Waldek King I

  • Redakcja

To już dziś może stać się faktem: Piast Gliwice pod wodzą trenera Waldemara Fornalika ma szansę świętować pierwsze w swojej historii mistrzostwo Polski. Są dwa warunki. Pierwszym jest wygrana gliwiczan w Szczecinie z Pogonią, drugim zaś porażka Legii w Białymstoku. Według wielu obserwatorów, sprawa mistrzostwa jest już jasna. Wystarczy postawić kropkę.

Ktoś mało zorientowany w temacie naszej Ekstraklasy, mógłby podobne rozwiązanie odbierać jako coś niespodziwanego, zagadkowego, „ale że jak? Że Piast?” – da się słyszeć gdzieniegdzie. Wystarczy jednak zagłębić się nieco bardziej w ekstraklasową toń, żeby dojrzeć, że to nie jest przypadek, choć Piast jeszcze rok temu niemal cudem uniknął degradacji. Gliwiczanie byt na najwyższym poziomie w Polsce zachowali przecież po wygranej w ostatniej kolejce z Niecieczą u siebie. W tym tygodniu ten sam gliwicki stadion może być świadkiem zupełnej innej uroczystości. Feta związana z mistrzem Polski jest już bardzo blisko, choć przez większość sezonu wydawało się, że przypadnie ona w udziale Wojskowym lub Lechii Gdańsk. Tymczasem to Fornalik jest bliski swojego pierwszego tytułu w trenerskiej karierze.

Oczywiście sukces, jak to zwykle bywa, ma wielu ojców. Zwłaszcza po ostatniej dramatycznej końcówce spotkania przeciwko Jagielonii, bardzo wiele mówi się nie tylko o wypożyczonym z Legii Tomaszu Jodłowcu, który golem na wagę wygranej najpewniej pozbawił swój warszawski klub tytułu, ale i o bramkarzu Jakubie Szmatuli. 38-latek, który przecież awaryjnie wszedł do bramki za kontuzjowanego Frantiska Placha, popisał się być może interwencją roku, broniąc w doliczonym czasie gry karnego Jesusa Imaza. „Spojrzał w ten róg, gdzie będzie uderzał. Miałem przewagę, choć wiadomo: mógł zmienić decyzje, ale zaryzykowałem i się opłaciło” – skromnie przyznał po meczu. Ta obrona, a zaraz później wybuch radości kosztował trenera Piasta… kontuzję i to całkiem poważną – Waldemar Fornalik rozerwał mięsień łydki. „Zacisnę zęby i jakoś dam radę” – przyznał trener, co pasuje także do opisu jego drużyny: ambitnej, walecznej, grającej do końca.

Wszyscy wiemy, jak skończyła się przygoda Fornalika z reprezentacją Polski. To z pewnością nie był jego czas. „Waldek King”, jak jest nazywany na krajowym podwórku, kolejny już raz udowodnił, że nawet nie z wybitnych ekstraklasowo piłkarzy jest w stanie wycisnąć maksimum i stworzyć drużynę-monolit. Przygotować ją tak, by końcówka sezonu należała właśnie do nich. Przecież podobnie było w mocno średnim Ruchu Chorzów w sezonie 2011/12, który także atakował z tylnego siedzenia, z czwartego miejsca po rundzie wiosennej. I o mały włos, a Niebiescy wyszarpaliby tytuł, który ostatecznie wziął Śląsk Wrocław. Chorzowianie przegrali mistrzostwo zaledwie o punkt, a jednym z decydujących momentów okazała się utrata punktów ze zdegradowanym już wtedy ŁKS-em Łódź…

To zapewne siedzi w tyle głowy Fornalika. I na pewno nauczyło go, że koncentrację należy zachować do samego końca. Tamten Ruch, na papierze przynajmniej, wyglądał gorzej niż obecna drużyna Piasta, która jest zbilansowana, ma większą głębią składu i po prostu jest w kapitalnej formie. Dość powiedzieć, że gliwiczanie nie przegrali od 29 marca, kiedy to na wyjeździe ulegli Lechii. W kwietniu Piast pięć razy wygrał i raz zremisował, co dało Fornalikowi tytuł najlepszego trenera miesiąca. Czy już dziś „Waldek King” i jego przyboczni będą świętować najważniejszy tytuł w krajowej piłce?

Kursy w forBET na dzisiejszą multiligę w  Ekstraklasie:

20.30 Jagiellonia  – Legia: 1 – 3.35, X – 3.65, 2 – 2.14

20.30 Zagłębie Lubin – Cracovia: 1 – 2.43, X – 3.40, 2 – 2.95

20.30 Lech – Lechia: 1 – 2.80, X – 3.40, 2 – 2.55

20.30 Pogoń Szczecin – Piast Gliwice: 1 – 4.80, X – 4.10, 2 – 1.71