„Striczu” na drodze do spełnienia marzeń

Tej walki nie można przegapić – około 2. w nocy polskiego czasu (transmisja w TVP1) na ring w, słynnej z filmowej serii o Rocky’m, Filadelfii wyjdzie Maciej Sulęcki. Jego przeciwnikiem będzie miejscowy „zakapior” Gabriel Rosado (24-11-1, 14 KO). Przeciwnik groźny, twardy, doświadczony, ale robiący błędy, które Polak zamierza bezwzględnie i nie oglądając się na presję trybun, wykorzystać. Amerykanin ma być trudną, ale jednak tylko przeszkodą – ostatnią –  na drodze ku wielkim starciom wagi średniej. Z mistrzem świata kategorii WBO Demetriusem Andrade na czele.

O tym, że jest coś bardzo na rzeczy przyznał jeden z największych bokserskich promotorów świata, Eddie Hearn, który prowadzi m.in. Anthony’ego Joshuę. Hearn – szef Matchroom Boxing –  w tym świecie znaczy naprawdę dużo, więc jego deklaracje należy brać jak najbardziej poważnie. Walka z Rosado ma być pierwszą z trzech, która dostępna będzie na platformie streamingowej DAZN. A jak DAZN, to wszyscy najwięksi wagi średniej. 4 maja o trzy najbardziej prestiżowe pasy (WBA, WBC, IBF) rękawice skrzyżują Saul Alvarez i Daniel Jacobs. Czwarty, WBO, należy do Andrade. A przecież jest jeszcze znakomity Kazach, spec od nokautów, Giennadij Gołowkin, z którym być może w czerwcu powalczy Kamil Szeremeta.

Ale wróćmy do Sulęckiego. Polak niemal rok temu zrobił w USA bardzo dobre wrażenie, choć przegrał na punkty walkę wieczoru z Jacobsem. Przed wielotysięczną publicznością w Nowym Jorku pokazał w ringu niesamowity charakter, czym po prostu zwrócił na siebie uwagę. Od zawsze zresztą – a treningi pięściarskie rozpoczął w wieku jedenastu lat – słynął z zawziętości, uporu i ogromnej ambicji. Dzisiejszy pojedynek będzie także istotny z jeszcze jednego powodu: w listopadzie ubiegłego roku zmarł długoletni trener Sulęckiego, Andrzej Gmitruk, co było ciosem dla całego środowiska pięściarskiego. Do walki z Rosado warszawianina przygotowywał Piotr Wilczewski – on także przejdzie dziś poważny test w narożniku.

Według naszego byłego mistrza Tomasza Adamka, „Striczu” jest znacznie lepszym technicznie zawodnikiem od filadelfijczyka. „Myślę, że Rosado to pięściarz skrojony pode mnie. Pytanie, w jaki sposób podejdzie do walki. Czy pójdzie na wojnę? Nie sądzę, bo na pewno zdaje sobie sprawę z tego, że jest mniejszy ode mnie. A jeśli będzie boksował technicznie – tak jak w ostatniej remisowej walce z Luisem Ariasem – dla mnie to już w ogóle rewelacja. Poczekam na jego błędy, których popełnia dużo. I jeśli będzie chciał „pykać”, to zamierzam go karcić. Chciałem walki z Rosado, bo nasze style gwarantują emocje. Na tym mi zależało” – zaznaczył Sulęcki w rozmowie z Przemysławem Osiakiem. 29-latek, gdy mówi o boksie, jest pełen pasji. Ale dystans do siebie też ma:

Na filadelfijskim ringu nie będzie żartów. Amerykanin portorykańskiego pochodzenia słynie bowiem z bezkompromisowości. Nie raz, nie dwa szedł na ostrą wymianę ciosów z pięściarzami ze ścisłej czołówki wagi średniej, w tym np. z Gołowkinem, czy Peterem Quillinem, choć najczęściej pojedynki te przegrywał. Teraz ma walczyć w nieco bardziej stonowany sposób, ale zdaniem Sulęckiego „dawne nawyki szybko wrócą”. Starszy o trzy lata Rosado na ring wraca po siedmioletniej przerwie. W tym czasie zdążył zadebiutować na dużym ekranie rolą u boku Sylvestra Stallone w filmie „Creed: Narodziny legendy”. Miejmy nadzieję, że dziś w Filadelfii narodzi się inna, rzeczywista pięściarska legenda – Polaka Macieja Sulęckiego. Trzymajmy kciuki!