Bożydar Iwanow: Swoi ludzie w Manchesterze

Wszyscy  cmokamy z zachwytu patrząc jak pięknie Manchester Utd „frunie” pod skrzydłami Ole Gunnara Solskjaera. Faceta z jeszcze niewielkim doświadczeniem trenerskim, który zawsze będzie mi się kojarzył z napastnikiem – „mordercą o twarzy dziecka”. I bramkami w roli jokera, w tym w szczególności z tą w słynnym finale Ligi Mistrzów pomiędzy Manchesterem Utd a Bayernem Monachium. Swą komentatorską przygodę w telewizji zaczynałem właśnie pod koniec lat 90-tych na Old Trafford, stąd też moje wspomnienie tamtej drużyny jest jeszcze bardziej żywe.

To zawsze jest szczególne, gdy człowiek tak wiele lat związany z jakimś klubem przejmuje jego stery, wchodzi do szatni jak do swojego domu. I przede wszystkim ma wyniki. A z przodu brylują chłopaki urodzone w okolicach Manchesteru – Marcus Rashford czy Jesse Lingard. Przypomina się zespół Sir Alexa Fergusona z Solskjaerem w składzie gdzie trzon tworzyli jednak przedstawiciele tzw. „Klasy 1992” z Davidem Beckhamem, Paulem Scholesem czy braćmi Neville’ami. Dla mnie, prywatnie,  to najlepsza drużyna klubowa wszechczasów. Nie miała na pewno takich gwiazd jak te dzisiejsze w postaci Lionela Messiego czy Cristiano Ronaldo, ale miała wyjątkowego ducha. Potrafiła wygrywać mecze, w których była już na deskach. Przeżywanie tego ze stanowiska komentatorskiego to było coś niesamowitego. Później, nawet z Waynem Rooneyem, Rio Ferdinandem czy Ronaldo właśnie, mimo sukcesów to już nie było ta samo.

Ale w klubie wiedzą, że na Old Trafford trzeba odbudować tożsamość. I to od samego dołu. Podczas turnieju „Legia Cup 2017” dla dziesięciolatków najlepszych Akademii w Europie, z Juventusem Turyn, Anderlechtem Bruksela, Feyenoordem Rotterdam, Juventusem Turyn i ekipami obu klubów z Manchesteru długo rozmawiałem z trenerami tych dzieciaków. W warszawskich szkółkach – akademiach często znajduje chłopaków, którzy dojeżdżają z … Płocka albo są wynalezieni w … Łęcznej. Trenerzy Manchesteru Utd mówią: korzystamy tylko z dzieciaków mieszkających tutaj, blisko siedziby klubu. Związanych emocjonalnie z „Czerwonymi Diabłami” z „dziada-pradziada” i – może to prozaiczne ale jakże logiczne – którzy nie będą spędzać godzin na dojazd na trening. Nie ma sensu sięgać po innych. Chłopcy w obu turniejach „Legia Cup”, bo także w tym ubiegłorocznym,  nie stanęli nawet na podium, ale spokojnie, mają czas. Być może uda się zrekonstruować następną „Class Of ‘92”. Obecność Solskjaera, który zna ją doskonale z boiska, na stanowisku menedżera pierwszej drużyny, na pewno może w tym pomóc.