Zdarzyło się wczoraj #25 – Sami wygrani

Rzadko się zdarza, że w sportowej rywalizacji na koniec dwie strony barykady są zadowolone. Wczorajszy dzień w światowym sporcie pokazał, iż takie rozwiązanie jest jak najbardziej możliwe. Francja na mundialu pokonała Chorwację, która tym turniejem skradła serca kibiców na całym globie. Drugi medal Chorwacji w historii MŚ to wielki sukces tego 4-milionowego narodu, biorąc pod uwagę ile razy brali udział w turniejach takiej rangi (to był ich piąty mundial). Kiedy Ivan Perisic strzelił wyrównującego gola, Novak Djoković wygrał piłkę turniejową i mógł się cieszyć z kolejnego tryumfu na turniejach Wielkiego Szlema. Serb pokonał Kevina Andersona, którego droga do finału Wimbledonu przypominała drogę Chorwacji.

Czyli jednak da się zagrać krótki mecz w tenisa.

Afrykaner aby zmierzyć się z Djokoviciem musiał m.in. w ćwierćfinale pokonać Rogera Federera po ponad 4-godzinnym pojedynku. W półfinale natomiast podejmował mniej utytułowanego rywala, ale na tyle dobrego, żeby móc z nim stoczyć 6.5-godzinną batalię. Najdłuższy mecz w dziejach półfinałów Wimbledonu musiał dać się we znaki Andersonowi, aczkolwiek po drugiej stronie siatki był gość, który poprzedniego dnia grał z wymagającym Nadalem. Djoković w swoim półfinale też musiał stoczyć wielogodzinny bój (5 h. 21 min.), żeby móc w niedzielę o 14. zameldować się na korcie głównym. Serb miał o tyle utrudnione zadanie, że kiedy w pocie czoła myślał jakby tutaj przechytrzyć Hiszpana, jego finałowy rywal w tym czasie odpoczywał. Jeden dzień odpoczynku więcej w takich turniejach jest na wagę złota, więc biorąc pod uwagę ten aspekt, można było się spodziewać niespodzianki w postaci wygranej Andersona.

Serb już na początku meczu dał do zrozumienia, że obędzie się raczej bez niespodzianki. Rozpocząć finał od przełamania, co zawsze daje sygnał przeciwnikowi, że nie będzie łatwo i trzeba będzie się szykować na ciężką batalię. Djoković wygrał pewnie pierwszego seta, oddając zaledwie dwa gemy. Afrykaner po raz pierwszy od dawna rozegrał tak krótkiego seta (niespełna pół godziny) i pewnie po części cieszył się z takiego obrotu sprawy. Anderson po przegranej w finale ma zapewnione 5. miejsce w rankingu ATP, a jego utytułowany rywal zaledwie 10. W kolejnych setach Serbowi nie szło aż tak łatwo, co nie zmienia faktu, że po nieco ponad dwugodzinnym pojedynku Djoković mógł się cieszyć z kolejnej wygranej w Wielkim Szlemie w swojej karierze. Jego powrót na szczyt zajął mu sporo czasu, ale trzeba oddać Serbowi, że odwalił kawał dobrej roboty.

Uściski od Pani Prezydent i podziw całego globu – czy aby nie Chorwacja wygrała te Mistrzostwa?

Trzeba być Francją, żeby przez 45 minut oddać jeden celny strzał i wygrywać 2:1. Należy też dodać, że to jedyne uderzenie w światło bramki było rzutem karnym podyktowanym w nieco kontrowersyjnych okolicznościach. Nestro Pitana długo stał przy ekranie, nie mogąc się do końca zdecydować czy wskazać na wapno czy nie. Po dłuuuuugiej analizie argentyński sędzia (miejmy nadzieje, że nie mścił się za bolesną porażkę jego krajan w fazie grupowej) uznał, że chorwacki piłkarz celowo zagrał piłkę ręką. Jedenastkę na gola zamienił nie kto inny jak Griezmann. To była jego czwarta bramka w turnieju, ale ten wynik nie powala na kolana jeśli się spojrzy w jaki sposób napastnik Atletico strzelał te bramki (trzy z karnych i jedna po fatalnym błędzie Muslery). Wcześniej bramkę dla Francji nieopatrzenie strzelił Mario Mandżukić. 10 minut później pięknym trafieniem stan rywalizacji wyrównał Ivan Perisić, ale po tym zdarzyło się to feralne wydarzenie, który opisałem powyżej.

Pochwała antyfutbolu

Druga połowa to była absolutna dominacja Francji. Strzały z dystansu poćwiczyli Pogba z Mbappe i kiedy wydawało się, że Francja będzie kolekcjonować kolejne trafienia, kolegów „do prądu podłączył” Hugo Lloris, który postanowił pokiwać się z Mario Mandżukiciem. Te próby skończyły się tak jak powinny się skończyć – bramką dla Chorwatów. Bramkarz Tottenhamu tym samym został wyeksmitowany z większości „jedenastek” turniejów, które tworzyli eksperci na całym świecie. Wszakże nie można umieszczać wśród najlepszych piłkarza, który w finale popełnia taki błąd. „Trójkolorowi” mogą jednak imponować indywidualnymi umiejętnościami. Nawet, jeśli któryś z Francuzów zagra gorszy mecz tak jak wczoraj Lloris czy Kante (ani jednego wygranego pojedynku, choć cały turniej może śmiało zaliczyć do udanych), to zawsze wystrzeli inna osoba z formą pozwalającą na wygranie meczu w pojedynkę. Wystarczy wspomnieć, że podopieczni Didiera Deschampsa od drugiego meczu grali z Olivierem Giroud w składzie, a ten przez cały turniej nie oddał celnego strzału! Mimo to, Les Blues ani razu nie byli pod ścianą na tym mundialu. Raz tylko przez moment przegrywali z Argentyną, ale ciężko w tym wypadku twierdzić, że w tamtym momencie byli za burtą tego turnieju. Miło, że mundial wygrywa drużyna, która na to zasługiwała w przeciągu całego turnieju.

Ceremonia wręczania medali też miała swoich bohaterów. Na pierwszy plan wyszedł oczywiście Władimir Putin, który podczas obfitych opadów deszczu w pewnym momencie miał jako jedyny parasol nad swoją głową spośród wręczających medale. A obok niego stali Prezydenci FIFA, Francji i Chorwacji. Ta ostatnia była w tak wyśmienitym humorze, że na boisko wyszła za rękę z jej francuskim odpowiednikiem i gorąco ściskała się z każdym kogo nagrodzono medalem. Ciekawe jak chorwackie media zareagują na tak otwartą postawę głowy Państwa?