A od kiedy to Azerbejdżan jest stolicą futbolu?

  • Redakcja

Piłka nożna pełna jest paradoksów – abstrahując już od samego przebiegu tegorocznego sezonu, gdzie mieliśmy ich multum, trzeba przyznać, że do tej kategorii należy zaliczyć miejsce rozgrywania nadchodzącego finału Ligi Europy. Oto bowiem dwie drużyny, których stadiony oddalone są od siebie w odległości niecałych 13 kilometrów, zmuszone będą odbyć podróż na ponad 4500 kilometrów. Wszystko po to, aby rozstrzygnąć losy drugiego najważniejszego trofeum na Starym Kontynencie. Doskonale rozumiemy misję popularyzacji futbolu w różnych zakątkach świata, lecz tak egzotyczny wybór lokalizacji wydaje się być wręcz irracjonalny. 

Absurdy związane z rozgrywaniem spotkania zdają się mnożyć i tak właściwie nie wiadomo, od czego zacząć. Nie będziemy dyskutować odnośnie ustalenia daty takiego starcia na środek tygodnia, niemniej kontrowersje może wzbudzać już sama godzina rozegrania pojedynku. Decydującą konfrontację zaplanowano na godzinę czasu środkowegoeuropejskiego, co w praktyce oznacza, że w samym Baku rozpocznie się ona o godzinie 23:00. Biorąc pod uwagę scenariusz bez rzutów karnych zakończy się on zatem w okolicach godziny 01:00, a w przypadku dogrywki oraz rzutów karnych potrwa nawet do 2 w nocy. Dla widzów z naszej części Europy nie robi to specjalnej różnicy, bo do tej godziny zdążyliśmy się już przyzwyczaić, lecz w przypadku piłkarzy, a także miejscowych kibiców warto dać sobie kilka dni na aklimatyzację i zaadaptowanie do tak późnej pory rozgrywania meczu. A jeżeli już przy samych kibicach jesteśmy…

Nie chcemy specjalnie spłycać sprawy i oczekiwać, że UEFA dogodzi każdemu i ustali miejsce rozgrywania starcia jak najbliżej kraju potencjalnych finalistów. Jest to wręcz nierealne, bo naprawdę ciężko wywróżyć przed sezonem, jaki zestaw obejrzymy w decydującym pojedynku. Widząc jednak, jak ułożyła się tegoroczna obsada, a przede wszystkim, jak ogromne utrudnienia czekają chcących odbyć podróż z Londynu fanów, należy uznać to za błąd. Jak w powyższym wpisie podał Miguel Delaney, szef dział piłkarskiego The Independent, aby dostać się na finał z Wysp 29 maja, trzeba będzie odbyć podróż trwającą łącznie 18 godzin w jedną stronę.

A chyba jeszcze bardziej śmiesznie wygląda liczba wejściówek, którą federacja postanowiła przekazać do dyspozycji sympatyków The Blues oraz Kanonierów. Każda z drużyn może liczyć na 6000 biletów, co przy pojemności stadionu na 68700 osób wygląda naprawdę komicznie. Dla porównania w finale Pucharu Szkocji zespół Hearts może liczyć na wsparcie 20 tysięcy osób (stadion w Glasgow, gdzie swoje mecze rozgrywa drużyna narodowa pomieści może zaś 51866 osób), co bezapelacyjnie kompromituje władze UEFA, zgarniające w tym momencie niecałe 57 tysięcy miejsc na własne potrzeby. Jeżeli to ma być promocja futbolu, to chyba lepiej wcale nie robić mu żadnych reklam…

Do tego wszystkiego dochodzi kwestia polityki. Napięcia pomiędzy Armenią, a Azerbejdżanem sprawiają, że pod ogromnym znakiem zapytania staje występ Henrika Mchitarjana w finale. Ormianin nie znalazł się już w kadrze na mecz grupowy, gdy Kanonierzy zmierzyli się z Karabachem Agdam, lecz wtedy sprawę nieco zbagatelizowano, bo i tak Kanonierzy byli zdecydowanym faworytem. Teraz jednak zbliżający się pojedynek bezpośrednio zadecyduje o ich losie w przyszłorocznej edycji Ligi Mistrzów, zatem Unai Emery powinien mieć możliwość skorzystania ze wszystkich zdrowych, a także niezawieszonych podopiecznych.

Mimo, że Arsenal podjął pewnego rodzaju kroki dyplomatyczne w sprawie wjazdu reprezentanta Armenii na teren Azerbejdżanu, bardzo wątpliwe, aby były pomocnik Manchesteru United znalazł się w kadrze na ten pojedynek. Nawet jeżeli Mchitarjan dostałby wizę, jego przybycie mogłoby sprowokować szeroko idącą agresję ze strony miejscowych kibiców. A na to nie pozwoli już sama UEFA…

Menedżer Liverpoolu, Jurgen Klopp, w ostrych słowach skomentował rozgrywanie finału Ligi Europy w Baku i stwierdził, że: „nie wie, co osoby odpowiedzialne za tę decyzję jedzą na śniadanie”. Istniej jednak poważna obawa, że coraz częściej możemy mieć do czynienia z takim stanem rzeczy. Do tej pory egzotyka kojarzyła nam się z dalekimi tournee najbardziej znanych zespołów na świecie, które chciały zdobyć popularność w najdalszych zakątkach świata. Dzisiaj wiemy natomiast, że spotkania towarzyskie już nie wystarczają, a my coraz częściej będziemy zmuszeni oglądać spotkania decydujące o europejskich pucharach w miejscach zupełnie niekojarzących się z danymi rozgrywkami. Takie są już uroki nowoczesnego futbolu – a my, kochając tą dyscyplinę, musimy mimo wszystko zacząć się do nich przyzwyczajać. Bo za ogromnymi absurdami, stoją przecież zdecydowanie większe pieniądze je sponsorujące…

Oferta forBET na wtorkowe mecze ekstraklasy:

Miedź Legnica vs Śląsk Wrocław: 1- 2.65, X – 3.40, 2 – 2.75

Górnik Zabrze vs Wisła Płock: 1- 2.95, X – 3.55, 2 – 2.39

Zagłebie Sosnowiec vs Korona Kielce: 1 – 3.00, X – 3.65, 2 – 2.29

Karol Czyżewski