Czy „Przegląd Sportowy” uwziął się na Legię Warszawa?

Wydawać by się mogło, że po piątkowej konferencji prasowej i sporze na linii Izabela Koprowiak – Ricardo Sa Pinto, cała sytuacja będzie się powoli wygaszać. W minionych dniach widzieliśmy jednak zmasowaną ofensywę sportowego dziennika w stronę aktualnego mistrza Polski. Zaczęło się dość kontrowersyjnym nazwaniem starcia z Wisłą Płock „męczarnią” Wojskowych, potem przyszedł mocny tekst Przemysława Rudzkiego w stronę portugalskiego sternika, a ostatnio Przegląd chciał na siłę udowodnić, że mimo zapewnień Radosława Kucharskiego, dyrektora sportowego klubu, Carlitos opuści w niedługim czasie stolicę Polski. Trzeba przyznać, że linia redakcyjna jest mocno tendencyjna… 

Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że całe środowisko założonego w 1921 roku dziennika musiało poczuć się niezwykle dotknięte słowami aktualnego szkoleniowca Legii w stronę redakcyjnej koleżanki. Oto bowiem urażono jednego z nas, kogoś, kto ma za zadanie jak najrzetelniejsze przedstawianie sytuacji, a zamiast tego oskarżany jest o brak szacunku. W dodatku swojej pozycji próbujemy bronić twierdząc, że uciszanie, to jak uderzanie w poszczególnych kibiców Legii. Czy jednak dalsza kolej rzeczy nie potwierdza zarzutów stawianych przez Ricardo Sa Pinto? Pominąć możemy informowanie na temat meczu Wisły Płock, bo jednak indywidualną ocenę każdego z nas stanowi przebieg danej konfrontacji, lecz to, co działo się później, musimy ocenić naprawdę negatywnie. Poniedziałkowy tekst Redaktora Naczelnego Przeglądu brzmiał, mniej więcej, jak pismo zbuntowanego nastolatka w aktualnych sprawach przeciętnego polskiego liceum. Nie było tam nawet próby podjęcia merytorycznej dyskusji, rzetelnego przedstawienia faktów czy podejścia do tego z dystansem. Był tylko i wyłącznie jad, co spotkało się z niezwykle negatywną reakcją czytelników.

To jednak jeszcze jakoś możemy obronić hasłami wolnych mediów i prawa do własnej opinii: miał ochotę przejechać się Przemysław Rudzki po Sa Pinto? A niech mu tam będzie, w końcu to jego osobista rubryka. Problem natomiast pojawia się wtedy, gdy do spraw osobistych podpina się także sianie dezinformacji. Trudno inaczej wytłumaczyć bowiem wypływanie niesamowitych newsów o tym, że Carlitos jednak odejdzie z Legii, choć o jego pozostaniu zapewniał już dyrektor sportowy Legii, Radosław Kucharski. Przeraża także określanie warszawiaków: „ZESPOŁEM POGRĄŻONYM W FINANSOWYCH PROBLEMACH”. Jak pokazuje sytuacja transferów do ideału może i daleko, ale jacyś zawodnicy sprowadzani są do klubu – dodatkowo pensje są wypłacane na czas, więc chyba jest to zdecydowane wyolbrzymianie zaistniałej sytuacji. Robert Błoński bardzo mocno zmienił swoją retorykę w sprawie Legii Warszawa. Przypadek? Mocno wątpimy…

Prawdziwą twarz wielu osób poznaje się w sytuacjach niespodziewanych: doskonale widać to po obecnym zachowaniu „Przeglądu Sportowego”. Wygląda to nawet na jakiś rodzaj przykazu: „szukasz wojny, to ją znajdziesz”. Faktem jest, że Ricardo Sa Pinto ma dość specyficzny warsztat pracy, a także wyjątkowo wybuchową osobowość: pisaliśmy o tym, chociażby, na łamach naszego portalu. W jego zanadrzu są także pewne zwyczaje czy metody pracy, które są dość niecodzienne dla piłkarskiej rzeczywistości w naszym kraju. Szkoleniowiec broni się natomiast wynikami. Zespół Sa Pinto jest wiceliderem naszej Ekstraklasy, jego zespół wygrał trzy ostatnie mecze i jest w całkiem niezłej formie. Nie oznacza to, że powinniśmy zachwycać się, iż o to na Łazienkowskiej stawił się pewien rodzaj wybawiciela, który zniszczył wszystkie problemy Legii zamkniętymi sparingami w Portugalii. Tym samym natomiast powinniśmy oceniać jego pracę właśnie w kategoriach wyników czy medialnego wizerunku, a nie próbować ciągle dociekać, czy traktuje swoich piłkarzy jak tyran oraz dlaczego zamyka swoje sparingi nawet przed klubowymi mediami. Równie dobrze możemy teraz snuć domysły: dlaczego ostatni trening był w całości otwarty dla mediów? Odpowiedź jest bardzo prosta: to jest jego sposób na prowadzenie zespołu i z tego powodu powinniśmy go właśnie oceniać.

Ricardo Sa surowy Pinto

Choć „Przegląd Sportowy” próbuje swoimi działaniami nieudolnie odwrócić tezę Sa Pinto o braku szacunku do Legii, ich ostatnie działania są zupełnie odwrotne. Tak zmasowany atak w stronę mistrza Polski, który przecież potrafił zatrzymać jednego z najważniejszych swoich piłkarzy, a także dokonać zimowych wzmocnień, wydaje się nieproporcjonalny do zaistniałej sytuacji. Można nie lubić, tak po ludzku, Ricardo Sa Pinto, można wątpić, że jego metody wyjdą Legii na dobre, ale jako dziennikarz najstarszego dziennika sportowego w Polsce należy zachować OBIEKTYWIZM. W tym momencie tej niezwykle pożądanej cechy nie widać, a dominują personalne wycieczki, próba udowodnienia pewnej tezy pomimo stanu faktycznego, a także podawanie informacji kompletnie oderwanych od rzeczywistości. Mamy nadzieję, iż z czasem „Przegląd Sportowy” pójdzie po rozum do głowy i zrozumie, że do sprawy warto podejść z o wiele większym dystansem: przecież to tylko część medialnego show. Na tę chwilę jednak wygląda to na wojnę z prawdziwego zdarzenia, w której do akcji wypuszczone są silne oddziały kamikadze: problem w tym, że najbardziej ranią swoje szeregi, zamiast w jakikolwiek sposób zagrozić drugiej stronie sporu…

Karol Czyżewski