Gest podcinania gardła, uderzenie kijem w krocze – wielkie nerwy w PHL

Hokej to sport dla twardzieli. Dla twardzieli „do kwadratu”, gdy stawka meczów jest naprawdę wysoka. Ostatecznie jednak to tylko sport, więc niektóre sytuacje, które wydarzyły się w ostatnim czasie na polskich lodowiskach, nie powinny mieć miejsca. Przed nami kolejne emocje w wyjątkowo długich ćwierćfinałach Polskiej Hokej Ligi. Czy będzie spokojniej? Wątpliwa sprawa.

Chodzi o dwie sytuacje. Po czwartym spotkaniu w Toruniu między tamtejszą KH Energą a TatrySki Podhalem Nowy Targ na lodowisko poważnie się zakotłowało. Faktem, jest, że górale przez większość spotkania (a pierwszy raz od… piątej sekundy) prowokowali gospodarzy. Grali agresywnie, twardo, a po spięciach mieli zwykle sporo do powiedzenia przeciwnikom oraz sędziom. Arbitrzy pozwalali na wiele. To właśnie w naszym hokeju jest sporym problemem, „to”, a więc zbyt szerokie pole interpretacji przepisów. No i, powiedzmy szczerze, różny poziom sędziów. Po czwartym meczu w Toruniu sytuacja o mały włos wymknęłaby się im spod kontroli:

Na filmiku widać scysję między Krystianem Dziubińskim a Rosjaninem i liderem torunian Daniiłem Oriechinem. Ten drugi (0:08) miał pokazać hokeiście Podhala gest podcinania  gardła. Czy tak było faktycznie? Nowotarżanie zaklinali się, że tak. Domagali się przy tym od władz ligi ukarania zawodnika KH Energi dyskwalifikacją. Sam zawodnik stwierdził po meczu, że tylko „pokazał panu Dziubińskiemu, żeby zamknął usta”. O podcinaniu gardła, a konkretniej: zemście na lodowisku przy najbliższej okazji nie było – wedle rosyjskiego hokeisty – mowy. Ligowi decydenci z PZHL nie dopatrzyli się winy Rosjanina. Podobnie zresztą, jak sędziowie w trakcie całego zamieszania. Ostatecznie, torunianie po zaciętej sześciomeczowej rywalizacji przegrali z Podhalem, które tym samym awansowało do półfinału PHL. I czeka na zwycięzcę pary MH Automatyka Gdańsk-GKS Tychy. Gdańszczanie byli o krok od sensacyjnego wyeliminowania mistrzów Polski, ale nie dźwignęli presji swoich, wypełnionych po brzegi (5-tysięczna widownia!) trybun, więc decydujące spotkanie odbędzie się w środę w Tychach. Kursy w forBET: Tychy 1.30, remis 6.00, Gdańsk 6.75.

Swojego półfinałowego rywala nie może doczekać się Cracovia. Zawodnicy spod Wawelu chyba już przymarzli do tafli swojego lodowiska, na którym trenują, trenują, trenują, nie wiedząc nawet pod kątem jakiej drużyny. I to dopiero sensacja: ligowy średniak rundy zasadniczej, czyli Unia Oświęcim – podobnie jak Gdańsk Tychy – prawie wyeliminowała z dalszej gry bezapelacyjnie najlepszą drużynę sezonu Tauron KH GKS Katowice. Już mieli ich „na widelcu”, ale ostatecznie także przed swoimi kibicami nie dali rady. Siódme, kluczowe spotkanie (forBET: Katowice 1.30, remis 6.25, Oświęcim 6.25) odbędzie się zatem w „Satelicie” Spodku. Mecz nr 6 jednak do teraz budzi emocje. Wszystko przez tę sytuację:

Widać wyraźnie, jak golkiper GKS-u Kevin Lindskoug uderzył kijem w okolice krocza zawodnika Unii Martina Przygodzkiego. Napastnik z Oświęcimia zgiął się w pół, choć trzeba zaznaczyć, że hokeiści w „tych” miejscach mają specjalne ochraniacze. Nie o to tu jednak idzie. Chodzi o samo zachowanie, które nie zostało w żaden sposób ukarane przez sędziego Włodzimierza Marczuka. Już po incydencie opinię wydała pani komisarz ligi, twierdząc, że bramkarz powinien za swoje przewinienie dostać karę mniejszą dwóch minut. Czy na pewno tylko taką? „Gracz, który podnosi kija pomiędzy nogami przeciwnika, celem uderzenia w okolice pachwin, zostanie ukarany karą większą plus automatycznie karą meczu za niesportowe zachowanie lub karą meczu. We wskazanej sytuacji te okoliczności nie nastąpiły. Nastąpiło jednak uderzenie kijem i z tego tytułu powinna być nałożona kara mniejsza” – napisała pani Marta Zawadzka, czym i tak wzbudziła złość oświęcimskich fanów hokeja, chcących poważniejszego ukarania Lindskouga. I, jak nam się wydaje, mają rację. Cóż jednak z tego, skoro sędziowie niczego nie zauważyli?

Prowadzącym najważniejsze mecze ćwierćfinałów – sędziom głównym Przemysławowi Kępie i Pawłowi Breske w Katowicach oraz Michałowi Bacy i Zbigniewowi Wolasowi w Tychach życzymy maksymalnej uwagi i roztropnych decyzji. Bo, że będą mieli mnóstwo pracy, jesteśmy pewni.

Jacek Hafka