrzymanie jest szansa to, że zespół z Craven Cottage, który przegrał 11 z ostatnich 12 ligowych spotkań, zakończy rozgrywki z zawstydzająco niską liczbą punktów.

Jak to się stało, że klub, który wydał na transfery przeszło 100 milionów euro, a przy tym kilka uznanych nazwisk, jak Schuerlle, Vietto czy Serio Rico, pozyskał na zasadzie wypożyczenia, jest daleko w tyle nawet za słabiutkim Cardiff. Nie można powiedzieć, by Fulham sprowadzało graczy przypadkowych, przeciwnie. Jean Serri był swego czasu bardzo poważnie łączony z FC Barceloną, Zambo Anguissa to do niedawna wschodząca gwiazda Marsylii, a Alfie Mawson – lider angielskiej młodzieżówki. Klasy Aleksandara Mitrovicia też, jak sądzimy, nikt podważać nie będzie.

Co zatem poszło nie tak? Nie wiemy, ale mamy swoje domysły.

1. Złamanie ducha.

Fulham sprowadziło latem 14 piłkarzy, ogromna część z nich natychmiast wskoczyła do pierwszego składu. Dotychczasowi liderzy drużyny, którzy wprowadzili klub do Premier Leugue, jak Tom Cairney czy młodziutki, uważany za wybitny talent Ryan Sessegnon, zostali odstawieni na boczny tor lub otrzymali marginalne role. To samo stało się z większością ich kolegów odpowiedzialnych za powrót Żrebaków do elity. Tymczasem podopieczni Slavisy Jokanovicia mieli za sobą fantastyczną drugą część sezonu w Championship, kiedy dzięki seryjnym zwycięstwom zanotowali spektakularny skok ze środka tabeli aż na trzecią lokatę. Czy zatem zasłużyli na tak potężne wotum nieufności od zarządu? Oczywiście, wzmocnienia drużynie były potrzebne, pytanie tylko, czy należało całkowicie przebudowywać zespół. Wydaje się, że wymiana piłkarzy emocjonalnie związanych z klubem na skuszonych dobrymi zarobkami piłkarzy z letniego zaciągu nie wpłynęła pozytywnie na mentalność drużyny.

2. Destabilizacja.

Nieprawdopodobna liczba nowych piłkarzy okazała się problemem również dla trenera. Jokanović na zapleczu angielskiej ekstraklasy udowodnił, że szkoleniowcem jest z wysokiej półki, jednak zadanie szybkiego poukładania zupełnie nowej grupy piłkarzy okazało się zbyt wymagające. Trudno czynić z tego zarzut, na budowę drużyny od podstaw potrzeba czasu, a tego w klubie plątającym się w ogonie tabeli nigdy nie jest za wiele. Pod presją walki o bezcenne punkty Serb przerzucał sam siebie pomysłami, zmieniał systemy gry, rzucał piłkarzy po pozycjach, dokonywał nieustannych roszad. W pewnym momencie Fulham co tydzień grało inaczej zestawionym blokiem obronnym. To nie mogło się dobrze skończyć, więc Jokanović pożegnał się z posadą. Co ważne, zadanie ogarnięcia londyńskiego chaosu przerosło również następnego menegera, Claudio Ranieriego. Ten został zwolniony po niespełna 4 miesiącach, czego na pewno nie żałuje – dziś jest trenerem AS Romy.

3. Drużynę buduje się od obrony.

Nie ulega wątpliwości, że główną przyczyną katastrofalnych wyników Londyńczyków jest i była beznadziejna postawa defensywy. Przykładów nie musimy szukać daleko, w ostatnim meczu z City gospodarze sami wypracowywali podopiecznym Pepa Guardioli sytuacje bramkowe. Nie można powiedzieć, że prezesi z Craven Cottage totalnie zlekceważyli kwestie obsady linii obrony. Niestety, ich strzały transferowe w większości chybiły celu. Alfiego Mawsona poskromiły problemy zdrowotne, Joe Bryan grał przeciętnie, natomiast Maxime Le Marchand okazał się prawdopodobnie najsłabszym stoperem całej Premier League, wielokrotnie wystawiając się na pośmiewisko. Niewiele lepiej prezentował się Denis Odoi, który w maju ubiegłego roku był bliski pozbawienia drużyny awansu (w finale play-off na Wembley zgarnął niemądrą czerwoną kartkę), a w Premier League kontynuował działania sabotujące, maczając palce w niezliczonej liczbie trafień dla rywali. Jak wspominaliśmy, nie pomogły zmiany personalne czy próby gry piątką obrońców – Fulham w trakcie tego sezonu straciło już 72 bramki, zdecydowanie najwięcej w lidze.

Która z tych teorii jest najbliższa prawdy? Znając życie, ta jest pewnie gdzieś po środku.

Poniedziałek, godzina 21:00 – Arsenal vs Newcastle. Kursy forBET1 – 1.41, X – 5.00, 2 – 7.60.

Max Mahor