Pytamy ekspertów o nadchodzący sezon Formuły 1

Już w najbliższy weekend odbędzie się Grand Prix Australii w Melbourne. To pierwszy w tym roku wyścig F1. Kto zostanie mistrzem świata? Jaki to może być rok dla Roberta Kubicy? Na te i inne nasze pytania odpowiedzieli znawcy tematu – Cezary Gutowski z „Przeglądu Sportowego” oraz Ryszard Turski, redaktor naczelny polskiej edycji magazynu „F1 Racing”.

Czy ktoś Pana zdaniem może zagrozić Mercedesowi i Lewisowi Hamiltonowi w tym sezonie?

Cezary Gutowski: Trudno powiedzieć. Nadzieje są takie, że faktycznie jakiś zespół może z Mercedesem powalczyć. Mówi się o starciu trzech teamów: Marcedes, Ferrari, Red Bull. Myślę jednak, że mimo zagrożenia ze strony tych dwóch ostatnich, Mercedes ciągle dysponuje przewagą w zakresie silników. I jeśli w pewnym momencie będzie to konieczne, to wówczas ją uruchomi. Tego się bardzo obawiam. Przypuszczam, że Mercedes  ma zapas w osiągach, którego jeszcze nie pokazał.

Ryszard Turski: W tym momencie trudno orzec, aczkolwiek uważam, że Mercedes i Hamilton obronią tytuł. Nikt nie powinien im zagrozić. Może tak się zdarzyć ewentualnie w poszczególnych wyścigach, raczej nie w przekroju całego roku.

Czego możemy się spodziewać po tym roku w przypadku Kubicy? Czy Polak może przeskoczyć z pozycji trzeciego kierowcy na wyścigowego, jak to już w przeszłości się zdarzyło?

Cezary Gutowski: Absolutnie jest to możliwe, że wskoczy do wyścigu w jakiejś fazie sezonu. Ale tego nie da się w tej chwili przewidzieć. Szereg okoliczności musi zadziałać, by to się zdarzyło. Oby żadnemu kierownicy z Williamsa nic się nie stało, bo nie chcemy, żeby Robert awansował w swoim teamie w ten sposób. Prawdopodobnie jeśli Kubica miałby zacząć startować w wyścigach, to trzeba na to czekać do drugiej połowy startów. Kiedy może się pojawić np. jakiś problem z przelewami między sponsorami Siergieja Sirotkina, a Williamsem. Takie rzeczy już się zdarzały. Inna możliwość to jakby np. Lance Stroll uznał, że pojazd jest za ciężki w prowadzeniu i postanowił zrezygnować z jeżdżenia do czasu, aż auto będzie się nadawało do jazdy. To trochę fantazje z mojej strony, ale takie przypadki w Formule 1 bywają. Generalnie wydaje mi się, że ten sezon jest dla Roberta po to, by zrobić kolejny krok i szukać miejsca na następny, 2019 rok. Niekoniecznie w Williamsie.

Ryszard Turski: Myślę, że jest taka możliwość. To najbardziej logiczny wariant dla niego. Mimo wielu przedsezonowych prognoz zakładających, że Kubica ma już startować, że ma być już podpisany z nim kontrakt na wszystkie wyścigi, ja czułem, że to tak szybko nie pójdzie. Nikt tego nie zaryzykuje, gdy do końca nie ma pewności, jak Polak zachowa się na torze. Szczególnie w pierwszym zakręcie, gdy mamy 20 bolidów i jest ciasno. Wydaje się, że aktualny wariant jest optymalny, z pożytkiem dla Kubicy. Ma czas przygotować się do startu, poznać samochód, opony. Myślę, że w drugiej części sezonu powinien dostać szansę pokazania się w zawodach.

Jak prezentuje się przed rozpoczęciem startów automobil Williamsa?

Cezary Gutowski: Opinie na razie są raczej zbieżne, że ich bolid na początku roku ma poważne kłopoty. Tak można sądzić po ostatnich testach. Szef techniczny zespołu przyznał, że mają trudności ze stabilnością pojazdu, szczególnie na wejściu w zakręty. Potem auto jedzie dobrze, ale sam ten początek sprawia im problemy. Robert wspomniał też w wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego”, że ma takie „wąskie okno działania”. Chodzi o to, że jest bardzo wąski zakres warunków temperatur, przy których dane ustawienia sprawią, że samochód jedzie dobrze. A warunki zmieniają się cały czas. W związku z tym wystarczy, że np. wyjdą chmury, zasłonią słońce. W takim momencie temperatura toru spada o kilka-kilkanaście stopni i te ustawienia Williamsa, które były dobre w chwili, gdy świeciło słońce, teraz już zupełnie nie działają, kiedy tego słońca nie ma. To jest spory kłopot.

Ryszard Turski: Po testach rezultaty muszą wpierw ocenić inżynierowie i kierowcy. Na pewno można wskazać, że Mercedes jest porządnie przygotowany. Ferrari i Red Bull też w miarę dobrze. Sytuacja Williamsa nie jest tak do końca jasna. Więcej będziemy wiedzieli po piątkowych treningach w Melbourne, a jeszcze więcej po pierwszym Grand Prix w niedzielę.

McLaren zmienił silniki z Hondy na Renault. Czy dzięki temu może wrócić do gry o najwyższe cele?

Cezary Gutowski: Czas pokaże, ale na razie wątpię. Testy w Barcelonie były dla nich bardzo nieudane. Choć McLaren uspokajał, że wszystko u nich w porządku, to wydaje się, że robią dobrą minę do złej gry. Wiem zakulisowo ze środka tego teamu, że było duże zaniepokojenie po tych próbnych startach. Trzeba też pamiętać, że to ich pierwszy sezon z nowym dostawcą silnika.

Ryszard Turski: Na tym etapie po testach trudno jeszcze powiedzieć. W wypadku McLarena jest to duża niewiadoma i ciężko coś przewidywać. Postawili na nowe rozwiązania – nie wiem, czy one dadzą im lepsze efekty.

Raz po raz słychać opinie, ze czołowe ekipy coraz mocniej odjeżdżają reszcie zespołów. Nawet Kubica mówił niedawno, że: „różnice między czołówką, a środkiem stawki są większe, niż się ludziom wydaje”. Czy to kolejny argument za tym, aby skończyć z obecnym systemem wynagradzania teamów w F1? Zdaniem wielu sprawia on, że Formuła staje się nieatrakcyjna dla kibiców. Co Pan o tym sądzi?

Cezary Gutowski: Pewnie w tym zakresie będą jakieś zmiany. Potrzeba na to czasu, gdyż umowy w tym sporcie są podpisywane na wiele lat. Podział wynagrodzeń jest bardzo nierówny, wręcz ekstremalnie. Główny problem polega jednak na tym, że drużyny takie jak Red Bull czy McLaren, mogłyby walczyć o tytuły od wielu lat, ale nie dysponują dobrym silnikiem. Silniki Renault są od początku przeciętne. A gdyby Mercedes i Ferrari nie odmówiły Red Bullowi dostawy swoich silników, robiąc to we własnym interesie, bojąc się konkurencji ze jego strony, to prawdopodobnie przez te ostatnie lata mielibyśmy więcej drużyn walczących o zwycięstwa. I przede wszystkim kierowców. Najważniejsza sprawa to dostęp do dobrych silników, które są zbyt drogie i zbyt skomplikowane.

Ryszard Turski: To się może zmienić w momencie, gdyby zespoły miały zrównane szanse finansowe. To jednak z kolei zabiłoby jakąkolwiek rywalizację. Trudno wymagać, żeby team, który zostaje mistrzem świata, dostawał nagrody na takim samym poziomie, jak ten, który był piąty czy szósty. Jest to nierealne. Tutaj dobrego rozwiązania nie ma. Ja bym zaś optował, żeby w F1 wprowadzono rozwiązanie w stylu „Race of Champions”. Odbywałoby się to na sam koniec roku. Zawodnicy mieliby losować, w którym bolidzie wystartują w jednym wyścigu. Na ten pojedynczy start zamienialiby swoje pojazdy na czyjeś inne. To by nam pokazało mniej więcej obraz stawki, ile zależy od prowadzącego auto, a ile od samochodu. Tylko czy ktokolwiek na to pójdzie? Na pewno byłoby to widowiskowe i wielu osobom by się spodobało. Ale czy same zespoły będą tym zainteresowane? Raczej wątpię.

Kolumbijka Tatiana Calderon została kierowcą rezerwowym w Alfa Romeo Sauber. Czy w przyszłości w Formule 1 może być więcej zawodniczek? Z drugiej strony nie milkną echa po wypowiedzi Carmen Jorda, która stwierdziła, że kobiety nie powinny próbować swoich sił w F1, bo nie są na to gotowe fizycznie.

Cezary Gutowski: To jest bardzo otwarty temat. Pani Jorda została mocno skrytykowana za swoje słowa, a ja niestety uważam, że miała trochę racji. Może powinno być tak, jak w innych dyscyplinach sportu, gdzie zwykle obserwujemy podział na rywalizację kobiecą i męską. Wyścigi są bardzo wymagające psychicznie i fizycznie. To nie znaczy, że żadna kobieta nie jest w stanie jeździć w Formule. Są panie, które też by mogły. To jest także kwestia psychologiczna. Mężczyźni mają większe skłonności do podejmowania ryzyka, bo pierwotnie walczyli o przetrwanie. Ciężej jest wyszukać dziewczynę, która będzie myślała podobnie. Łatwiej byłoby kobietom, gdyby miały własne kategorie wyścigowe. Ale z drugiej strony uważam, że jest możliwe, aby panie ścigały się z panami. Jednakże obecnie strasznie ciężko jest znaleźć taką, która przejdzie tą całą drogę do bolidu.

Ryszard Turski: Jak na razie nie było za wiele kobiet w Formule 1. Można je policzyć na palcach obu rąk. Nie osiągnęły też żadnych oszałamiających sukcesów. Im będzie ich więcej jeździło, tym większa szansa, że pojawi się taka, która zagrozi mężczyznom. To jest dosyć wymagający sport, szczególnie fizycznie. Dla większości pań może to być trudność, żeby dorównać w ściganiu się mężczyznom. Mogą próbować, nawet powinny, dlaczego nie? Nikt im nie zamyka drogi. Tylko myślę, że większych szans, póki co, nie mają. Oczywiście może się objawić jakiś nadzwyczajny talent, ale jak dotąd takiego nie widać.

Kto może być czarnym koniem tego sezonu?

Cezary Gutowski: Jeśli Red Bull będzie w stanie walczyć do końca o mistrzostwo, to będziemy mogli to uznać za wydarzenie. Z innych ekip niespodzianki może sprawić Renault, ewentualnie McLaren.

Ryszard Turski: Myślę, że mało kto może zagrozić Mercedesowi, jeśli utrzyma swoją niezawodność. Teoretycznie może zdarzyć się wypadek, który wywróci całą stawką do góry nogami. Jeśli jednak nic się nie wydarzy niespodziewanego, to pierwsza trójka należeć będzie do Mercedesa, Ferrari i Red Bula. Reszta będzie walczyła o miejsca od czwartego, od czasu do czasu trafiając, przy sprzyjających okolicznościach, na podium jakiegoś wyścigu.

 

Rozmawiał: Dominik Senkowski