Za dyńkę: 6 miesięcy zawieszenia. To ile za oplucie?

Cezary Stefańczyk za styknięcie się głową z arbitrem spotkania Wisły Płock z Cracovią wyrok otrzymał drakoński – 6 miesięcy dyskwalifikacji (…). W przypadku 35-letniego zawodnika oznaczać to może konieczność zakończenia kariery. Komisja Ligi nie była jednak skłonna litować sie nad obrońcą, który dał się ponieść emocjom. Jednocześnie sama sobie wyrysowała nowe granice kar za niesportowe zachowania. Czy w innych przypadkach jej członkowie będą równie bezwzględni wobec piłkarzy? Dowiemy się już niedługo, na przykładzie pomocnika warszawskiej Legii – Cafu.

Portugalczyk notuje niezwykle ciekawy tydzień w swojej karierze. Zaczął od uzyskania dwóch żółtych kartek w przegranym meczu Pucharu Polski z Rakowem, ale z racji tego, że boisko opuścił na finiszu dogrywki, trudno mówić by miało to znaczny wpływ na końcowe rozstrzygniecie. Pomocnik „Wojskowych” nie zamierzał jednak na tym poprzestać: zaledwie trzy dni później, w trakcie ligowego starcia mistrza Polski ze Śląskiem próbował… opluć zawodnika gości Arkadiusza Piecha. W praktyce głównym poszkodowanym był on sam, ale to w tej sprawie nie powinno mieć dużego znaczenia, zgodnie z zasadami prawa liczy się zamiar. Sędzia nie miał wątpliwości i poczęstował gracza gospodarzy czerwoną kartką. Na tym jednak zapewne sprawa się nie skończy, bo do gry wejdą organy dyscyplinarne.

Jakie są różnice między sprawą Stefańczyka i przypadkiem Cafu? Pierwszy, podstawowy: piłkarz z Płocka za cel obrał sobie sędziego, który w świetle najnowszych przepisów jest szczególnie chroniony. Z drugiej strony skala przewinienia jest o wiele większa w przypadku zawodnika ze stolicy. Gracz Nafciarzy dotknął arbitra czołem – ok, nieładnie, nawet jeśli gotowały się w nim emocje jest to niedopuszczalne. Ale jak w takim razie zakwalifikować oplucie innej osoby? Zachowanie to od zawsze jest uważane za jedno z najbardziej obraźliwych i odrażających, jakie można zastosować wobec drugiego człowieka.

Pytanie też, czy okolicznością łagodzącą powinien być fakt, że piłkarz zaatakował w ten sposób rywala, a nie osobę z gwizdkiem. Wielce prawdopodobne, że tak właśnie zdecyduje Komisja, kierując się treścią przepisów. Ciekawe jak wówczas będzie brzmieć uzasadnienie werdyktu. „Gracz drużyny gospodarzy rzeczywiście zachował się niegrzeczne, ale z racji tego, że nie chciał opluć sędziego głównego ani żadnego z asystentów, a jedynie innego zawodnika…”. Reakcja środowiska piłkarskiego jest łatwa do przewidzenia i żadne działania PR-owców z PZPN-u czy Ekstraklasy S.A. nie pozbawią kibiców poczucia niesmaku i niesprawiedliwości.

Co gorsza, nikt w Związku ani we władzach ligi nie może liczyć, że sprawę uda się rozstrzygnąć po cichu. Z racji tego, że sprawcą całego zajścia jest piłkarz warszawskiej Legii, fani w całej Polsce będą z uwagą czekać na informację o długości wykluczenia Cafu. Dla wielu niski wymiar kary będzie dowodem na to, że klub ze stolicy cieszy się u rządzących polską piłką specjalnym traktowaniem. Argumenty o tym, że Komisja Ligi to niezależny organ, na który Prezes Boniek i inni wysoko postawieni działacze nie mają wpływu, mogą większości nie przekonać.

A wystarczyło tego Stefańczyka potraktować po ludzku…

Max Mahor