Polski Cukier powstrzymany – Anwil w derbach utarł nosa

Przed pojedynkiem dwóch zespołów z kujawsko-pomorskiego na szczycie Energa Basket Ligi gospodarze Areny Toruń byli pewni swego. Przyjezdni zaś nie wiedzieli, co jest grane, choć byli przekonani, że nie są w najlepszej dyspozycji. Mecz derbowy raptownie zmienił te proporcje. Najpierw było tak:

A później…

Anwil w istocie miał się za co ogrywać. Pytanie, jakie dostał trener Igor Milicić przed derbami („Czy musiał Pan wcielić się w rolę psychologa swojej drużyny?”) było znamienne. Odpadnięcie z walki o play-off Ligi Mistrzów po przegranej w kiepskim stylu z hiszpańską Murcią, do tego wcześniejszy blamaż u siebie w starciu z Asseco Arką Gdynia nie mogły „zbudować” mu zespołu na mecz z Polskim Cukrem. Nie mogły, a jednak. Włocławianie wygrali to spotkanie defensywą – mocną, ambitną, skuteczną. Taką, która spowodowała, że toruńscy kibice zadawali sobie pytanie, czy w meczowym składzie są ich Amerykanie. Zarówno Rob Lowery, jak i Michael Umeh byli niewidoczni, Anwil postarał się, aby wyłączyć ich z gry. Do tego, słabo grał Aaron Cel, a Damian Kulig wyraźnie przekonał się, że poziom polskiej ligi jest nieco inny od tego, który zobaczył w swoim pierwszym spotkaniu przeciwko Treflowi Sopot.

Anwil w Toruniu, jak się zdaje, ostudził rozpalone marzeniami o złocie głowy niektórych. W mieście Kopernika dominuje przekonanie (co padło z ust Cela), że w sumie to dobrze, że przyszła taka porażka. Prestiżowa, ale jednak bez większych konsekwencji. Na pewno nie takich, jak w fazie pucharowej. Włocławianie z kolei mogą trochę odetchnąć, choć nadal kontuzjowany jest Rosjanin Walerij Lichodiej, a przyszłość innych w klubie (np. Mateusza Kostrzewskiego, czy Nikoli Markovicia) miała stanąć pod znakiem zapytania. Anwil na pewno się wzmocni, a coraz częściej mówi się, że do Włocławka wróci… MVP poprzedniego sezonu zasadniczego, Ivan Almeida. Kabowerdeńczyk – wbrew początkowym ustaleniom – nadal ma być graczem BC Kalev. Z drugiej strony, Estończycy mogą po prostu podbijać stawkę. Powrót na polskie parkeity barwnego Almeidy to z pewnością byłby hit transferowy. Pytanie, czy na miarę obrony tytułu? A może bardziej na odbicie z rąk torunian Pucharu Polski. W końcu rozpiska na turniej już się ukazała:

Patrząc na powyższe pary, trudno oprzeć się twierdzeniu, że stołeczna Legia trafiła najlepiej, jak mogła. Polpharma pod wodzą Artura Gronka to znacznie bardziej przystępny przeciwnik niż choćby BM Slam Stal Ostrów, czy rywale ostrowian – Stelmet Zielona Góra. Także Anwil nie ma najłatwiejszego zadania. Hm, zobaczymy. Puchar ma swoje prawa – jest intensywny, więc sięgają po niego prawdziwi koszykarscy twardziele. A chwilę po Pucharze twardziele w biało-czerwonych koszulkach mogą zapewnić sobie wyjazd na mistrzostwa świata do Chin. Muszą (a to nie jest idealna sytuacja) wygrać w Ergo Arenie z Holandią. Ale o wadze tego meczu (25 lutego) jeszcze przypomnimy na naszych łamach.

Jacek Hafka